Malezja Moniki Staniszewskiej

Wysłuchała Danuta Hernik
opublikowano: 25-10-2018, 22:00

Właścicielka salonu Manilove twierdzi, że powód jej wyjazdu do Malezji był prosty: jeszcze tam nie była. Zatem 12-godzinny przelot do Kuala Lumpur. Dalej do Kuantan — około półtorej godziny. A później jeden wielki zen.

Monika Staniszewska

Moc wrażeń. Nowoczesne butiki, antykwariaty, targi z jedzeniem — malezyjskie miasta zaskakują różnorodnością.
Wyświetl galerię [1/2]

Moc wrażeń. Nowoczesne butiki, antykwariaty, targi z jedzeniem — malezyjskie miasta zaskakują różnorodnością. FOT. ARCHIWUM PRYWATNE MONIKI STANISZEWSKIEJ, BLOOMBERG

Założycielka (2007 r.) i właścicielka salonu Mani-Love (zabiegi pielęgnacyjne i upiększające dłonie i paznokcie) w warszawskim CH Klif. Wcześniej menedżer w międzynarodowych korporacjach: Estee Lauder Group, Clarins & Thierry Mugler, Lancôme. W latach 2009-16 prezes Klubu Polskiej Rady Biznesu. Absolwentka ekonomii w Szkole Główniej Handlowej.

Mieszkańcy Malezji są bardzo przyjaźni, usłużni i pomocni. Wyciszeni, ale robią wrażenie szczęśliwych. Nauczyłam się kilku słów w ich języku: Selamat pagi (dzień dobry!), terima kasih (dziękuję!).

Kraj rozciąga się na części Półwyspu Malajskiego, północnej części wyspy Borneo i mnóstwie mniejszych i większych wysepek, np. Penang, nazywanej czasem Perłą Orientu. Wielu turystów wybiera rajskie Borneo, które kusi pięknymi plażami, atmosferą wiecznych wakacji, słońcem i palmami, a do tego ma tropikalne lasy — niestety znikające w szybkim tempie — a w nich niezliczone gatunki roślin, słonie indyjskie i orangutany. Ja ograniczyłam się do Półwyspu Malajskiego i okolicy Kuantan na zachodnim wybrzeżu, nad Morzem Południowochińskim, gdzie bardzo przyjemnie spędziłam wakacje z synem.

Jak w raju. Generalnie Malezja jest skarbnicą przyrody i widoków — na lądzie i pod wodą. Tropikalny klimat gwarantuje możliwość plażowania bez przeszkód. Można nurkować, snorklować, uprawiać sporty wodne i wybierać się w rejsy wycieczkowe. Dla tych, którzy wolą — wspinaczka górska... Bo im bardziej wjeżdża się w interior, tym wyżej. I roślinność coraz bardziej dzika, dżunglowa.

Na terenie Malezji znajduje się kilkadziesiąt parków narodowych, m.in. rezerwat ptaków Bukit Fraser, inna ostoja ptaków to Park Narodowy Gunung Mulu, gdzie poza niemal 300 gatunkami ptaków można zobaczyć liczące sobie około trzy mln lat Jaskinie Mulu. Największy na Półwyspie Malajskim park narodowy to Taman Negara, gdzie do dziś żyje koczownicze plemię Bateq, które zresztą można odwiedzać. Miłośnicy storczyków powinni się wybrać do Parku Narodowego Kinabalu, gdzie rośnie półtora tysiąca gatunków storczykowatych, tam też można spotkać bardzo ciekawe rośliny mięsożerne.

Malezja to także mieszanka kulturowa. Kraj muzułmański, jednocześnie zamieszkały przez wyznawców innych wyznań — buddystów, hinduistów czy chrześcijan — i wiele narodowości — Malajowie (już sami w swojej grupie zróżnicowani etnicznie), Anglicy, Chińczycy, Tamilowie...

Poszczególne stany Malezji to samodzielne sułtanaty lub gubernatorstwa, a cały kraj jest federacyjną monarchią konstytucyjną z dwuizbowym parlamentem i rządem. Jak to się wszystko godzi ze sobą? Nie mam pojęcia. Kraj kontrastów. Już stolica, Kuala Lumpur, jest tego przykładem. Supernowoczesne, wysokie fragmenty miasta graniczą z tradycyjnymi, często biednymi dzielnicami. Luksusowe samochody, kluby i markowe butiki, a tuż obok uliczne stragany, uliczne jedzenie, miejscami brudno i smrodliwie. A poza miastem: z jednej strony luksusowe resorty nadmorskie z dywanami strzyżonych trawników i prywatne plaże, z drugiej — dżungla i dzikie zwierzęta.

Kuala Lumpur. Pierwsze wrażenie — bardzo intensywny ruch uliczny, samochody, skutery... Szybko, nerwowo. Bardzo dużo rowerów — jak w miastach chińskich i indochińskich. Lokalne jedzenie na ulicy, handel uliczny. Ulice silnie pachnące, nie zawsze przyjemnie — szczególnie w zaułkach, na targach.

Stolica Malezji to nowoczesna architektura, znane w świecie Petronas Towers czy wieża Menara lub telekomunikacyjna KL Tower kontrastują z architekturą kolonialną, świątyniami i meczetami oraz bazarami i ulicznymi kuchniami. Nawiasem, nie mogę zrozumieć szaleńców, którzy skaczą z KL Tower ze spadochronem...

Z wież Petronas, połączonych szklanym pomostem, można podziwiać widok na miasto, a wieczorem, w restauracji na szczycie, zjeść podniebną kolację. W dole park z fontannami i centrum handlowe.

Kuala Lumpur to również zieleń — dziewięćdziesięciohektarowy ogród wokół sztucznego jeziora i z górą pośrodku, gdzie znajduje się ogród storczyków. To oaza zieleni w wielkim mieście. U stóp góry znajdują się park ptaków i park motyli. Wielobarwne, piękne motyle spotykaliśmy w wielu miejscach, szczególnie w lasach Malezji.

Kilkanaście kilometrów na północ od stolicy mieszczą się Jaskinie Batu. To miejsce hinduistycznych pielgrzymek. Prowadzą do nich wykute w skale długie i strome schody, a wejścia strzeże ponadczterdziestometrowy posąg Muruga, boga wojny, syna Parvati i Shivy.

Kuala Lumpur żyje też nocą, warta zobaczenia jest Dzielnica Chińska. Po zmroku w mieście działają kluby, restauracje, sklepy. Ulicami suną samochody, limuzyny. Niemal słyszy się szelest pieniędzy.

Kuantan i okolice. Rejon Kuantan to wiele kilometrów wybrzeża z pięknymi plażami, uroczymi, cichymi zatoczkami i bajecznymi widokami. Miasto też ma kilka atrakcji, np. plażą Teluk Chempedak z białym piaseczkiem i wielkimi głazami, nad którą od strony brzegu pochyla się las, można dojść do wioski rybackiej kilka kilometrów dalej. Można też przejść się Taman Esplanade, czyli bulwarem spacerowym wzdłuż rzeki Pagang, mijając po drodze różne atrakcje dla turystów. Albo wybrać się na wycieczkę jedną z tras w leśnym rezerwacie Bulti Pelindung i odwiedzić m.in. lasy deszczowe.

W mieście do zobaczenia jest m.in. Meczet Sultan Ahmad Shah — największy meczet w Pahang. Wybija się w niebo błękitną kopułą i strzelistymi, błękitnymi na szczytach wieżami z marmuru. Wieczorem iluminowane, tworzą bajkowy widok.

Niedaleko Kuantan, w Rezerwacie Kuala Selangor Wetland, mieliśmy nocne oglądanie świetlików, niestety, dobrych zdjęć nie dało się zrobić, chociaż widok był... spektakularny. Płynęliśmy łodziami, po ciemku. Następnie, w idealnej ciemności, przewodnicy przywoływali dźwiękami te świetliki. Po chwili zaczęły nadlatywać ich chmary i wykonywać swój taniec w ciemności. Kiedy się wyciągnęło rękę, obsiadały ją i lśniła jak lampa. Jak w filmie Disneya.

Na odpoczynek. W Kuantan odebrał nas busik i przewiózł do resortu złożonego z domków nad plażą.

Przyjęliśmy kilka zasad na czas pobytu w Malezji. Nasze telefony komórkowe w ciągu dnia mieszkały w sejfie. Zaglądaliśmy do nich dla porządku pod koniec dnia. A wieczory spędzaliśmy na grach, rozmowach, oglądaniu widoku, otwierającego się z naszego domku wśród kwiatów, mówić krótko — na refleksyjnym relaksie. Szybko robiło się ciemno, więc nie siedzieliśmy długo w noc, a wstawaliśmy wcześnie. Zresztą nie ma się czemu dziwić. Szkoda każdego dnia w raju.

Rano zabieraliśmy śniadanie na plażę, siedzieliśmy, chłonęliśmy naturę — jedząc, patrząc, słuchając... A po chwili kąpiel w morzu. Jedliśmy bardzo dużo owoców, ryby, owoce morza, ostre malezyjskie dania, pyszne zupy... Wybieraliśmy kuchnię lokalną i mieliśmy prawdziwą ucztę. Chodziliśmy spacerować w dżungli. Na początku trochę się obawiałam. Tu i tam coś się poruszyło, szarpnęło gałęzią, gdzieś jakieś odgłosy, nie ma ciszy, migotanie światła... A może to wąż? Nie, co za ulga!

No i te wszędobylskie małpy. Nie tylko w lesie — podchodziły pod sam domek, wbiegały na stół. Trzeba było uważać na kolorowe i błyszczące przedmioty — dla małp stanowiły nieodpartą pokusę i znikały w mgnieniu oka. Swoje okulary słoneczne straciłam bezpowrotnie... Jeszcze małpa bawiła się nimi na moich oczach! Kiedyś odstawiłam drinka i zajęłam się czymś innym przez chwilę. Małpa poczęstowała się bez skrępowania.

Urocze i złośliwe, za nic miały teren i własność prywatną.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wysłuchała Danuta Hernik

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Malezja Moniki Staniszewskiej