Manipulant nasz powszedni

Małgorzata Ziębińska
26-09-2008, 00:00

Znalazłam się niedawno w niezręcznej, zaskakującej sytuacji. Poznałam oto kogoś, o kim byłam przekonana, że mnie nie zna. I ja jego — też nie znam. Po uprzejmościach, propozycji mówienia sobie po imieniu i generalnej życzliwości, nagle atmosfera się zmieniła...

Moje pytania, naturalnie się narzucające (o co właściwie chodzi?), trafiały w pustkę. Wszelkie próby wyjaśnień zaogniały sytuację, prowokując napastliwe ataki. Uniki też nie przyniosły oczekiwanych rezultatów.

Początkowo byłam zaskoczona. Nijak nie mogłam zrozumieć, co się tak naprawdę dzieje — coś oprócz tego, co mogę dostrzec i usłyszeć. W końcu osoba trzecia uświadomiła mi, że ów ktoś od początku miał do mnie negatywne nastawienie — o czym wiedzieć nie mogłam. Zamieszanie trwało jeszcze jakiś czas. I choć już miałam więcej informacji, dotyczących przyczyn, nadal nie wiedziałam, do czego agresywna istota zmierza.

W końcu trzeba było nakręcającą się spiralę zatrzymać. Zwłaszcza że bez kosztów — w postaci "zszarganego systemu nerwowego" — obyć się nie mogło. Poczekałam na moment, w którym byłam w stanie spokojnie i rzeczowo wy- jaśnić swój punkt widzenia. Powiedziałam: co widzę i na co się nie zgadzam. Efekt? Spokój wewnętrzny i brak armat wycelowanych w moim kierunku. Gdzieś po drodze była i taka chwila, że się zgubiłam zupełnie, nie wiedziałam, co się dzieje, nie rozumiałam swego zdenerwowania. Wtedy przypomniała mi się wypowiedź mojej pacjentki, która — opisując trudną dla siebie sytuację w relacji z mężem — powiedziała, że czasami jest tak, że on coś robi, jakoś się zachowuje, a ona wie, że chodzi o coś innego; wie, ale nie może tego dowieść. Nie może czegoś wyjąć i położyć na stół. I że doprowadza ją to do szału!

Ta wypowiedź jest najprościej sformułowaną definicją manipulacji, jaką kiedykolwiek słyszałam. Czegoś, co się dzieje, a nie jest tym, co widzimy. Ktoś ma jakieś zamiary wobec nas, jakieś motywacje, cel. I to wszystko pozostaje dla nas niedostępne, zakryte. Co więcej: o to właśnie chodzi, żebyśmy nie wiedzieli. Jesteśmy jedynie drogą zapewniającą osiągnięcie celu. Jesteśmy niezbędnym elementem, bez nas się nie uda, ale — w istocie rzeczy — pozostajemy przedmiotowo traktowanym narzędziem.

Jeśli w jakiejś relacji pojawia się takie poczucie niepew-ności, niepokoju, poczucia, że niby wszystko w porządku, a jednak coś zgrzyta i nie wiadomo, co to może być — rozsądnie sytuację wziąć pod lupę i zastanowić się, czy aby nie jesteśmy manipulowani. Obserwując swoje reakcje i poczynania drugiej strony, wcześniej czy później rozwiążemy zagadkę. Często naprawdę wystarczy tylko uważnie obser- wować.

Co zrobić, jeśli nabierzemy czegoś więcej niż mglistego przypuszczenia? Wcale niekoniecznie trzeba udowadniać manipulantowi, że manipuluje. To może być ślepa uliczka. Manipulanci są sprytni, wytrenowani w unikach, potrafią szybko reagować. Poza tym mogą znów wciągnąć nas w swoje sztuczki. Najskuteczniejszym sposobem jest nazwanie sytuacji, rozpoznanie tego, co czuję, jak się zachowuję. Co właściwie mi nie odpowiada. Na co się nie zgadzam.

Kiedy już wszystko w jako takim porządku jest ponazywane, trzeba jeszcze poczekać na taki czas, w którym przynajmniej odrobinę opadną emocje, w którym poczuję się już trochę pewniej. To zwiększa szansę, że uda mi się powiedzieć to, co mam do powiedzenia, nie wchodząc w przepychanki i udowadnianie racji. Bo właśnie na to najczęściej liczy osoba manipulująca. W rezultacie możemy przywrócić spokój, zachwianą równowagę, poczucie własnej sprawczości.

No i zmiana kierunku tych luf armatnich też nie jest bez znaczenia — wiadomo, że nie wystrzelą w naszym kierunku. Przynajmniej jakiś czas. l

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Ziębińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Manipulant nasz powszedni