Melex po cichu odżywa

PJ
opublikowano: 23-08-2007, 00:00

Elektrycznym autkom z Mielca kilka lat temu groziło zniknięcie z rynku. To był tylko zły sen.

Elektrycznym autkom z Mielca kilka lat temu groziło zniknięcie z rynku. To był tylko zły sen.

Gdy w 2004 r. firma Melex bankrutowała, zdawało się, że to już koniec słynnych meleksów, małych pojazdów napędzanych silnkiem elektrycznym. W tym samym roku syndyk sprzedał upadającą spółkę Dorocie i Andrzejowi Tyszkiewiczom. Ten ostatni był na początku lat 90. dyrektorem FSO. Od zmiany właściciela firma Melex A&D Tyszkiewicz bez zbędnego rozgłosu przyspiesza.

— W tym roku sprzedamy 1100 pojazdów, czyli o 200 sztuk więcej niż w 2006 r. Chcemy zwiększać sprzedaż o 20-30 proc. rocznie. Nasze zyski może nie są duże, ale stabilne. Co roku zarabiamy na czysto kilkaset tysięcy złotych — mówi Maciej Motelski, dyrektor zarządzający spółki.

Podkreśla, że podstawowym kierunkiem ekspansji jest zagranica. Tam Melex kieruje 70 proc. produkcji. Wśród odbiorców jest większość państw europejskich, a poza Starym Kontynentem meleksy jeżdżą np. w Argentynie czy Egipcie. Ostatnio duże nadzieje firma wiąże z Australią.

— Kupują u nas leśnicy, myśliwi, wojsko, szpitale, sadownicy czy hotelarze. Nasze pojazdy służą też nawet jako karawany. Stosunkowo najmniej, bo jedynie około 10 proc. produkcji, stanowią wózki dla golfistów, ale też w tym segmencie na świecie jest najsilniejsza konkurencja — tłumaczy dyrektor Motelski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: PJ

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu