Czytasz dzięki

Małe biznesy w czasach wielkiej epidemii

Agnieszka Rodowicz
opublikowano: 23-04-2020, 22:00

Jednym przedsiębiorcom z branży mody i urody sprzedaż drastycznie spadła, inni stracili ogromne pieniądze. Wszyscy starają się przetrwać, w czym wspierają ich klienci.

Maria Marcinkowska i Katarzyna Chojnacka, reinKreacja

Wraz z początkiem wiosny prezentujemy nową kolekcję, dlatego marzec jest dla nas wyjątkowym miesiącem. Kiedy zaczyna się robić ciepło, ludzie nabierają ochoty na zmianę garderoby. W tym sezonie uszyłyśmy z odłożonych środków inwestycyjnych całą kolekcję wiosna-lato, wprowadziłyśmy nowe tkaniny, dodatki krawieckie oraz zainwestowałyśmy w reklamę i gadżety promocyjne. Dodatkowo na stałe wprowadziłyśmy kilka modeli z działu basic.

W każdym sezonie, czyli co sześć miesięcy, zlecamy wykonanie sesji fotograficznej. Tak było i tym razem. Odbyła się, najdroższa z dotychczasowych, piękna sesja na greckiej wyspie Santoryn. Miałyśmy zaplanowany cały kalendarz targowy w Polsce i za granicą. Wszystkie te wydarzenia już opłaciłyśmy wraz z hotelami. Niestety odbyły się tylko jedne krajowe targi na początku marca, pozostałe zostały przełożone. Wszystko wskazuje na to, że w tym sezonie nie odbędzie się już żadna z tych imprez.

Na szczęście mamy sklep online, a ponieważ jesteśmy na rynku już sześć lat, przyzwyczaiłyśmy klientki do zamówień internetowych. Niestety ta sprzedaż stanowi tylko 10-20 proc. obrotu firmy. Klientki z Łodzi mogły nas odwiedzać także w naszej pracowni, która obecnie jest zamknięta.

Na czas pandemii zmieniłyśmy system realizacji zamówień i wysyłamy paczki raz w tygodniu, korzystając z systemu paczkomatów, który jest zdecydowanie bezpieczniejszy dla nas i dla klientów. Na szczęście naszą nową kolekcję prezentujemy i promujemy przez media społecznościowe, co nam pozwala utrzymać relacje z klientkami. Niektóre same do nas piszą i dzwonią, składając zamówienia, bo chcą nas wspierać.

Nasze kolekcje produkujemy w Łodzi. Tu kupujemy tkaniny i dodatki krawieckie. Szyjemy w łódzkich szwalniach. Przywiązujemy wagę do jakości materiałów, dodatków, wykończenia, co skutkuje wyższą ceną niż w sieciówkach. Akcja #wspierampolskiemarki jest świetna, ale wydaje się nam, że nadszedł moment, by wszyscy przemyśleli, co i od kogo kupują. Nie tylko w czasie epidemii. Jedyne, co nas cieszy w tej sytuacji, to oddech dla środowiska. Jesteśmy jednak optymistkami i uważamy, że sobie poradzimy. Mamy uszytą całą kolekcję, dlatego nie obawiamy się, że może nam zabraknąć produktów. Choć tego, że nie będziemy miały czego sprzedawać, boimy się najmniej. Bardziej się martwimy, że ludzie zaczną tracić pracę i przestaną kupować.

Agnieszka Brzóstowicz, Heartbeat

Robię swoje. Zamówienia od klientów przychodzą tak jak wcześniej. Na razie sprzedaż online jest na takim samym poziomie, kto wie, może nawet wzrośnie. Pewnie dlatego, że ludzie mają więcej czasu i więcej kupują w sieci. Widzę to po sobie. Ostatnio zrobiłam więcej zakupów online niż przez cały rok.

Ale imprezy targowe, festiwale, targi płyt winylowych zostały wstrzymane, a mniej więcej połowa mojej sprzedaży odbywała się podczas eventów. Nie mam też bezpośredniego kontaktu z klientami. Mam jednak pomysły, jak budować bliższą więź wirtualnie. Planuję więcej promować się na Instagramie, myślę, żeby nagrywać live’y, np. pokazując, jak tworzę biżuterię. Muszę co prawda zorganizować sprzęt i się tego nauczyć, ale mam teraz więcej czasu.

Wiosna i lato były zawsze najgorętszym sezonem, uczestniczyłam na przykład w rekordzie gitarowym we Wrocławiu, który przeniósł się online. Niektóre letnie imprezy nie zostały jeszcze odwołane, ale ja na razie nie podejmuję żadnych kroków. Wolę poczekać, aż epidemia się zakończy, nie robić zamieszania w komunikacji, wrzucać informacje, że gdzieś będziemy, a potem odwoływać. Podejrzewam jednak, że festiwale się nie odbędą.

Na szczęście nie mam problemu z surowcami. W część zaopatrywałam się stacjonarnie, jednak te biznesy przeniosły się do internetu, a czas realizacjijest krótki. Jestem zaskoczona, jak świetnie działa obsługa kurierska, nie ma opóźnień. Klienci głównie pytają, czy działam, czy realizuję zamówienia. Nie oczekuję od nich dodatkowego wsparcia. Heartbeat nie jest moim jedynym źródłem dochodu, więc nie grozi mi, że nie utrzymam biznesu, jak się nieco zmniejszy płynność finansowa. Zajmuję się też marketingiem i piarem rodzinnejfirmy sprzedającej instrumenty muzyczne stacjonarnie i online. I tu, co ciekawe, zanotowaliśmy bardzo duży wzrost sprzedaży. W sklepie stacjonarnym odbywa się odbiór zamówień przedpłaconych w internecie i jest ich dużo więcej. Jako ciekawostkę dodam, że moi rodzice postanowili wykorzystać ogromne zapotrzebowanie na dostawy żywności i właśnie uruchamiają sklep spożywczy online.

Anna Szczerba, Annabelle Minerals

Pandemia zastała nas w trakcie pracy nad otwarciem nowego butiku, wprowadzeniem ekologicznych opakowań i wdrożeniami nowych produktów. Musieliśmy zamrozić te projekty i przestawić się na realizację działań, które możemy koordynować z domów. Jedynie produkcja i magazyn działają jak dotychczas, jednak z podziałem na mniejsze zespoły, które nie mają ze sobą bezpośredniego kontaktu, by zminimalizować ryzyko zarażenia się pracowników. Zorganizowaliśmy się też tak, by nie korzystali z transportu miejskiego i mieli jak najmniejszą styczność z osobami z zewnątrz.

Ze względu na bezpieczeństwo klientów i pracowników zdecydowaliśmy o czasowym zamknięciu warszawskiego butiku. Zrezygnowaliśmy też z możliwości osobistego odbioru zamówień i sprzedaży bezpośredniej w naszym bielskim biurze. Skupiliśmy się na działalności online. Zamówienia wysyłamy, przestrzegając higieny, co jako firma z certyfikatem GMP robiliśmy również przed epidemią. Produkujemy na razie bez zmian, niemniej obserwujemy sytuację i będziemy reagowali, jeśli ulegnie pogorszeniu. W pierwszych dniach po ogłoszeniu pandemii zauważyliśmy znaczący spadek zamówień w sklepie internetowym. Liczyliśmy się z tym. Kosmetyki kolorowe nie zaliczają się do produktów pierwszej potrzeby, jednak po chwilach niepewności, adaptacji do nowej rzeczywistości klienci zaczęli wracać do nawyków zakupowych. Zauważyliśmy to w liczbie zamówień, stopniowo wracającej do normy.

Wciąż nie jest to stan sprzed epidemii, niemniej trend jest wzrostowy, co napawa nas ostrożnym optymizmem. Staramy się pozostawać w bliskim kontakcie z klientami. Służą nam do tego kanały w mediach społecznościowych. Uruchomiliśmy dodatkowe możliwości kontaktu z doradcami, organizujemy regularne transmisje na żywo, które pozwalają na zapoznanie się z produktami i zadanie pytań ekspertom marki. Stawiamy na nowe technologie i możliwości, jakie daje wirtualna rzeczywistość.

Otrzymujemy wiele wsparcia od klientów. Już to, że w tak niecodziennym czasie wciąż kupują nasze produkty, jest dla nas ogromnym powodem do radości. Sami nie bierzemy udziału w akcjach typu #wspierampolskiemarki, jednak nasi klienci wymieniają nas pod takimi hasztagami dość często. Czy przekłada się to na zysk finansowy? Trudno ocenić. Na pewno pozytywnie wypływa na morale całego zespołu, co jest dla nas bezcenne. Doświadczenie nauczyło nas, by szacować potencjalną wielkość sprzedaży i zatowarowywać się z wyprzedzeniem. Dzięki temu produktów powinno nam wystarczyć na najbliższe kilka miesięcy.

Joanna Hołuj, Iossi

Pierwszy tydzień był trudny. Zauważyliśmy spadek sprzedaży. Ale jesteśmy w tej szczęśliwej sytuacji, że większa jej część odbywa się online i ten kanał cały czas funkcjonuje. Spodziewałam się, że nie będzie żadnego obrotu, a po kilku dniach rynek się uspokoił i na razie zakupy odbywają się normalnie. Kiedy pojawiły się pierwsze zarażenia, wprowadziliśmy zmiany w działaniu firmy, nie czekając na wytyczne z góry. Wysłaliśmy wszystkich, którzy mogli pracować zdalnie, do domów. Matki, czyli około 20 proc. pracowników, zostały w nich z dziećmi. Z pracą zdalną radzimy sobie dobrze, od dawna wprowadzaliśmy narzędzia, które ją umożliwiają. Mniej pracowników w firmie powoduje, że mają trudniej, ale wspieramy się, pomagamy. Zorganizowaliśmy też dla nich transport, są dowożeni samochodem bezpośrednio spod domu. Staramy się minimalizować prywatne kontakty zewnętrzne i robić zakupy raz, maksymalnie dwa razy w tygodniu.

Produkcja działa normalnie. Na co dzień stosujemy procedury, które teraz są obowiązkowe: pracujemy w maseczkach, zmieniamy jednorazowe rękawiczki, wchodząc na produkcję, zakładamy specjalne ubrania w osobnym pomieszczeniu. Wszystko dezynfekujemy. Paczki docierające z zewnątrz, zanim je otworzymy, czekają w osobnym pomieszczeniu, jeśli to możliwe nawet dobę. Każdy pracownik, wchodząc do firmy, od razu myje ręce.

Problemem jest łańcuch dostaw półproduktów i opakowań. Niektóre składniki i zamknięcia do opakowań sprowadzamy z Azji. Czekamy więc, aż ruszy tam produkcja, wszystko trwa teraz dłużej. Na bieżąco monitorujemy nasze stany magazynowe, na razie skończyły nam się opakowania do jednego kosmetyku — producent wstępnie obiecał nam dostawę pod koniec maja, więc trzymamy kciuki. Mamy czasem obawy, że te firmy się zamkną, ale one wszystkie chcą przetrwać ten czas — pracują więc wolniej, ale pracują.

Z klientami jesteśmy w bliskim kontakcie od dawna. Budowaliśmy nasze relacje w dużej mierze przez media społecznościowe i dziś odczuwamy wielkie wsparcie. Klienci do nas piszą, zamawiają, biorą udział w akcjach kupowania u polskich producentów i to odczuwamy. Nawet osoby niezwiązane z Instagramem czy Facebookiem dzwonią do nas z zamówieniami, mówiąc, że chcą wesprzeć polskie firmy.

Nie jesteśmy w sektorze najbardziej zagrożonym, ale od pierwszego dnia liczymy, ile potrzebujemy pieniędzy, by przetrwać, sprawdzamy, czy wszystkie działy pracują optymalnie i jak ograniczyć wydatki, by nikogo nie zwalniać. Mamy świetnych pracowników, ale pensje są jednym z większych kosztów firmy. Musieliśmy przebudować plany na najbliższe pół roku. Mieliśmy wystawiać się na największych targach kosmetycznych w Bolonii i Barcelonie, co się wiązało z olbrzymimi kosztami i pracą kilku działów firmy przez wiele miesięcy. Organizatorzy obiecują, że targi przesuną, ale już dwa razy zmieniali terminy, a pieniądze są zamrożone. Zajmujemy się więc na razie głównie planowaniem i rozwojem.

Początkowo zamilkli dystrybutorzy, z którymi współpracujemy. Ale większość z nich poza sklepami stacjonarnymi ma też internetowe lub tylko takie, więc znowu robią u nas zakupy. Co dalej? Wszystko się może wydarzyć. Chyba największym zagrożeniem mogą być długofalowe efekty pandemii. Jeśli wiele osób straci pracę, na co wskazująbadania rynku, klienci będą mniej skłonni do zakupów. Nie robimy jednak nachalnych promocji. Uważamy, że to nie moment, by do nich namawiać. Poza tym wykonujemy nasze kosmetyki z wielką troską, nie możemy ich sprzedawać poniżej kosztów. Zrobiliśmy więc tylko takie rabaty, jakie klienci mieliby na targach, i zaoferowaliśmy bezpłatną dostawę.

Magda Hasiak, Magda Hasiak

Jestem przede wszystkim konstruktorką odzieży. Od zeszłego roku zajmuję się tym jeszcze intensywniej niż wcześniej, dzięki czemu nie zależę już od marki Magda Hasiak. Zamknęły się wszystkie butiki w centrach handlowych. Trochę ciuchów tam ugrzęzło, szkoda, ale mam szczęście, że ciągle przychodzą do mnie klienci. Zgłasza się wielu projektantów, żeby robić jesienne kolekcje, bo teraz mają na to czas. Pracujemy nad kolekcjami, prototypuję modele, robię wyjściowe szablony odzieżowe, wysyłam do akceptacji. Kumuluję przesyłki i robię je raz na trzy dni.

W pewnym momencie zaczęły dzwonić do mnie szwalnie, krawcowe, pytając, czy będę szyła kombinezony. Stwierdziłam, że lepiej dać wędkę niż rybę. Poprosiłam o wsparcie znajomą konstruktorkę odzieży — Annę Joniak z Forma szkoła mody — i stworzyłyśmy szablon na kombinezon medyczny i fartuch. Rozsyłamy je bezpłatnie szwalniom, które o to proszą. W ten sposób odzieżówka może pracować, szyjąc kombinezony potrzebne lekarzom i wszystkim służbom okołomedycznym.

Moje stałe klientki wspierają mnie, robiąc zamówienia internetowe Nie tak dużo, ale czuję, że jesteśmy w tym razem. Jakieś zamówienia online od czasu do czasu się pojawiają, ale nie atakuję klientów promocjami. Myślę, że mają inne rzeczy na głowie. Podoba mi się, że zaczęło się więcej mówić o kupowaniu od polskich producentów. Hasztag #wspierampolskiemarki krąży na Instagramie i Facebooku. Ja od lat staram się to robić, działać lokalnie. W sytuacji pandemii stało się oczywiste, że powinniśmy się wspierać. I wydaje mi się, że tak się dzieje.

Robię swoje, bez gwałtownych ruchów, pamiętając, że są rzeczy, na które nie mam wpływu, a jedynym pewnikiem jest to, że wszystko przeminie. Dobrze, by marka przetrwała, ale nie jestem do niej bardzo przywiązana. Już od jakiegoś czasu zwalniałam, w myśl ekologii nie przesadzałam z produkcją, kolekcje robię dość uniwersalne, nie mam dużych stanów magazynowych. Na razie własną kolekcją się nie zajmuję. Jak się okaże, że sytuacja sprzyja, zawsze zdążę ją zrobić.

Nie wiem jeszcze, czy skorzystam z tarczy antykryzysowej. Tak szybko się zmienia, że poczekam jeszcze chwilę, aż będzie też wersja dla mnie. Nie mam dużych kosztów, zatrudniając tylko jedną osobę. Myślę, że jakoś ten kryzys przetrwamy. Pracuję mniej, zresztą najważniejsze jest dla mnie, byśmy w domu byli bezpieczni i zdrowi. Czuję wdzięczność, że mam akurat taką sytuację. Brakuje mi jedynie spotkań z ludźmi.

Marcin Zieliński, Zieliński Bags

Swoją działalność już dawno prowadzę, bazując na wiarygodnym kontakcie z klientami na Facebooku. Fanpage skupia zaufane grono, mam wrażenie, zżyte z marką. Kiedy zaczęła się kwarantanna, pojawiły się pytania — co z gospodarką, czy ludzie będą mieli pieniądze — spanikowałem. Myślałem, że będzie trzeba działalność zawiesić. Zawsze jednak staram się być szczery i gdy coś się dzieje w pracowni, głośno o tym mówię. Napisałem więc, że się nie poddajemy, będziemy walczyć i w związku z tym robimy dużą obniżkę. Reakcja klientów bardzo mnie zaskoczyła. Ludzie pisali, że nie pozwolą nam zginąć, będą wspierać. I naprawdę kupowali. Fakt, że obniżki były duże, około 30 proc. Oznaczało to, że zarobimy na przetrwanie, co już bardzo mnie cieszyło.

Teraz pracujemy po kilkanaście godzin dziennie, szyjąc wyłącznie… maseczki ochronne. Początkowo oficjalne komunikaty informowały, że są niepotrzebne, mogą wręcz zaszkodzić. Z czasem zaczęły pojawiać się głosy, że jest inaczej. Znajomi zaczęli mnie pytać, czy mógłbym im uszyć maseczkę. Zacząłem to robić. Zapytałem na fanpage’u klientów, czy są zainteresowani. Zapotrzebowanie przerosło nasze możliwości. Nie mam nawet czasu zajrzeć w projekt tarczy antykryzysowej. Zresztą moja sytuacja finansowa moralnie nie upoważnia mnie do tego, by korzystać ze wsparcia.

Co będzie później? Zobaczymy. Na razie szyjemy około 100 maseczek dziennie, a 1000 mamy zamówionych. Moja pracownica nie wstaje od komputera, odpowiadając na wiadomości od klientów, ja szyję w pracowni, żona w domu. A trzeba jeszcze zamówić tkaniny, o które coraz trudniej.

Nie szyjemy maseczek z atestowanych materiałów, dlatego też na początku nie chciałem się do nich zabierać. Ale teraz nawet szpitale przyjmują maseczki z bawełny odzieżowej z kieszonkami na wymienne wkłady. Takie też szyjemy. Co prawda wkłady medyczne są niedostępne, ale lekarze informują, że można zastąpić je zwykłą włókniną, flizeliną techniczną czy odzieżową.Filtry należy za każdym razem wymieniać. Maseczki po godzinie użytkowania trzeba wyprać, najlepiej też wyprasować i można użyć ponownie.

Szyjemy maseczki tylko dla prywatnych osób. Miałem wątpliwości, czy w ogóle to robić, bo pojawiłysię w internecie oceny: „hieny”, „dorabiają na nieszczęściu innych”. Dałem cenę najniższą z możliwych, ale niezręcznie czuję się z tym, że dorabiam na okazji. Z drugiej strony jest na maseczki zapotrzebowanie, a my mamy dzięki temu większą szansę na przetrwanie.

AGNIESZKA RODOWICZ

Dziennikarka, fotografka, reporterka. Opisuje i fotografuje ciekawych ludzi, miejsca, zjawiska. Jej materiały ukazują się m.in. w „Polityce”, „Pulsie Biznesu Weekend”, „Podróżach”. Interesuje się sprawami społecznymi, kwestiami emancypacji kobiet, sytuacją uchodźców w Polsce, ekologią.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Rodowicz

Polecane