MF chce zmienić reguły na rynku zakładów bukmacherskich

(Tadeusz Stasiuk)
29-11-2006, 12:07

MF rozważa możliwość objęcia monopolem państwa gier i zakładów urządzanych za pośrednictwem internetu.

 W Ministerstwie Finansów trwają prace nad nowelizacją ustawy o grach i zakładach wzajemnych. Przedstawiciele resortu, a także Ministerstwa Sportu i Ministerstwa Skarbu Państwa, rozpatrują m.in. możliwość objęcia monopolem państwa gier i zakładów urządzanych za pośrednictwem internetu.

Z roku na rok Polacy wydają na zakłady bukmacherskie coraz więcej pieniędzy. W minionym roku przychody licencjonowanych firm sięgnęły ponad 638 milionów złotych. Bardzo dynamicznie rozwija się rynek obstawiania zakładów online, szacowany na kolejne kilkaset milionów. Problem w tym, że obowiązująca obecnie ustawa o możliwości oferowania w Polsce hazardu w sieci milczy.

Zapisy ustawy z 29 lipca 1992 roku szczegółowo regulują w jaki sposób może w kraju funkcjonować rynek hazardu, nie tylko w zakresie zakładów wzajemnych, ale także gier liczbowych, kasyn, salonów gier na automatach, loterii pieniężnych czy salonów gry w bingo.

Według zapisów ustawy przyjmowanie zakładów wzajemnych jest dozwolone tylko w specjalnych zarejestrowanych punktach, do których wstęp mają osoby powyżej 18 lat. Działają one na podstawie stosownego regulaminu i zezwolenia ministra finansów. Firmy bukmacherskie mogą być spółką akcyjną lub spółką z ograniczoną odpowiedzialnością, muszą mieć siedzibę na terytorium Polski i wyłącznie polskich akcjonariuszy. Szczegółowo określona jest wysokość kapitału spółek.

Ich funkcjonowanie wiąże się z wykupieniem od państwa licencji i odprowadzaniem podatku od gier - 10 procent od każdego zawartego zakładu. Również 10 procent wynosi podatek obrotowy od wygranych powyżej 2280 złotych, potrącany w punktach bukmacherskich (i przekazywany następnie przez same punkty urzędom skarbowym).

Każda spółka musi uzyskać zgodę krajowych organizatorów sportowej rywalizacji na wykorzystywanie jego wyników (w niektórych przypadkach za opłatą). Urządzanie zakładów wbrew przepisom i bez zezwolenia jest nielegalne. Kto prowadzi taką działalność lub w niej pośredniczy podlega karze pozbawienia wolności do 3 lat lub/i wysokiej grzywny. W świetle kodeksu karnego skarbowego karze podlega także grający - do 3 lat więzienia lub/i grzywna.

Zarówno w ustawie, jak i kodeksie karnym skarbowym nie ma słowa o internecie. Jednak w tym pierwszym przypadku jest mowa o przyjmowaniu zakładów wyłącznie w specjalistycznych punktach oraz o tym, że firmy bukmacherskie muszą mieć siedzibę w Polsce. W drugim zaś istnieje zapis mówiący o tym, że karze podlega "ten kto na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej uczestniczy w zagranicznej grze losowej lub zagranicznym zakładzie wzajemnym".

Mimo tego od kilku lat w internecie aktywnie działają nie spełniające tych wymogów międzynarodowe firmy bukmacherskie, a zainteresowanie Polaków obstawianiem zakładów online systematycznie rośnie. Tymczasem bukmacherzy naziemni uznają internetowych za nielegalną konkurencję.

Najbardziej drażni ich fakt, że nielicencjonowane firmy pozostają poza jakąkolwiek kontrolą państwa, czerpiąc zyski, od których nie odprowadzają podatków. Z drugiej strony widzą w sektorze internetowym źródło dodatkowych dochodów. Dlatego większość z zarejestrowanych w Polsce spółek chciałaby oferować zakłady online. W minionych latach zwracały się z tym do ministerstwa finansów. To jednak, powołując się na zapisy ustawy z 1992 roku, pozostawało nieugięte.

"Spółki działające w branży mają liczne obowiązki i zakazy, których przestrzeganie jest często i dokładnie kontrolowane. Jednym z ważniejszych zakazów jest zakaz reklamy swoich usług (nie obejmuje reklamy w punktach przyjmowania zakładów - PAP). Odmienna jest sytuacja firm urządzających zakłady przez internet. Firmy nie tylko nie starają się o zezwolenia ministerstwa, ale też za nic mają sobie zakazy reklamy czy obowiązki płacenia podatków. Bezczelność oraz poczucie bezkarności prowadzą do tego, że firmy te występują jako oficjalny sponsor reprezentacji Polski w piłce nożnej czy też jako sponsor obecnego mistrza kraju, stołecznej Legii. Podmioty nielegalne nie płacą podatków, a dodatkowo ich ekspansja wpływa na obniżenie wpływów budżetowych od podmiotów działających za zgodą ministra finansów" - komentował dla PAP Karel Novosad, prezes licencjonowanej firmy Profesjonał.

Międzynarodowi bukmacherzy oferujący swoje usługi w Polsce mają spółki zarejestrowane w krajach, które zezwalają na hazard w sieci, na przykład w Wielkiej Brytanii lub na Malcie. Twierdzą, że działają na podstawie prawa UE, które stoi ponad prawem narodowym. Kluczowym jest tutaj casus włoskiego pośrednika Piergiorgio Gambellego, w którego firmie można było przez internet zawierać zakłady oferowane przez brytyjskiego bukmachera. Oskarżono go o nielegalną działalność, sprzeczną z obowiązującym we Włoszech ustawodawstwem dotyczącym hazardu.

Gambelli wygrał w 2003 roku sprawę w Europejskim Trybunale Sprawiedliwości, który stwierdził, że wszystkie państwa członkowskie Unii Europejskiej muszą zapewnić każdemu, zarejestrowanemu choćby w jednym państwie członkowskim, dostawcy możliwość świadczenia usług na swoim terenie. Wpisuje się to w spór o unijną dyrektywę swobodnego przepływu usług w krajach UE. Jednak część państw chce wyłączenia hazardu spod działania dyrektywy. Do ograniczenia lub chociażby kontrolowania internetowego hazardu dążą m.in. Francja czy Niemcy. Inne, jak Wielka Brytania, zapewniają pełną swobodę organizatorom zakładów i gier w sieci.

Firmy oferujące zakłady bukmacherskie online stoją na stanowisku, że monopol państwowy w odniesieniu do gier losowych jest dopuszczalny jedynie w ograniczonym zakresie. Ich zdaniem nie może być tak, że z jednej strony państwo blokuje rozwój prywatnego sektora gier losowych, a z drugiej wspiera państwowe loterie i państwowych dostawców gier losowych w celu uzyskania dodatkowych wpływów do budżetu. W tej sytuacji najkorzystniejsze wydaje się stworzenie regulacji prawnych sprzyjających konkurencyjności, czyli na przykład umożliwiających udzielanie dodatkowych koncesji (w ograniczonej liczbie i na określony czas). Przyniosłoby to korzyści finansowe zarówno firmom z branży bukmacherskiej, jak i budżetowi państwa.

Być może właśnie takie rozwiązanie wybierze zespół do spraw nowelizacji ustawy o grach i zakładach wzajemnych, w którego skład weszli przedstawiciele Ministra Finansów, Ministra Sportu i Ministra Skarbu Państwa. Chociaż nieoficjalnie mówi się o tym, że organizowanie internetowych gier i zakładów ma zostać zarezerwowane dla Totalizatora Sportowego.

"Zadaniem zespołu będzie zaproponowanie rozwiązań prawnych mających na celu zwiększenie dochodów budżetu państwa z tytułu podatku od gier. Jako jeden z wariantów będzie rozpatrywana możliwość objęcia monopolem państwa gier i zakładów wzajemnych urządzanych za pośrednictwem internetu" - napisała w przesłanym PAP oświadczeniu Zofia Ogińska, p.o. zastępcy dyrektora biura ministra finansów. Na tym etapie prac przedstawiciele ministerstwa nie byli w stanie podać żadnych szczegółów dotyczących planowanych zmian.

"Z naszego punktu widzenia sprawa jest dosyć czytelna. W Polsce, podobnie jak we Francji, możemy mówić o monopolu państwa na gry i zakłady wzajemne. Oczywiście istnieje pewna swoboda, czego wyrazem jest na przykład istnienie naziemnych firm bukmacherskich. Jednak jeśli chodzi o oferowanie zakładów online to istnieje totalna blokada. Ustawodawca ma w tej kwestii różne możliwości. Moim zdaniem kluczowe będzie to, czy wasz rząd zdecyduje się na wejście Totalizatora Sportowego do internetu. Jeżeli tak się stanie to, zgodnie z unijną zasadą proporcjonalności, będzie musiał dać takie samo prawo wszystkim innym podmiotom oferującym zakłady w sieci" - powiedział PAP Antonio Costanzo, menedżer ds. sponsoringu firmy Bwin.

"Rozumiemy, że w takiej sytuacji będziemy podlegać pewnym ograniczeniom. Ale jesteśmy gotowi ponosić koszty wynikające z wykupienia licencji oraz płacić podatki, oczywiście na jakimś rozsądnym poziomie. Obecnie w europejskich instytucjach ponadnarodowych toczy się pewien spór dotyczący hazardu w sieci, w Europejskim Trybunale Sprawiedliwości jest kilka spraw z tym związanych. Wierzę, że za dwa-trzy lata powstaną odpowiednie zapisy, otwierające ten rynek w całej Unii Europejskiej" - dodał Włoch.

Dyrektor finansowy działającej legalnie na polskim rynku bukmacherskim firmy Betako ma podobne poglądy jeżeli chodzi o nowelizację ustawy o grach i zakładach wzajemnych. "Chodzi nam o to, aby polskie podmioty nie były upośledzone w stosunku do firm zagranicznych i odwrotnie. Mówimy przecież w wolnym rynku, w którym nie sposób zakazać dostępu do polskiego klienta. Ministerstwo powinno zgodzić się na działalność w sektorze publicznym i prywatnym na tych samych zasadach. Zresztą moim zdaniem państwo tylko by na tym skorzystało, bowiem zyskałoby dodatkowe wpływy do budżetu" - stwierdził Piotr Łęcki.

Przeciwnicy hazardu w sieci podkreślają, że zawieranie zakładów w wirtualnym świecie sprzyja różnego rodzaju przestępczym procederom, na przykład praniu brudnych pieniędzy. Podkreślają anonimowość jaką daje internet, dzięki czemu zakłady mogą bez obaw obstawiać zawodnicy. Ten argument akurat łatwo zilustrować przykładami, chociażby rosyjskiego tenisisty Jewgienija Kafielnikowa i włoskiego bramkarza Gianluigiego Buffona, podejrzewanych o obstawianie wyników meczów, w których występowali.

Mogą pojawić się także inne problemy. W 2001 roku na stronę kanadyjskiej firmy CryptoLogic Inc., prowadzącej internetowe kasyno, włamali się hakerzy. Na skutek ich działań żaden z graczy nie mógł przegrać. W krótkim czasie liczna grupa uczestników gry wygrała blisko dwa miliony dolarów.

W regulaminach działających na polskim rynku międzynarodowych firm oferujących zakłady online i pozostających, jak na razie, poza jakąkolwiek kontrolą państwa polskiego, znajduje się szereg informacji dotyczących zabezpieczeń. Mają one przekonać grających, że ich konta i znajdujące się na nich środki są bezpieczne, a z drugiej strony pokazać przeciwnikom hazardu w sieci, że zarzucane im pranie pieniędzy jest niemożliwe.

"Stosujemy przestrzenne zabezpieczenie danych, kontrole dostępu, użycie zaawansowanych systemów informatycznych o wysokim stopniu niezawodności, działania prowadzące do zapisania i zakodowania danych. Ponadto, systemy wczesnego ostrzegania przed ryzykiem - informujące o nadzwyczajnie wysokich stawkach lub wygranych - zatrzymują we wczesnym stadium próby dokonania manipulacji i działań niezgodnych z prawem. Aby wykluczyć z gry nieletnich oraz w celu obrony przed manipulacją zakładami i praniem brudnych pieniędzy w ramach rejestracji obowiązuje podawanie nazwiska, daty urodzenia i adresu zamieszkania. W trakcie pierwszej wypłaty, przed zakończeniem transakcji, zgodność tych danych jest weryfikowana na podstawie odpowiednich dokumentów urzędowych" - informuje jedna z firm.

Każdy gracz, oczywiście powyżej 18 lat, może posiadać w danej firmie tylko jedno konto. Oferujący zakłady zastrzegają sobie prawo do odmowy przyjęcia zakładu, bez podania konkretnej przyczyny, zamknięcie konta klienta i zwrotu aktualnych środków, również bez podania konkretnej przyczyny. Mogą anulować wszelkie transakcje dokonane przez nieletnich lub defraudantów. Istnieją także limity na wygrane dzienne i w dłuższych okresach czasu. Zakłady o najwyższych stawkach są monitorowane automatycznie.

Interesujące są zapisy mówiące o tym, że "w gestii klienta, przed otworzeniem konta i wniesieniem pierwszego zakładu, pozostaje dopilnowanie czy klient pozostaje w zgodzie z lokalnym prawem, właściwym dla swojego kraju". Firmy zrzucają więc na grającego odpowiedzialność za łamanie krajowego prawa, a tymczasem same funkcjonują w szarej strefie, pozostając poza jakąkolwiek kontrolą polskich władz.

Działający w Polsce bukmacherzy naziemni stosują szereg rozwiązań mających przeciwdziałać oszustwom. Jeżeli zachodzi jakiekolwiek podejrzenie, że typowane zakłady były manipulowane punkt bukmacherski ma prawo odmówić przyjmowania zakładów, ewentualnie ograniczyć ich liczbę. Wstrzymuje także wypłatę wygranych na te zakłady (przepadają na rzecz spółki). Obowiązują tzw. limity wygranych, które w zależności od spółki wahają się od 10 do 100 tysięcy zł na jeden zakład (w zależności ile zdarzeń obejmuje). Ale już liczba zakładów zawieranych przez jedną osobę nie jest w żaden sposób ograniczona. Wiadomo, że istnieje praktyka przekazywania do centrali informacji o zakładach zawartych na wysokie kwoty, na przykład powyżej 500 złotych.

Większość pracowników spółek nie chce zdradzać sekretów związanych z zabezpieczeniami. "Powiem tylko tyle, że często kibice wiedzą o czymś podejrzanym więcej i szybciej od nas, dlatego informacje od nich są dla nas bezcenne i często właśnie w oparciu o nie podejmujemy decyzje o wycofaniu zakładów. Czasem decydujemy instynktownie, bo na przykład wiele osób w krótkim czasie obstawia wysoko jakiś mało prawdopodobny wynik. Aby rozłożyć ryzyko oszustwa rozkładamy je na kilka meczów w zakładzie, uniemożliwiamy obstawienie wyników jednego spotkania. Ale nigdy nie mamy stu procent pewności" - powiedział anonimowo PAP bukmacher jednej z firm.

Pracownica jednego z punktów przyznała, że bukmacherzy nie są w stanie wypełniać niektórych punktów regulaminu. "Nie wolno nam przyjmować zakładów od osób poniżej 18 roku życia. I staramy się to egzekwować, ale nie jesteśmy w stanie zapobiec przekazywaniu kuponów niepełnoletnich przez dorosłych. A młodzi często się tak ze starszymi dogadują. Innym nieżyciowym ograniczeniem jest zakaz udziału w zakładach uczestników obstawianych zdarzeń, bo przecież nie sposób znać wszystkich piłkarzy występujących w miejscowych klubach" - tłumaczyła PAP kobieta, dodając, że w zakładach nie mogą brać udział także pracownicy firm bukmacherskich.

(DI, PAP)

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: (Tadeusz Stasiuk)

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / MF chce zmienić reguły na rynku zakładów bukmacherskich