Małe i średnie firmy w zupełnie nowych warunkach

  • DI
opublikowano: 10-03-2022, 16:49
aktualizacja: 10-03-2022, 17:46

Sytuacja na Wschodzie otwiera zupełnie nowy rozdział w funkcjonowaniu wielu małych i średnich przedsiębiorstw stawiając przed nimi nowe przeszkody. I chociaż podczas debaty podsumowującej 22. edycję rankingu „Gazele Biznesu” wiele mówiło się także o konsekwencjach wygasającej pandemii – to wojna w Ukrainie i jej skutki zdominowały dyskusję.

Wydarzenia za naszą wschodnią granicą, są obecne w niemal każdej dyskusji publicznej i – siłą rzeczy – żadna rozmowa na tematy gospodarcze też nie może być od nich oderwana. Jak zauważył Wojciech Kowalczuk, redaktor rankingu „Gazele Biznesu”, dotyczy to również debaty „Sektor MŚP w warunkach nowej normalności”, która odbyła się 7 marca. Udział w niej wzięli przedsiębiorcy – laureaci ubiegłorocznego rankingu oraz eksperci: Tomasz Budziński, prezes Seven Freight, Rafał Czerniawski, Head of Sales Free Now, Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Europie Środkowo-Wschodniej oraz Krzysztof Janiec, MPA Sales Specialist w firmie Epson.

Tomasz Budziński
prezes Seven Freight

Konieczność przekierowania lotów związana z zamknięciem nieba nad Rosją powoduje wzrost kosztów, mamy już tego pierwsze skutki. Blokują się magazyny w Europie, są już pierwsze opóźnienia.

– Kiedy publikowaliśmy wyniki ostatniego rankingu i przygotowywaliśmy zagadnienia do debaty, byliśmy przekonani, że głównym kontekstem, w którym przyjdzie nam dyskutować, jest wygasająca pandemia – mówił redaktor „Pulsu Biznesu”, otwierając debatę. – Niestety od 24 lutego wiemy, że ten kontekst się zmienił i że na wszystko będziemy próbowali spojrzeć przez pryzmat wojny toczącej się na Ukrainie.

Logistyka w trudnych czasach

Jednym z kluczowych zagadnień dla działalności małych i średnich przedsiębiorstw w ciągu ostatnich lat było zapewnienie sprawnej logistyki, która okazała się kluczem nie tylko do sukcesu, ale wręcz do przetrwania. Firmy produkcyjne, które potrafiły zapewnić sobie materiały do produkcji w warunkach zerwanych łańcuchów logistycznych, a także zagwarantować sprawną logistykę swoich produktów – dawały sobie radę. Inne miały poważne kłopoty.

Jak zauważa Tomasz Budziński, prezes firmy logistycznej Seven Freight – branża logistyczna, choć jej sytuacja się poprawia, nie do końca podniosła się po covidzie. A ostatnie wydarzenia nie dają podstaw do optymizmu.

Grzegorz Sielewicz
główny ekonomista Coface w Europie Środkowo-Wschodniej

Obecna sytuacja, mniejszy popyt z kierunku wschodniego, znacznie wyższe ceny paliw, znaki zapytania co do koniunktury sprawiają, że oczekujemy wzrostu opóźnień w płatnościach. Ale takie oczekiwania były też przed wybuchem wojny, ponieważ większość branż spodziewała się, że wygasające wsparcie pogorszy sytuację płynnościową.

– Łańcuchy są nadal bardzo zaburzone – mówił gość debaty „Pulsu Biznesu”. – Żeby nie szukać daleko, Ukraina jest największym dostawcą gazów neonowych, które służą do produkcji półprzewodników. Z półprzewodnikami problemy były już wcześniej. 21 lutego, czyli jeszcze przed wybuchem wojny, fabryka Mini w Oxfordzie zatrzymała na tydzień całą produkcję. Z tego samego powodu została zatrzymana produkcja Forda m.in. w Kolonii. Dodam tylko, że dla fabryki w Kolonii to jest już trzeci w tym roku przestój.

Nadal poważne problemy odczuwa transport morski – jest to szczególnie istotne na kierunku chińskim, gdzie ze względu na wykrywane wciąż ogniska epidemii część portów jest wyłączonych, co rodzi bardzo duże kolejki i opóźnienia.

– Do tego fracht lotniczy wystrzelił w górę – dodał Tomasz Budziński. – Klienci, by ratować linie produkcyjne w Europie, salwowali się nawet transportem drogowym. Sami organizowaliśmy taki transport z Szanghaju, przez całe Chiny, Kazachstan, Rosję i Białoruś. Okazał się on znacznie tańszy niż transport lotniczy.

Rafał Czerniawski
Head of Sales, FREE NOW

Widzimy trend, w którym firmy odchodzą od udostępniania samochodów służbowych swoim przedstawicielom, ponieważ wiele spotkań odbywa się online. W zamian za to np. 70 proc. kwoty przeznaczonej wcześniej na utrzymanie takiego samochodu trafia do aplikacji, w której pracownik może płacić za usługi przejazdu taksówkami, hulajnogami czy car-sharing.

Jak wyjaśniał prezes Seven Freight, zamknięcie nieba wywołane wojną spowoduje, że transport będzie miał wydłużone trasy, będzie potrzebował większej ilości paliw, a wzrost wartości dolara dodatkowo podnosi ich ceny. Wszystko to odbije się na cenach.

Rynek nie znosi próżni?

Kłopoty na rynku logistyki towarowej sprawiły, że pojawiła się nowa okazja dla firm zajmujących się przewozem osób. Rafał Czerniawski, Head of Sales FREE NOW, wyjaśniał, że część samochodów osobowych zaczęła dostarczać towary w sprzedaży detalicznej.

– Branża e-commerce mocno wzrosła podczas pandemii, a to spowodowało powstanie tzw. branży q-commerce, czyli quick-commerce. Z racji tego, że wzrosło zapotrzebowanie e-commerce, a łańcuchy dostaw były zakłócone, weszliśmy w strategiczną współpracę z kilkoma podmiotami i dostarczamy produkty od sklepów retail do końcowego klienta. Na stronie internetowej sklepu, w momencie wyboru sposobu dostawy, można już w niektórych miejscach znaleźć opcję dostawy danego produktu do dwóch godzin. Jest to kierunek, który bardzo dynamicznie rośnie, mamy już kolejnych partnerów, którzy ustawiają się w kolejce po takie rozwiązanie – mówił Rafał Czerniawski.

Krzysztof Janiec
MPA Sales Specialist, Epson

Przedsiębiorstwa odchodzą od realizacji we własnym zakresie usług związanych z danymi, ich przetwarzaniem, archiwizacją czy dostępem do nich. Oddają je do firm, które specjalizują się w tego rodzaju usługach i które pozwalają zachować odpowiednie bezpieczeństwo danych i procesów.

On także – podobnie jak prezes Seven Freight – widzi problem branży w zakresie znikomej dostępności nowych samochodów, związanej choćby z brakiem półprzewodników.

– Jeśli w przyszłości dostępność samochodów się zmniejszy, to ich koszty pójdą w górę i to faktycznie może się odbić dosyć mocno na naszej branży, jednak w tym momencie nie odczuwamy takiego problemu – dodał.

Płynność pod znakiem zapytania

Ostatnie wydarzenia zmieniły też prognozy dotyczące stabilności finansowej przedsiębiorstw.

– Zakłócenia w łańcuchach dostaw nadal będą widoczne – prognozował Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Europie Środkowo-Wschodniej. – Przed wybuchem wojny w Ukrainie przewidywaliśmy, że bariery podażowe powinny stopniowo zacząć znikać. Niestety ta nasza konkluzja nie jest już aktualna. To jest też czynnik, który będzie powodował inflację. Podobnie jak koszty frachtu, importu z Chin do Europy czy do Stanów Zjednoczonych. Koszty energii to kolejny czynnik, który będzie napędzał inflację i będzie dotkliwy dla przedsiębiorstw.

Coface, jako firma zajmująca się m.in. sprawami zatorów płatniczych, odnotowała w 2020 r. spadek opóźnień w płatnościach, co było spowodowane głównie szeroką skalą działań pomocowych. Niestety – sytuacja znów zmienia się na gorsze, zauważył Grzegorz Sielewicz.

– W Polsce średnie opóźnienia w płatności wzrosły do 56,7 dnia w 2021 r. z 48 w 2020 r. To jest powrót do stanu przedpandemicznego, bo w 2019 r. średnie opóźnienia wynosiły 57 dni. Branża transportowa jest tutaj negatywnym bohaterem, tam opóźnienia w płatnościach to średnio 89 dni, to wzrost z 78 dni w roku poprzednim.

Nowe trendy w cyfryzacji

Kolejnym wyzwaniem dla firm MŚP jest nowa rzeczywistość na rynku pracy – praca zdalna i hybrydowa, które najprawdopodobniej w takiej czy innej formie z nami już zostaną. Jak sytuacja epidemiologiczna wpłynęła na dostawców usług i sprzętu IT?

– Zmiana systemu pracy spowodowała wzrost popytu na szeroko rozumianą technologię związaną z IT, a więc komputery, laptopy, peryferia, drukarki. My to wyraźnie widzimy – mówi Krzysztof Janiec, MPA Sales Specialist z firmy Epson. – Zauważyliśmy też, że firmy zmieniły model wyboru technologii, odeszły od najniższej ceny na rzecz jakości czy długowieczności.

W kontekście cyfryzacji nie można zapomnieć o jej wpływie na rynek pracy.

– Im większa automatyzacja procesów, robotyzacja produkcji, tym bardziej firmy mogą być odporne na niedobór pracowników – zauważa Grzegorz Sielewicz. – Większe wykorzystanie informatyzacji może więc w znacznym stopniu pomóc w obecnych czasach.

Wreszcie – pozostaje sprawa bezpieczeństwa, która staje się coraz bardziej istotnym zadaniem dla działów IT.

– Chociaż militarna wojna w Ukrainie trwa dopiero od kilkunastu dni – ta w cyberprzestrzeni na całym świecie toczy się od lat. Podczas pandemii pojawiły się nowe zagrożenia, przestępcy sięgają do coraz to innych metod, w tym takich, których celem bezpośrednim nie jest wykradzenie pieniędzy z konta ofiary – wyjaśnia Sielewicz.

– Mamy na przykład klienta, z którym współpracujemy od wielu lat, i dostajemy informację o zmianie jego rachunku bankowego albo o zmianie adresu dostawy towaru. Pamiętajmy, że niejednokrotnie taka jedna ciężarówka towaru jest bardzo dużo warta i podszywanie się pod inną firmę może być w tym wypadku zyskowne dla przestępców. Dlatego tak ważna jest kilkuetapowa weryfikacja, potwierdzanie zmian, bo to niewiele kosztuje – wystarczy wykonać telefon. Moim zdaniem tych ataków będzie niestety coraz więcej – dodaje ekspert Coface.

Kryzys kadrowy trwa

Wojna w Ukrainie spowodowała zupełnie nową sytuację na rynku pracy. Dotychczas firmy borykały się z problemem dostępności pracowników. Teraz duża część męskich pracowników z Ukrainy wraca do swojego kraju, co powoduje jeszcze większe niedobory. Z drugiej strony granicę przekroczyło ostatnio ponad milion osób, głównie kobiet i dzieci, z których część zostaje na naszym terytorium i będzie szukać pracy. Uczestnicy debaty „Pulsu Biznesu” zgodzili się co do tego, że na razie jest jeszcze za wcześnie, by prognozować, jak sprawy rozwiną się w ciągu najbliższych tygodni czy miesięcy.

– W naszej firmie około 30 proc. kierowców to osoby z Ukrainy – mówił Rafał Czerniawski. – Mamy informacje, że niektórzy z nich decydują się na powrót do domu. Jesteśmy też otwarci na zatrudnienie osób, które teraz przybywają do nas z Ukrainy.

– W branży TSL jest to strata od kilku do kilkunastu procent pracowników – dodał Tomasz Budziński. – W tej chwili szacuje się, że rynek wchłonąłby od 100 do 120 tys. osób. Firma PwC prognozuje, że w przyszłym roku może to być nawet 200 tys. W całej Europie jest w tej chwili prawie pół miliona wakatów.

Zdaniem Grzegorza Sielewicza najistotniejszym pytaniem jest to, na ile odpływ pracowników z Ukrainy jest chwilowy, a ile z tych osób nie wróci.

– W Polsce branże transportowa i budowlana są w dość dużym szoku w związku z brakiem pracowników. Natomiast jak wskazują ostatnie szacunki ONZ, do połowy roku powinniśmy się spodziewać 4 mln uchodźców z Ukrainy, w samej Polsce powinno ich zostać około półtora miliona – zauważył ekspert Coface. – Należałoby na ten czynnik spojrzeć w kontekście koniunktury i ewentualnych korzyści zarówno dla naszej gospodarki, jak i dla firm. Skoro te osoby zostają w Polsce, to możemy mówić o wyższej konsumpcji gospodarstw domowych, także o potrzebach mieszkaniowych. A to powinno wspierać część sektora budowlanego. Jednak w kontekście rynku pracy to jest zupełnie inna kadra niż ta, która napływała do Polski w ostatnich latach. Teraz mówimy o osobach, które nie będą aż tak aktywne na rynku pracy. Natomiast pewien stopień aktywizacji zawodowej powinien spowodować, że polska gospodarka, w tym również polskie przedsiębiorstwa, może na tym skorzystać – przewidywał Grzegorz Sielewicz.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane