Maluchy i średniaki ustąpiły pola gigantom

Artur Szymański
03-10-2007, 00:00

W miarę wzrostu cen akcji w USA, opartego na bardzo wątłych podstawach, rośnie też ryzyko załamania na najważniejszym rynku świata. Warszawscy inwestorzy najwyraźniej zdają sobie z tego sprawę i nie kupują ślepo akcji wszystkich spółek, „jak leci”. Powodzeniem cieszą się tylko największe, najbardziej płynne walory. Jeśli będzie problem — łatwiej je po prostu sprzedadzą. Z papierami maluchów i średniaków mogłoby nie pójść tak łatwo.

WIG20 zyskał na finiszu wtorkowych notowań 2,33 proc. po całodziennym stabilnym wzroście. Tymczasem mWIG40 i sWIG80 przez większość sesji balansowały wokół poziomu z poprzedniego dnia, by dopiero na finiszu zanotować lekkie wzrosty, odpowiednio o 0,42 i 0,33 proc. WIG20 nadal jednak pozostaje daleko w tyle za wskaźnikami koniunktury mniejszych spółek. W tym roku indeks blue chipów zwyżkował o 14 proc., podczas gdy sWIG80 prawie o 40 proc., a indeks średnich spółek o ponad 20 proc.

Wtorkowy rekord hossy na giełdzie nowojorskiej dość długo nie robił większego wrażenia na warszawskich rekinach finansjery. Owszem, WIG20 zaczął dzień przyzwoitym wzrostem (i zarazem luką hossy), ale przed południem aktywność kupujących pozostawiała wiele do życzenia. Jednak w miarę upływu czasu obóz optymistów powiększał się. Do kupna skłaniała chociażby zupełna bierność podaży. Czy mogło być inaczej w obliczu ustanowienia we wtorek nowego historycznego szczytu indeksu Dow Jones?

Obroty walorami giełdowych gigantów podliczono na 1,32 mld zł. To sporo, ale o szaleństwie zakupów nie można mówić. Gracze zdają się podchodzić do perspektywy kontynuacji hossy z dużą dozą sceptycyzmu, zachowując się bardziej odpowiedzialnie od amerykańskich kolegów po fachu.

Za oceanem od niedawna obowiązuje zasada „im gorzej, tym lepiej”, która prędzej czy później (raczej prędzej) doprowadzi do załamania. Wzrostu budowanego na złych przesłankach makroekonomicznych i kiepskich wieściach ze spółek na pewno nie można nazwać zdrowym. A taka właśnie jest podstawa ostatniej fali hossy w Ameryce. Z rynku nieruchomości co rusz napływają fatalne dane. Ze spółkami nie jest lepiej. Citigroup poniósł ogromne straty przez kryzys na rynku pożyczek hipotecznych.

Inwestorzy w USA nie interpretują tego wszystkiego wprost na niekorzyść rynku akcji, lecz pokrętnie — jako argument za kolejną obniżką stóp procentowych. To krótkowzroczna taktyka. Co będzie, gdy Fed nie obniży 31 października stóp, jak sobie życzą amerykańscy spekulanci? Na razie jednak mało kogo tak „odległa” perspektywa interesuje. W USA zachłanność wzięła górę nad rozumem.

Co dalej?

Stopy najwaŻniejsze

W październiku inwestorami w USA targać będą sprzeczne uczucia: nadzieja na obniżkę i strach, że cięcia nie będzie. GPW zapewne będzie mniej lub bardziej od nich zależna. Oby mniej.

Artur Szymański

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Artur Szymański

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Maluchy i średniaki ustąpiły pola gigantom