Mamy kryzys? Spróbujcie odzieżowej franczyzy

Magdalena Brzózka
opublikowano: 05-03-2009, 00:00

Chcesz zainwestować kilkaset tysięcy złotych? Zastanów się nad franczyzą — mówią przedstawiciele odzieżówki. Nie wszyscy....

W ten sposob sieć rozwijają LPP i Redan. Krzywią się Monnari i Próchnik

Chcesz zainwestować kilkaset tysięcy złotych? Zastanów się nad franczyzą — mówią przedstawiciele odzieżówki. Nie wszyscy....

Jedni ją kochają, bo jest tania, inni nienawidzą, bo odbiera niezależność. Mowa o franczyzie, dzięki której, nawet w kryzysie, można zbudować lub rozbudować sieć odzieżowych sklepów.

— Światowy kryzys nie motywuje do trzymania pieniędzy na lokacie, bo ich wartość spada zamiast rosnąć. Dlatego wolę, by moje pieniądze pracowały niż bezczynnie leżały w banku — mówi Daniel Kopeć, franczyzobiorca z Olsztyna, gdzie prowadzi sklep z odzieżą marki Top Secret, należącej do Redanu.

Cieszy się, że nie musi ani budować marki, ani jej promować.

— Dostałem od właściciela brandu model biznesowy na tacy. Salon na licencji to wygodny biznes, zwłaszcza w kryzysie, bo jeśli współpracujemy ze znaną firmą i otwieramy sklep w dobrej lokalizacji, możemy zarabiać nawet w tych gorszych czasach — mówi Daniel Kopeć.

Trochę my, trochę oni

Większość odzieżowych firm lubi taką formę rozwoju sieci w czasie spowolnienia. Powód? Niskie koszty otwarcia nowych sklepów i podział wydatków między franczyzobiorcę i franczyzodawcę.

— W obliczu spowolnienia zweryfikowaliśmy plany i w tym roku otworzymy więcej franczyzowych salonów niż wcześniej zakładaliśmy — mówi Grzegorz Koterwa z zarządu Artmana.

Za otwarcie własnego sklepu Artman płaci około 800 tys. zł, w przypadku franczyzy wykłada jedynie 200 tys. zł za towar, resztę finansuje biorca licencji. Za własny 200-metrowy salon z logo Top Secret zarząd Redana musi zapłacić 0,5 mln zł. Jeśli decyduje się na sklep franczyzowy, kwota nie przekracza 100 tys zł.

— Franczyza jest interesująca w gorszych, jak i w lepszych czasach — dodaje Dariusz Pachla, wiceprezes LPP.

Druga strona medalu

Nie wszystkie firmy podzielają ten pogląd.

— Mamy słabe doświadczenia z franczyzą. Marże, które osiągamy w licencyjnej sieci, są dużo niższe niż we własnej — nawet w normalnych czasach, więc w czasie spowolnienia tym bardziej nie jest to najlepszy pomysł na przetrwanie — mówi Marek Banasiak, prezes Monnari.

Podobnego zdania jest zarząd innej giełdowej spółki.

— Jestem przeciwnikiem franczyzy, bo trzeba oddać logo i doświadczenie obcej osobie, przy czym nie ma się żadnego wpływu na wygląd i zarządzanie placówką. Właśnie zamykamy dwa z trzech takich punktów i w przyszłości nie planuję stosować tej formy rozbudowy naszej sieci — mówi Krzysztof Grabowski, prezes Próchnika.

Okiem Eksperta

Kinga Wojciechowska, niezależna specjalistka ds. strategii franczyzowych

Dzisiaj ryzyko nie jest w modzie

Jeśli mamy pieniądze i chcemy rozpocząć działalność, to w czasie kryzysu bezpieczniej i taniej jest wejść w już sprawdzony biznes niż eksperymentować z własnym konceptem. Współpraca ze znaną firmą obniża ryzyko inwestycji, choć powodzenie franczyzowego biznesu zależy od stopnia rozpoznawalności marki i dobrej lokalizacji. Jeśli brand ma silną pozycję, warto zaangażować pieniądze w otwarcie salonu na licencji, bo dostajemy do dyspozycji know-how i gotowy produkt. Z perspektywy franczyzodawcy to dobry moment na początek współpracy partnerskiej, bo franczyzobiorcy ostrożniej kalkulują koszty, nie podejmując decyzji wyłącznie na podstawie emocji i chwilowego boomu.

Magdalena Brzózka

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Brzózka

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu