Marynarka w spadku

Jerzy Turbasa
27-06-2003, 00:00

Nie dziwmy się, że Juliusz Verne wysłał astronautów na Księżyc w welwetowych garniturach, skoro George Mallory wybrał się zdobywać Mount Everest w tweedowym ubraniu. Prawdziwy dżentelmen z garniturem się nie rozstawał.

I w garniturze wędrował z flintą na grubego zwierza. Dół stanowiły pumpy, górę zaś niezwykle praktyczny norfolk. Czyli marynarka inna niż wszystkie: tak skrojona, by składającemu się nagle do strzału myśliwemu zapewnić komfort swobody ruchu wyciągniętych rąk. Niczym amortyzator miała mu służyć pionowa fałda na plecach, doprowadzona do wszytego w tyle paska. Przodem — wzorem mundurów wojskowych — tkwiły naszywane kieszenie, zapinane na guziki. Pragmatyka, tak ceniona przez synów Albionu, ale i niezobowiązująca elegancja.

Norfolk pozostaje modelowym przedstawicielem angielskiego stylu country, który stał się wzorcem dla marynarki sportowej, będącej zawsze w głównej roli w komplecie ze spodniami. Powstałe w XI wieku hrabstwo Norfolk, słynące z sukien i płócien, ale i polowań, zapisało się na trwałe w historii Pani Mody.

Prawidła

Biurowa elegancja nie musi kojarzyć się z ubraniową politurą. Gdy ubiór nie ma być odzwierciedleniem liczby zer na bankowym koncie, niczym mnogość metalowych obręczy zwisających z uszu Zulusa, to dla młodego menedżera, szukającego kontaktów, ambitnego urzędnika z aspiracjami, architekta udającego się na rozmowy z inwestorem istnieje ubiór codzienny, kojarzący się z perfekcją, profesjonalizmem i kompetencją. To właśnie niezobowiązujący — noszony z lekką nonszalancją, pozwalający wpaść i na konferencję, i na drinka, wybrać się na spacer po mieście, i do pubu, i na wstępne omówienie kontraktu, i na spotkanie z sympatią — spadkobierca norfolku: garnitur sportowy. Już oddalił się od pierwowzoru, uprościł krój, preferując kieszenie z patkami, nierzadko lekko pochylone (ale niekoniecznie).

Szyje się go zawsze z dwóch różnych gatunkowo, acz przemyślnie skoordynowanych materiałów. Marynarka pozostaje zawsze jednorzędowa, najczęściej rozpięta. Jej faktura i kolorystyka, nieco żywsza niż spodni, bo to ona z krawatem i koszulą ma stanowić owo passe-partout dla twarzy. Rola spodni jest zawsze drugoplanowa, więc zawsze są gładkie, ale i ciemniejsze, by „podciąć sylwetkę”. Wracając do góry: korzysta ona z krat, krateczek (łącznie z tą słynną prince de Galles*), z pepitki, kurzej stopki, nakrapiania. Jeżeli marynarka jest z kid mohairu, targa shetlandu lub tweedu, jest niczym Philippe Patek wśród zegarków. Jeżeli „made in Scotland” — to znaczy jeszcze, że oryginalny.

Rodzina

Tweedowe marynarki sportowe sprawiano sobie kiedyś na całe życie. Kosztowały fortunę, ale cenę rekompensowała trwałość, godna wielokrotnego płukania w rzece Tweed nasycanego naturalnymi barwnikami runa owieczki black heads, pasącej się w surowych okolicach Harris. Właśnie w Harris ktoś wpadł na genialny pomysł mieszania czarnej wełny z przędzą farbowaną na rozmaite kolory.

Są jeszcze dwaj irlandzcy kuzyni tweedu — o innym wizerunku. Ten z większą liczbą kolorów i o bogatszej fakturze nieregularnych supełków — to tzw. donegal; a gdy osnowa jest biała i pomieszana z czarnym wątkiem — to już tzw. irish. Tak powstała tkanina najtrwalsza z najtrwalszych. Zmieniano spodnie. Marynarkę zapisywano w spadku najstarszemu synowi.

W dodatku

Sportowy krój zapanował na ulicach, a jego odbiciem — w wydaniu eleganckim — stała się marynarka sportowa. Sportowego temperamentu dodają jej jeszcze skórzane dodatki. Może być irchowy kryty kołnierz, „łaty” na łokciach czy skórzane guziki. Kurs na naturalność i pewną dyskrecję sprowokował ostatnio zszarzenie marynarek, za którymi poszły i koszule, i krawaty. Nadmiar w kolorystyce i tłok w detalach stają się — w epoce internetu — passé.

Strzeżmy się nadmiaru, by ktoś nie popukał nas w wieczko w poszukiwaniu pieniędzy. Dlaczego w wieczko? Bo tak uczyniła — by trzymać się tamtej strony kanału La Manche — księżna Yorku Sara Fergusson. Gdy u Harrod’sa na stoisku spożywczym zobaczyła puszkę z herbatą z wizerunkiem teściowej — królowej Elżbiety, zastukała w wieczko i krzyknęła: „Jesteś tam w środku moja droga?”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jerzy Turbasa

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Marynarka w spadku