Marka siłą firmy w niepewnych czasach

Materiał partnera
05-09-2017, 22:00

Rozmowa z Leszkiem Niemyckim, wiceprezesem Deutsche Bank Polska

Nadchodzi czas, gdy polskie firmy, ośmielone dobrą koniunkturą, zaczną mocniej inwestować. Ale inaczej niż w minionych latach. Częściej będą uzupełniać własne środki oraz dotacje unijne, sięgając po kredyt, żeby zwiększyć skalę realizowanych projektów — przekonuje Leszek Niemycki.

Jak będzie wyglądał świat przedsiębiorców za 10 lat?

Zupełnie inaczej — to jedyna pewna odpowiedź, jakiej można udzielić w czasach niepewności. Kilka dni temu kibicowaliśmy studentom z Politechniki Warszawskiej, którzy, jako jedyny zespół z naszego regionu Europy, brali udział w ścisłym finale konkursu Hyperloop Elona Muska. Jeśli młodzi wizjonerzy z Polski znajdą finansowanie, zbudują pierwszy w Europie Środkowo- Wschodniej eksperymentalny tor dla superszybkich kapsuł. Czy biorąc pod uwagę choćby ten jeden przykład, umiemy wyobrazić sobie, jak zmieni się gospodarka i nasza mobilność, jeśli podróż z Warszawy do Wrocławia skróci się do 20 minut? Technologie rozwijają się szybciej niż nasza wyobraźnia. A to tylko jeden z przykładów zjawisk i trendów, które w perspektywie kilkunastu lat mogą wywrócić fundamenty świata, jaki znamy. Zmienność, a co za tym idzie — „kruchość”, stała się znakiem rozpoznawczym naszych czasów. Pamiętam, że pierwszy raz usłyszałem to określenie od prof. Koźmińskiego kilka miesięcy po brytyjskim referendum — jeszcze przed wyborami w Stanach. Wydawało nam się wtedy, że stoimy na krawędzi kruchości. Jednak od tego czasu zrobiliśmy już parę kroków do przodu… Dlatego, zamiast narzekać na zmienność, potraktujmy ją jako szansę na wyłonienie się nowych koncepcji, ale też liderów między innymi w biznesie.

Co może być więc sposobem na tę zmienność i niepewność? Ma pan jakiś pomysł?

Paradoksalnie coś, co pochodzi ze „starego” świata, czyli silna marka, ale rozumiana szerzej — nie jako logotyp umieszczony na produkcie czy usłudze, ale wizerunek, czy też percepcja, czyli zestaw skojarzeń, które sprawiają, że o danej firmie myślimy inaczej niż o innych. I ten pozytywny sentyment muszą przejawiać nie tylko klienci, ale też pracownicy. To jedno z wielkich wyzwań, z którego skali wciąż chyba firmy nie zdają sobie w pełni sprawy: ich przyszły sukces będzie zależał od tego, czy będą w stanie przyciągnąć i zatrzymać utalentowanych, zaangażowanych ludzi. O ich lojalności i motywacji w coraz mniejszym stopniu będą przesądzały zarobki; na znaczeniu zyskiwać będą niematerialne czynniki: to, jak firma jest postrzegana w świadomości rówieśników, czy marka jest spójna z ich przekonaniami i wyborami, jaką emocjonalną obietnicę daje swoim pracownikom. To, co się zmienia, to tempo, w jakim marki będą musiały się przeobrażać.

Już wiele lat temu prof. Krzysztof Obłój zauważył, że firmy muszą stale odnawiać swoją firmową opowieść — poprzez innowacyjne rozwiązania, otwartą kulturę, która tworzy przestrzeń do eksperymentowania, wyzwala pasję i kreatywność. Zauważmy, że najpopularniejsze aplikacje na smartfony co tydzień oferują użytkownikom nową aktualizację — tak bardzo skróciła się dziś biznesowa perspektywa.

Czy polska gospodarka, polskie przedsiębiorstwa są przygotowane na wyzwania przyszłości?

Jako optymista głęboko w to wierzę. Ponad wszelką wątpliwość przetaczająca się obecnie czwarta — cyfrowa — fala rewolucji przemysłowej jest znacznie łaskawsza dla krajów „na dorobku” niż jej wcześniejsze, kapitałochłonne odsłony. Premiuje bowiem kraje, które — tak jak Polska — dysponują bardzo silnym kapitałem intelektualnym. Zaczęliśmy rozmowę od Hyperloopa, dodajmy do tego „Wiedźmina”, najczęściej nagradzaną grę w historii świata, wymyślone przez Polkę elastyczne ogniwa fotowoltaiczne czy stworzone w Piasecznie komponenty dla marsjańskiego lądownika — i mamy znakomity punkt wyjścia do dyskusji o optymalnym scenariuszu rozwoju polskiej innowacyjności.

Co powinien ów scenariusz zawierać?

Przepis na to, jak najlepiej wykorzystać potencjał naszego intelektualnego zaplecza — znakomitych inżynierów, grafików, programistów, biotechnologów. Musimy przebyć drogę od niezwykle zdolnych, ale jednak podwykonawców, do twórców i eksporterów wielkich idei. Ale też właścicieli patentów do tych pomysłów. Priorytetem powinno być wydłużenie łańcucha wartości. We współczesnej gospodarce najwyższa premia zawsze przypada tym firmom, które potrafią radykalną innowację opakować marketingowo, nadać jej szerszy kontekst, integrować z kolejnymi — także już istniejącymi — produktami i usługami. Świetnie, że przybywa z każdym rokiem polskich firm, które już od początku nastawiają się na globalną skalę, mają ambicje, wizję, ale też bardzo dbają o biznesowe powodzenie swoich przedsięwzięć. Pamiętajmy, że dalekowzroczne podejście jest swoistą samonapędzającą się machiną dodatnich sprzężeń zwrotnych jedynie w połączeniu z ustrukturyzowanym zarządzaniem. Gdy mamy dobrze zorganizowaną, generującą zyski firmę, świetny produkt, to operujemy na wyższych marżach i możemy lepszymi zarobkami przyciągać najlepsze talenty. Mamy tym samym przestrzeń do eksperymentowania, z dużym marginesem na nieuniknione w procesie innowacyjności błędy. W efekcie tworzymy jeszcze lepsze, przełomowe, ponadprzeciętne i, co ważne, zyskowne produkty, które pozwolą firmie na finansowanie kolejnych inwestycji, a więc rozwój.

Nie ma konkurencyjności bez inwestycji.

Inteligentnych inwestycji, należałoby dodać. Inteligentnych, czyli aplikowanych z chirurgiczną precyzją. Takich, które nie zaburzą stabilności — o ile to słowo jeszcze coś dziś znaczy w opisie rzeczywistości gospodarczej — funkcjonowania, ale będą wynosiły efektywność na coraz wyższy poziom. Nowoczesne, nierzadko ekologiczne maszyny, automatyzacja procesów, nowe kanały sprzedaży, zaawansowane narzędzia customer intelligence, analizujące dane o zachowaniach i potrzebach klientów — tego typu cele, mocno w to wierzę, będą dominować w nowej fali inwestycji.

Wierzy pan w tę nową falę inwestycji? Wyczekujemy jej już od tak wielu miesięcy.

Do ostrożnego, ale jednak optymizmu skłaniają z pewnością dane makroekonomiczne. Dobra sytuacja na rynku pracy, poprawa już i tak niezłych wskaźników aktywności gospodarczej, sprzyjająca koniunktura w Europie, zwłaszcza w Niemczech — to zwiastuny ożywienia inwestycyjnego i wzrostu akcji kredytowej. Potrzeba tylko większej stabilności w dłuższej perspektywie. Już obserwujemy poprawę w sferze inwestycji infrastrukturalnych oraz w budownictwie mieszkaniowym. Wprawdzie wciąż paliwem dla naszej gospodarki pozostaje popyt gospodarstw domowych, ale zakładamy, że w 2018 r. stopniowo szala będzie przechylać się w kierunku inwestycji. Sprzyjać im będą utrzymujące się niskie stopy procentowe — szacujemy, że w 2018 r. pozostaną one na niezmienionym poziomie. Za scenariuszem stopniowego ożywienia inwestycji przemawia także fakt, że polskie przedsiębiorstwa już od dawna balansują na granicy wykorzystania mocy produkcyjnych. Wyróżnikiem nowej fali inwestycji w mojej ocenie będzie także większa otwartość na finansowanie zewnętrzne. Świadomość, że kredyt nie musi być ostatecznością, ale uzupełnieniem pozwalającym na zwiększenie skali inwestycji, przebija się do coraz mniejszych firm. Ciekawych obserwacji dostarcza choćby nasz najnowszy raport poświęcony profesjonalistom — w ciągu ostatniego roku istotnie zmieniły się preferencje przedstawicieli wolnych zawodów w zakresie finansowania inwestycji z kredytu, w uzupełnieniu lub wręcz zamiast własnych środków.

Sporo mówiliśmy o szansach. A zagrożenia dla pozytywnego scenariusza?

Staram się wykorzystywać każdą okazję, by uczulać, że do realizacji optymistycznego planu innowacyjnego rozwoju zwyczajnie może nam zabraknąć ludzi. Na ten czynnik ryzyka „pracowaliśmy” od lat, kształcąc za dużo ekonomistów, a za mało inżynierów. Do tego mocne programy socjalne zniechęciły część Polaków do pracy. Warto więc myśleć o rozwoju specjalizacji oraz programach aktywizacji zawodowej. Ponadto zbyt łatwo tracimy najlepszych lekarzy, inżynierów, programistów na rzecz innych krajów; nie wypracowaliśmy jednocześnie systemu, który w analogicznie inteligentny sposób „zasysałby” i na trwałe wiązał z Polską najlepszych specjalistów na przykład z Ukrainy. Mądra polityka w tym zakresie mogłaby nam dać napęd na kolejne dekady. Nie tylko dla demografii, ale także dla rynku pracy, konkurencyjności, konsumpcji krajowej. Jeśli nie chcemy zmarnować tej historycznej szansy, to jest ostatni moment, by zacząć działać.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Materiał partnera

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Marka siłą firmy w niepewnych czasach