Marazm dobiega końca

JERZY KASPRZAK zarządzający Ipopema TFI
opublikowano: 07-09-2012, 00:00

CO MYŚLI RYNEK

Rynek giełdowy jako jeden z ważnych elementów gospodarki każdego kraju jest analizowany na najróżniejszych poziomach szczegółowości. W podejściu do problematyki rynkowej dominuje podejście ścisłe, matematyczne. W najszerszym kontekście, czyli na poziomie makro, analizujemy dane napływające z realnej gospodarki. Dynamika PKB, produkcja przemysłowa, sprzedaż detaliczna, stopa inflacji. Z tych liczb próbujemy wysondować, w jakiej kondycji jest gospodarka.

Na poziomie finansów przedsiębiorstw inwestorzy zajmują się bilansami, rachunkami wyników itd. W tych dokumentach znajdziemy niezbędne dane do tworzenia prognoz przychodów i zysków spółek. Wśród tych wszystkich liczb, kalkulacji i bardzo złożonych modeli matematycznych umyka nam często jeden, chyba najważniejszy element układanki rynkowej. To tzw. czynnik ludzki, czyli sami inwestorzy, którzy mimo wszystkich matematycznych narzędzi, jakie mają do dyspozycji, bardzo często kierują się emocjami. W swojej zbiorowości emocje towarzyszące rynkowi giełdowemu opisuje sentyment.

Sentyment jest jednym z najbardziej ulotnych czynników wpływających na rynek akcji. Jego mierzalność jest niezwykle trudna i bazuje jedynie na próbkach statystycznych lub otwartych pozycjach spekulacyjnych dużych i małych inwestorów. Niestety z takich danych możemy korzystać tylko w odniesieniu do rynku amerykańskiego. Bardziej użyteczne jest obserwowanie nastrojów uczestników rodzimego rynku giełdowego.

Analitycy i maklerzy codziennie wyrażają opinie na temat stanu rynku i jego perspektyw. Istotna jest w obserwacji zadziwiająca zbieżność ocen obserwowanej grupy. Właśnie jako narzędzie pomocnicze obserwacja sentymentu inwestorów pomaga w podejmowaniu decyzji inwestycyjnych zarówno na poziomie traderskim, jak również strategicznym.

Trudno zapomnieć euforię towarzyszącą inwestorom w pierwszych miesiącach 2007 r.

Pamiętam analizy techniczne i fundamentalne wykazujące niezbicie, że przed nami nieprzerwany rajd do poziomu co najmniej 5000 pkt na WIG20. Nie minęły dwa lata i optymisty trzeba było ze świecą szukać. W najczarniejszych dniach zimy 2009 r. znany koncern paliwowy został wyceniony na zero złotych, a przed bankami zaczęły ustawiać się kolejki chętnych do wybrania depozytów w gotówce „tak na wszelki wypadek”.

Powyższy przykład wyznaczenia długoterminowych szczytów i dołków przez sentyment można przenieść również do skali mikro. Nie dalej jak w maju tego roku, gdy WIG20 testował poziom 2000 pkt, strefa euro miała „rozpaść się jutro”, rezerwy na branżę budowlaną miały pogrążyć wyniki banków, a recesja w Europie Zachodniej — pogrążyć polską gospodarkę. Minęły trzy miesiące, WIG20 odbił o około 15 proc. i zaczynam słyszeć komentarze uczestników rynku, że teraz strachem jest mieć mało akcji… Jaki kierunek rynek obierze w najbliższym czasie, trudno obecnie wyrokować. Jedno jest pewne — czas marazmu definitywnie dobiega końca.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JERZY KASPRZAK zarządzający Ipopema TFI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu