Menedżerowie spod skalpela

Mirosław Konkel
opublikowano: 05-02-2010, 00:00

Wiedza i doświadczenie to może być za mało, by awansować. Niektórzy szukają pomocy u specjalistów od poprawiania urody.

Chcesz robić karierę? Może najpierw powinieneś odwiedzić gabinet chirurgii plastycznej

Wiedza i doświadczenie to może być za mało, by awansować. Niektórzy szukają pomocy u specjalistów od poprawiania urody.

Mówimy: operacje plastyczne, a myślimy: fanaberie gwiazdek show-biznesu, które nie wiedzą, co zrobić ze swoimi milionami. Ale nie tylko celebryci wierzą, że za sprawą skalpela życie zmienia się na lepsze. Najczęściej z tego typu zabiegów korzystają menedżerowie, bankowcy, prawnicy, specjaliści public relations i przedstawiciele handlowi z wynikami.

Czy ma to związek z syndromem Fausta, czyli obsesyjnym pragnieniem zachowania młodości? W przypadku korporacyjnej elity w grę wchodzą raczej względy praktyczne.

Jak twierdzi walczący z łysieniem miliarder Donald Trump, dobry chirurg plastyczny to wszystko, co potrzebne, by osiągnąć sukces w biznesie.

— Piękne ciało oznacza więcej szans na dobrą pracę, awans i prestiż. Atrakcyjne kobiety i przystojni mężczyźni są kojarzeni z sukcesem, przypisuje się im kompetencje i wyższy iloraz inteligencji — uważa Mirosław Kamiński, psycholog biznesu i trener.

Urodziwi Amerykanie zarabiają na godzinę o 5 proc. więcej niż ich zwyczajnie wyglądający koledzy — wynika z badań ekonomistów z Michigan i Teksasu. Wynagrodzenie "brzydala" to 36,5 tysiąca dolarów, przeciętniaka — 40 tysięcy, a specjalisty z aparycją Brada Pitta — już 42 tysiące rocznie.

Wizytówka firmy

— Kiedyś liczyła się najbardziej fachowość, dzisiaj prezencja. Może wynika to z tego, że istotą współczesnego biznesu, przynajmniej w Europie i Ameryce, nie jest produkcja, ale sprzedaż. A więc kontakty z ludźmi — mówi Krzysztof Szymański, chirurg plastyczny z Wojskowego Instytutu Medycznego (MIM) w Warszawie.

Większość jego pacjentów to dobrze sytuowane osoby powyżej 30. lub nawet 40. roku życia. Na ogół o zabiegu myśleli od dawna, ale nie mieli dodatkowego bodźca, aby coś zrobić z odstającymi uszami, dużym garbatym nosem czy asymetrią twarzy. Takim impulsem stał się dla nich dopiero znaczący awans.

Do dr. Szymańskiego zgłaszają się ludzie po wypadkach i operacjach, ale także ci, którzy w młodości mieli różne zawirowania — należeli do podejrzanych środowisk, w których panuje moda na tatuaże i samookaleczenia. Z jego usług skorzystał np. 50-letni prezes polskiego oddziału potężnej międzynarodowej korporacji. Po okresie młodzieńczego buntu i fascynacji subkulturą więzienną zostały mu tzw. sznyty na rękach. Z tego powodu zawsze chodził w koszuli z długimi rękawami i w marynarce. Ale pewnego dnia dostał zaproszenie na spotkanie integracyjne najważniejszych szefów koncernu z całego świata. Na miejscu po naradach i dyskusjach przeszedł czas na relaks. Menedżerowie poszli na basen. Kilka dni później Polak został wezwany na dywanik. Prezes grupy oznajmił mu, że swoje specyficzne ozdoby musi jak najszybciej usunąć, bo źle wpływają na wizerunek firmy.

Idzie nowe

— Korekta nosa kosztuje w granicach 10 tysięcy złotych, uszu — 3-4 tysiące, powiek — niewiele mniej. Za przesz-czep włosów płaci się nawet kilkanaście tysięcy — wylicza Krzysztof Szymański.

Jak zauważa, są to być może ceny zaporowe, ale tylko dla niższych rangą urzędników, sekretarek czy agentów ubezpieczeniowych. Nie zaś dla korporacyjnych VIP-ów, którzy świetnie zarabiają.

— Jeśli pieniądze nie są problemem, to czynniki psychologiczne już tak. Znam menedżerów, szczególnie starszych, których trudno zaciągnąć nie tylko do chirurga plastycznego, ale nawet do fryzjera czy kosmetyczki — śmieje się Mirosław Kamiński.

Amerykańska otwartość

Dr Szymański uważa jednak, że taka postawa jest już passé. Owszem — przyznaje — jeszcze pięć lat temu troska o wygląd była uważana w pewnych środowiskach za przejaw zniewieścienia. Ale bardzo szybko się to zmienia, głównie za sprawą mediów, które pokazują, jakie cuda może zdziałać chirurgia estetyczna.

— Wprawdzie ludzie biznesu jeszcze się nie chwalą liczbą zabiegów, ale już się nie wstydzą o tym mówić. Niedługo będą w tych sprawach otwarci jak Amerykanie — przewiduje lekarz z WIM.

W USA robi się laserowy lifting twarzy połączony z korekcją powiek. Po takiej "renowacji" powrót do "normalnego" wyglądu trwa wiele miesięcy. Pacjenci nie kryją jednak wczesnych śladów użycia skalpela. Przeciwnie, w ostentacyjny sposób demonstrują je znajomym i kolegom w pracy. Pewnie moda na podkreślanie, ile tysięcy wydaliśmy na swój wygląd, dojdzie wkrótce również do Polski.

Mirosław Konkel

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane