Małe firmy stały się niemodne

Mateusz C. Wojtala
opublikowano: 04-07-2019, 22:00

Kilkadziesiąt największych korporacji odpowiada za ponad jedną czwartą kapitalizacji światowych giełd.

Widmo wojny handlowej, pomimo chwilowego rozejmu, ciągle wisi nad rynkami. Donald Trump swoimi tweetami próbuje rozpętać kolejny konflikt — tym razem walutowy. Światowa gospodarka spowalnia i na horyzoncie rysuje się szereg zagrożeń, lecz parkiety giełdowe zdają się tym nie przejmować.

Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy jest fakt, że wzrost na rynkach akcji jest napędzany przez garstkę największych korporacji, na co zwraca uwagę zespół ekspertów Societe Generale Cross Asset Research (SGCAR). Andrew Lapthorne, cytowany przez serwis marketwatch.com, podliczył, że grupa 77 największych firm o wartości rynkowej przekraczającej 100 mld USD odpowiada za 27 proc. kapitalizacji światowych giełd. Mediana rocznych stóp zwrotu z ich akcji przekracza 10 proc., podczas gdy dla ponad 11 tys. przedsiębiorstw o wartości rynkowej mniejszej niż 1 mld USD mediana stóp zwrotu to minus 10 proc.

Główny analityk SGCAR dodaje, że uwaga inwestorów skupiająca się na kilu najważniejszych światowych indeksach zrzeszających największe spółki, które stanowią tylko ułamek wszystkich podmiotów, daje im mylący obraz rynku.

— Taka sytuacja zagraża stabilności całego rynku. Złe wiadomości z jednej czy dwóch spółek grożą korektą i załamaniem się notowań indeksów — uważa Bartosz Sawicki, kierownik departamentu analiz w Domu Maklerskim TMS Brokers.

Taki mamy klimat

Choć problem jest globalny, to można go rozpatrywać w kontekście giełdy w Stanach Zjednoczonych. 3 lipca indeks S&P500 pobił historyczny szczyt i znalazł się tuż poniżej 3000 pkt. Rodzimi analitycy nie do końca podpisują się pod tezą o fałszowaniu rzeczywistości przez notowania najważniejszych indeksów.

— To trochę specyfika tej hossy. Zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych po prostu modne są spółki technologiczne. Grupa największych, czyli tzw. FAANG, napędza wzrost notowań S&P500. Jednak w ekonomii pewne są jedynie cykle. Za jakiś czas prawdopodobnie przyjdzie moda na coś innego — na spółki małe albo przemysłowe. Można na to spojrzeć na przykładzie innych klas aktywów. Kiedy zyskuje dolar, to brakuje kapitału na rynkach wschodzących. A jeśli pieniądze płyną do największych spółek, to jest go mniej dla innych — mówi Sobiesław Kozłowski, dyrektor departamentu doradztwa inwestycyjnego w Noble Securities.

Również Bartosz Sawicki jest zdania, że różnica w stopach zwrotu, która uwidoczniła się zwłaszcza w ciągu ostatnich 12 miesięcy, pokazuje prawdziwie oblicze hossy na Wall Street. Dodaje jednak, że jako wyznacznik kondycji gospodarki lepiej analizować szerokość rynku, czyli procent spółek uczestniczących w zwyżkach notowań. Jego zdaniem na tej podstawie sygnały spowolnienia w Stanach Zjednoczonych można było odczytać już we wrześniu zeszłego roku.

— Giełdy nie są już tak dobrymi barometrami kondycji gospodarki. Widać to po Wall Street, które jest na historycznych szczytach pomimo spowalniającej dynamiki PKB. Choć sytuacja wciąż jest dobra, to pogorszenie koniunktury jest widoczne, a wyceny w pełni tego nie odzwierciedlają. Swoje robi też polityka pieniężna, bo w obliczu spowalniającego wzrostu banki centralne robią krok wstecz i zaczynają ciąć stopy. Powoduje to lekkie oderwanie rynków od rzeczywistości — dodaje Bartosz Sawicki.

Zaburzenia przy Książęcej

Na krajowym podwórku również jest widoczna dysproporcja w stopach zwrotu. Dla spółek z WIG20 mediana stóp zwrotu z ostatnich 12 miesięcy wynosi 11,7 proc. W mWIG40 w badanym okresie mediana rocznych stóp zwrotu to 0,43 proc., a w sWIG80 minus 4,3 proc. Od początku tego roku maluchy i średniaki są na fali wznoszącej i być może dysproporcja do WIG20 zmniejszy się.

— W Polsce rola giełdy jako nośnika informacji jest mocno zaburzona. Wzrost notowań największych spółek jest pochodną globalnych napływów kapitału na ryki wschodzące i o tym głównie informuje ich wycena. Kapitał raz jest, a raz go nie ma. Natomiast małe i średnie spółki cierpią z powodu mizernych obrotów i małej liczby inwestorów indywidualnych na rynku. Rozwiązanie tych problemów stanowi wyzwanie dla polskiego rynku kapitałowego — komentuje Bartosz Sawicki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mateusz C. Wojtala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu