Maszyny górnicze z Polski kopią na Śląsku i na antypodach

Kamil Kosiński
opublikowano: 05-09-2008, 00:00

Chiny, Australia, Indonezja, Meksyk — tam trafia sprzęt górniczy z Polski, bo jego producenci nie mogą liczyć tylko na krajowe zamówienia.

Chińskie produkty podbiły świat, ale w tej dziedzinie to my podbiliśmy Chiny

Chiny, Australia, Indonezja, Meksyk — tam trafia sprzęt górniczy z Polski, bo jego producenci nie mogą liczyć tylko na krajowe zamówienia.

W grudniu 2007 r. monachijska firma Hansen Sicherheitstechnik, produkująca sprzęt elektryczny i elektroniczny dla górnictwa, zdobyła kontrakt na dostawę 350 transformatorów do Republiki Południowej Afryki. Opiewające na 22 mln EUR zamówienie było największe w historii istniejącej od 1969 r. niemieckiej firmy. Choć określenie „niemieckiej” nie jest już właściwe. W 2007 r. firma zamknęła bowiem swój ostatni zakład produkcyjny w Niemczech, a niespełna miesiąc przed podpisaniem historycznego kontraktu 68 proc. jej akcji kupił za 26,4 mln EUR… katowicki Kopex.

W lipcu 2007 r. specjalizujący się w handlu maszynami i usługami górniczymi Kopex stał się również właścicielem Zabrzańskich Zakładów Mechanicznych (ZZM) — producenta kombajnów ścianowych. Jednak tak naprawdę to rodzina Jędrzejewskich, właścicieli ZZM, przejęła ponad 60 proc. byłej centrali handlu zagranicznego i tym samym zdecydowanie zaakcentowała swoje międzynarodowe ambicje.

Biznes w tropikach

Na eksport stawia też lokalny konkurent ZZM-Kopex — grupa producentów sprzętu górniczego skupiona wokół Fabryki Maszyn Famur. W 2005 r. zagraniczne kontrakty stanowiły 27 proc. jej sprzedaży. W ubiegłym roku już połowę. Także ZZM-Kopex połowę przychodów osiąga z eksportu.

— W Polsce mamy duże tradycje górnicze i produkcji maszyn górniczych. Wydobycie węgla kamiennego jednak spada i krajowy popyt na maszyny w dłuższej perspektywie będzie malał. Tymczasem producenci sprzętu zostali już sprywatyzowani i dbają o efektywność, poszukując nowych rynków zbytu — komentuje Michał Buczyński, analityk Millennium Domu Maklerskiego.

— Z powodu wzrostu cen innych nośników energetycznych rośnie popyt na węgiel, którego cena, mimo podwyżek, jest nadal konkurencyjna w stosunku do pozostałych surowców. Polska ma duże zasoby węgla, dlatego uznajemy krajowy rynek za bardzo perspektywiczny. Nasze kopalnie potrzebują nowego sprzętu i modernizacji już działającego, aby mogły skutecznie zwiększać wydobycie — oponuje Tomasz Jakubowski, prezes Famuru, który zaledwie na początku lipca 2008 r. poinformował o zawarciu z Jastrzębską Spółką Węglową umów o wartości 48,6 mln zł.

Po latach polskie maszyny górnicze ponownie zaczęły trafiać do Rosji. Lutowe ustalenia ZZM-Kopex z tamtejszym Jużkuzbassugolem przewidują dostarczenie kombajnów ścianowych za 6,5 mln EUR. Inny rosyjski koncern — SUEK — kupił w grudniu 2006 r. od ZZM-Kopex sprzęt za 17,4 mln EUR.

Jeszcze lepiej radzi sobie na tamtym rynku Famur. W maju 2007 r. jego spółka zależna podpisała kontrakt na dostawę zmechanizowanej obudowy ścianowej, kombajnu ścianowego i przenośnika zgrzebłowego. Wartość tej umowy to 91,8 mln zł, czyli więcej niż wartość całego eksportu tej grupy kapitałowej do Rosji w 2006 r. Cztery inne, uzgodnione mniej więcej w tym samym czasie, zamówienia ze Wschodu opiewały na 26,5 mln zł. A podpisana dwa miesiące później umowa z kolejnym rosyjskim klientem na dostawę przenośników taśmowych to dalsze 15,3 mln zł przychodów Famuru.

Niemałe znaczenie ma również dla polskich producentów sprzętu górniczego eksport do krajów Unii Europejskiej. Prawdziwego eldorado upatrują jednak w tropikach. Tylko do końca 2008 r. spółka Tagor z Tarnowskich Gór ma wysłać do Australii 30 sekcji zmechanizowanej obudowy ścianowej. Później ma tam dosłać kolejne 109 takich elementów. Łączna wartość tego kontraktu, podpisanego w kwietniu 2008 r. z australijską spółką Inbye Mining Services, to 118,8 mln zł. Niespełna dwa miesiące przed jego parafowaniem połowę udziałów w spółce z antypodów przejęła grupa ZZM- Kopex.

Zaledwie pięć dni po zdobyciu zamówienia z Australii ZZM-Kopex powołał firmę zależną w Indonezji. Uznał bowiem, że stała obecność grupy na tamtym rynku (za pośrednictwem nowo zawiązanej spółki) znacznie poprawi szanse na skuteczne zabieganie o przyszłe kontrakty na rozwijającym się indonezyjskim rynku górniczym. Firma liczy głównie na udział w budowie kilku kopalń pod klucz, co wynika z memorandów podpisanych z koncernem wydobywczym PT Bayan Resources, który w ofercie publicznej z sierpnia 2008 r. na realizację swoich planów inwestycyjnych uzyskał 532 mln USD.

Z kolei Famur liczy na zamówienia z Indii, gdzie w ciągu czterech lat mają zostać ogłoszone przetargi na dostawę 24 kompleksów ścianowych. W lutym 2007 r. podpisał zaś opiewającą na 37,45 mln zł umowę na dostawę 137 sekcji obudowy zmechanizowanej do meksykańskich kopalń Minera Carbonifera Rio Escondido. Zrobił też pierwszy krok na rynku chińskim. We wrześniu 2007 r. zawarł porozumienie o modernizacji trzech kopalń Xinjiang Tianfu Termoelectric Company (o szacunkowej wartości 135 mln USD).

Chiński sojusz

Państwo Środka penetruje też grupa ZZM-Kopex. W lecie 2007 r. utworzyła tam spółkę joint venture do produkcji obudów ścianowych. Jeszcze przed powołaniem tego przedsiębiorstwa — w styczniu 2007 r. — podpisała zaś z China Shenhua Energy Company kontrakt na dostawę 238 sekcji obudów za 95,6 mln zł. W grudniu 2006 r. zawarła zaś inny kontrakt na dostawę sprzętu do Chin — za 216 mln zł.

Na początku 2008 r. obie polskie grupy producentów sprzętu górniczego postanowiły nie konkurować ze sobą w Chinach. Uzgodniły, że będą dążyły do wspólnego oferowania maszyn i urządzeń górniczych tamtejszym klientom. W razie możliwości uzyskania zamówienia zawrą odrębną umowę konsorcjum. Ramowa umowa o współpracy przewiduje równy podział zdobytych kontraktów.

— Porozumienie nie wpłynie na wzrost przychodów obu grup kapitałowych. Zwiększy natomiast rentowność chińskich zamówień, bo polskie firmy nie będą konkurowały cenowo. Dodatkowo odpadną im choćby koszty wysyłania dwóch delegacji tym samym samolotem — podkreśla Michał Buczyński.

I choć brzmi to nieco humorystycznie, to należy pamiętać, że wzrost wartości złotego istotnie zmniejszył rentowność eksportu, który zazwyczaj jest kontraktowany w dolarach lub w euro. Każda możliwość zaoszczędzenia ma więc znaczenie. Tym bardziej że chiński sojusz nie jest jedynie papierowym dokumentem i przynosi już realne korzyści obu grupom. W czerwcu 2008 r. podpisały umowę na dostawę urządzeń do systemu poprawy warunków pracy i bezpieczeństwa w kopalniach chińskiego zrzeszenia węglowego Shenhua-Ningxia. Wartość kontraktu to 85 mln USD.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Transport i logistyka / Maszyny górnicze z Polski kopią na Śląsku i na antypodach