Miasta wychodzą z odrętwienia

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 17-11-2009, 00:00

Lublin i Białystok planują

Większość aglomeracji w przyszłym roku da firmom zarobić

Lublin i Białystok planują

zwiększyć wydatki

o ponad jedną czwartą. Ale

są też takie miasta, które

muszą zaciskać pasa.

Większość największych polskich miast ma już gotowe przyszłoroczne budżety. Samorządy — podobnie jak cała gospodarka — raczej czują, że najgorsze już za nimi. Po dramatycznym załamaniu w bieżącym roku przyszły ma być już spokojniejszy. Choć akurat w tym wypadku spokojniejszy oznacza stagnację i utrzymywanie się niskich dochodów, dlatego samorządowcy nie pałają optymizmem.

Lekkie odbicie

Niektóre miasta spodziewają się wyraźnej odwilży. Białystok, Szczecin i Wrocław zakładają, że przyszłoroczne dochody będą przynajmniej o 10 proc. wyższe, niż przewidywane wpływy w 2009 r.

— Spodziewamy się pewnej poprawy. Zakładamy, że dochody Białegostoku wzrosną o 13 proc. Odbijamy się jednak od bardzo niskiego poziomu, więc trudno mówić o euforii — przyznaje Stanisława Kozłowska, skarbnik Białegostoku.

Są jednak i takie miasta, które nastawiają się na dalszy spadek dochodów. Taką "recesję" przeżywać ma Gdańsk i Poznań. Niewiele lepsza sytuacja panuje w Katowicach, gdzie dochody wzrosną o 1 proc.

— Przyszły rok będzie najtrudniejszym w historii polskich samorządów. Wydatki bieżące szybko rosną, a potrzeby inwestycyjne znacznie przekraczają możliwości finansowe. W dodatku jest to rok wyborczy. Od rewelacyjnego 2007 r. narastają negatywne procesy. W 2008 r. dotknęła nas ulga rodzina, teraz cierpimy z powodu zmian w podatkach dochodowych i kryzysu gospodarczego. W 2010 r. te problemy jeszcze się nasilą, bo spowolnienie dotyka samorządy na końcu — mówi Danuta Kamińska, skarbnik Katowic i przewodnicząca Komisji Skarbników Miast Unii Metropolii Polskich.

Miasta boleśnie odczuwają spadek dochodów z podatków dochodowych. Największych problemów spodziewa się tu Lublin — zakłada spadek dochodów z CIT o jedną trzecią, a z PIT o jedną szóstą.

— Barometrem lokalnej gospodarki jest też podatek od czynności cywilno-prawnych, odzwierciedlający m.in. obroty na rynku nieruchomości. W 2009 r. spodziewamy się spadku dochodów z tego tytułu o 45 proc. To pokazuje, jak duże było załamanie, od którego musimy się odbić — mówi Danuta Kamińska.

Wydaje, kto może

Podobnie zróżnicowane są plany wydatkowe największych miast — najbardziej istotne z punktu widzenia biznesu. Jedne metropolie zapowiadają potężną ekspansję inwestycyjną. W Białymstoku i Szczecinie wydatki w 2010 r. wzrosną o ponad jedną czwartą w porównaniu z przewidywaniami na 2009 r.

— Nie możemy sobie pozwolić na spowolnienie rozwoju. Musimy gonić miasta z bogatszych regionów, dlatego mamy bardzo ambitne plany inwestycyjne. Wydatki inwestycyjne wzrosną w przyszłym roku o 80 proc. — z 380 mln zł do 678 mln zł. Oszczędzamy natomiast na wydatkach bieżących, np. nie będzie podwyżek dla pracowników — mówi Stanisława Kozłowska.

To typowa strategia panująca dziś w samorządach. Zwłaszcza że ograniczenie inwestycji oznaczałoby utratę unijnych dotacji.

— Trzymamy w ryzach koszty funkcjonowania miasta, by jak najmocniej wesprzeć inwestycje. To się opłaca, bo każdy projekt to nowe miejsca pracy — mówi Piotr Krzystek, prezydent Szczecina.

O kokosy będzie trudniej w Lublinie, Gdańsku i Wrocławiu (mimo że stolica Dolnego Śląska prognozuje wzrost dochodów o 10 proc.) — władze zapowiadają spadek wydatków o 5-6 proc. Część samorządowców jest zmuszona oszczędzać z powodu zapisów prawnych. Dług nie może bowiem przekroczyć progu 60 proc. w relacji do dochodów. Paweł Adamowicz, prezydent Gdańska, zapowiedział, że w jego mieście dług w przyszłym roku sięgnie poziomu 58,3 proc.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu