Miasto pełne Biedaczyny

Danuta Hernik
18-07-2003, 00:00

Do Asyżu najwygodniej dojechać wiodącą przez Półwysep Apeniński drogą A1, zwaną Autostradą Słońca (Auto- strada dell Sole). Już z daleka widać różowe mury przysiadłego na zachodnim zboczu Monte Subasio miasta. Miasta, które kradnie duszę.

Od lat ulegam temu widokowi. Oczy wpatrują się w potężne fasady klasztoru franciszkanów, w niekończące się podcienie, w kamieniczki wyglądające jedna zza drugiej. Samochód wspina się krętą drogą aż do pierwszych zabudowań. Od razu wjeżdża się w ciasne uliczki, gdzie z okna do okna naprzeciw można sobie podać butelkę oliwy.

Każdy metr, każde pomieszczenie zagospodarowano. Mikroskopijne place w głębi miasta — zastawione stolikami kafeterii. Pomieszczenia, do których schodzi się po dwóch stopniach w dół — pełne pamiątek, kartek pocztowych, umbryjskiej ceramiki. Wszechobecne wizerunki św. Franciszka, różańce, wszelkiego typu dewocjonalia. Ale nie tylko... Można tu też kupić markowe buty i torebkę, do wyboru okulary słoneczne, wyroby z kamienia i — oczywiście — coś na przekąskę.

Asyż to miasto nastroju — trochę senne, pełne historycznych miejsc i odrobinę nostalgiczne. Bez rwetesu kurortów, nikt nie chodzi w plażowym negliżu nawet w upał — za dużo tu świętych miejsc.

Miasto ma niewielu stałych mieszkańców (6 tysięcy). A oni niespecjalnie przejmują się etruskimi korzeniami, rzymskim municipium, zniszczeniem miasta przez Gotów w V wieku, najazdem Bizantyjczyków, później Lombardczyków. To miasto żyje świętym Franciszkiem, dzięki niemu i z niego!

Zamożny, ambitny, inteligentny. Zawsze w gronie kompanów, wesoły, nie stronił od biesiad, nosił się jaskrawo. Rozrzutny. Syn kupca sukiennego, w młodości chciał zostać rycerzem. Mając 20 lat, wstąpił do wojska. Uczestniczył w walkach Asyżu przeciwko Perugii, później przyłączył się z towarzyszami do wyprawy wojennej do Apulii. Choroba zatrzymała go jednak w Spoleto, zaledwie 40 kilometrów od domu. Tu nawiedziły go pierwsze wizje i myśli o służbie bożej. Głos, który usłyszał, kazał mu wrócić do Asyżu. Zawrócił więc. Niedługo potem, podczas modlitwy pod krucyfiksem w małym kościółku św. Damiana (San Damiano), Franciszek znów usłyszał głos boży: „Idź i napraw mój dom”. W istocie, San Damiano popadał w ruinę. Franciszek — rozumiejąc polecenie dosłownie — przeznaczył pieniądze rodzinne na remont kościoła, nie konsultując decyzji z ojcem. Naraził się na jego gniew i wydziedziczenie. Był już jednak po ślubowaniach zakonnych i nie podlegał jurysdykcji świeckiej, dzięki czemu uniknął wygnania. Wyrzekł się jednak dóbr doczesnych i wiódł odtąd życie żebraka i pustelnika. Biedaczyna — tak go nazywano — czynił cuda, nawracał (zapoczątkował misje katolickie w świecie), uczył pokory. Już dwa lata po śmierci Bieda- czyny, kanonizował go papież Grzegorz IX.

Na Piekielnym Wzgórzu (Colle dell’Inferno) w Asyżu odbywały się egzekucje skazańców. Ale — na życzenie św. Franciszka — miejsce to przemianowano na Rajskie Wzgórze (Colle del Paradiso) i rozpoczęto budowę sanktuarium, gdzie w 1230 roku spoczęły doczesne szczątki założyciela i twórcy formuły zakonu braci mniejszych.

Takie były początki bazyliki św. Franciszka i klasztoru — miejsca pielgrzymek wiernych, wycieczek turystów i domu franciszkanów.

Do dwupoziomowej, a właściwie trzypoziomowej — doliczając kryptę w dolnej bazylice — budowli można od strony miasta wejść z placu, wiodącego aż do bramy dolnego kościoła, na którego bryle nadbudowano kościół górny. Do górnej części można się dostać z placu położonego nieco wyżej albo — w głębi nawy dolnego kościoła — schodami obok prezbiterium, bez wychodzenia na zewnątrz bazyliki. Tamtędy można też przejść na dziedziniec Sykstusa IV, a przez salę kapituły do klasztoru, który wznoszono jednocześnie z bazyliką. Majestatyczna budowla na zboczu, otoczona murami, pełniła w swej historii również rolę warowni.

Dolną bazylikę wybudowano zaledwie w dwa lata. W pracy pod kierunkiem ojca Eliasza, projektanta i ówczesnego przełożonego zakonu, brali udział bracia zakonni i mieszkańcy miasta. Imponujący zespół sakralny, ozdobiony wewnątrz m.in. freskami Giotta, a we frontonie górnej bazyliki sławną rozetą, pewnie zawstydziłyby Franciszka, który sławił ubóstwo. No, może nie od początku życia, ale później już konsekwentnie: nosił — a za nim wszyscy franciszkanie — chłopską umbryjską tunikę, przepasaną sznurem, spał na gołej ziemi i nie posiadał żadnej własnej rzeczy.

Bazylikę św. Franciszka w Asyżu — jedno z najwspanialszych, najpiękniejszych i najbardziej oryginalnych osiągnięć architektury i sztuki włoskiej — zbudowano, by pochować w niej patrona. Jest pomnikiem wystawionym chorowitemu mnichowi, który zmarł nie dożywszy pięćdziesiątki.

Osiemnastoletnia Klara, córka szlachcica, jedna z najzamożniejszych panienek w Asyżu, pod wpływem Franciszka, postanowiła porzucić dom i poświęcić się służbie bożej. W noc Niedzieli Palmowej 1211 roku uciekła z pałacu rodziców do kaplicy Cząsteczka (Porziunkula) — wtedy stojącej w lesie, obecnie w bazylice Świętej Marii od Aniołów (Santa Maria degli Angeli). Tam czekał na nią Franciszek w otoczeniu braci. Ostrzygł piękne włosy Klary i dokonał jej obłóczyn — wręczył zgrzebny habit i welon zakonnicy. W ten sposób św. Klara stała się pierwszą kobietą, która przyjęła formułę franciszkańską. Powstał II zakon św. Franciszka — pań ubogich, znanych jako klaryski.

W lecie 1224, jak co roku, Franciszek odbywał na górze Alwerni 40-dniowy post ku czci św. Michała Archanioła. 14 (lub 17) września ukazał mu się Chrystus pod postacią anioła na krzyżu i naznaczył go stygmatami. Na dłoniach i stopach świętego pojawiły się krwawe rany z wyraźnymi śladami po gwoździach. To pierwsze w dziejach udokumentowane stygmaty, potwierdzone również urzędowo przez Kościół, który 17 września wyznaczył na święto Stygmatów św. Franciszka.

Jadąc przez Umbrię mija się oliwkowe gaje i sady. Małe, urokliwe miasteczka i wiekowe wille ukryte w zieleni. Sielankowy krajobraz, spokój i łagodność górskich stoków, malowniczość dolin każą zapomnieć, jak niespokojna jest ta ziemia.

Asyż wiele razy nawiedzały wstrząsy sejsmiczne. Wielokrotnie trzeba było ratować zabytkowe budynki, stare kamieniczki.

W 1832 roku trzęsienie ziemi uszkodziło budynek bazyliki Santa Maria degli Angeli. Po trzęsieniu ziemi w 1854 r. odnowienia wymagało sanktuarium św. Marii z Rivotorto. Ostatnia fala trzęsień ziemi nawiedziła Umbrię jesienią 1997 r. Po największych wstrząsach w listopadzie tamtego roku, których ofiarą padła m.in. Bazylika św. Franciszka w Asyżu, seria trzęsień ziemi trwała jeszcze wiele miesięcy. Włosi, choć sami pełni obaw o swoje życie i dobytek, uspokajali mnie.

Zanim ziemia zadrży, najpierw daje sygnały. Słychać niby pomruk, niby stęknięcie. Nie bój się, ale bądź czujna — mówili.

Byłam. Skończyło się na tym, że w domeczku przyklejonym do zbocza nie zamykałam na noc drzwi, a do łóżka kładłam się w kapciach, by w razie zagrożenia szybko się poderwać i wybiec na zewnątrz.

W Niedzielę Palmową 1998 r. pierwszy raz w Asyżu było pusto. Zabrakło pielgrzymów, turyści nie przyjechali. Obraz, jaki przedstawiała górna bazylika św. Franciszka, kościół św. Klary (Santa Chiara) i miasto, poruszał do głębi. Zarysowane, popodpierane mury, pokruszone portyki i rzeźbienia, dostęp do najpiękniejszych zabytków zagrodzony. To była smutna Wielkanoc, smutna wiosna przed niewesołym latem. Miasto żyjące z turystyki świeciło pustkami.

Ale wielkimi krokami zbliżały się obchody milenijne. Asyż był jednym z ważniejszych punktów jubileuszowych uroczystości. Wkrótce do miasta zaczęły napływać fundusze, a za nimi — dźwigi i ekipy budowlane.

Między 31 lipca a 2 sierpnia w bazylice Santa Maria degli Angeli odbywa się odpust w Asyżu. Do dziś można tam otrzymać odpust zupełny, jeśli w tych dniach przystąpi się do spowiedzi, komunii i odmówi modlitwę w kaplicy Porziunkula, gdzie w 1226 roku zmarł św. Franciszek.

Wiele przekazów głosi o wielkiej miłości Franciszka do na- tury. Bratał się ze skałą i strumieniem. Wygłaszał kazania do ptaków, przemawiał do zwierząt, które też nazywał braćmi mniejszymi.

W ogrodzie różanym na tyłach bazyliki Santa Maria degli Angeli rośnie niezwykły gatunek róż — bez kolców, o listkach w czerwone plamki. Kwitną wiosną. Legenda mówi, że Franciszek wybiegł do ogrodu pewnej nocy, by odegnać pokusy. Rzucił się nagi w gęstwinę róż, raniąc ciało do krwi cierniami. Wtedy szatan odstąpił, kolce zniknęły, a kwiaty zakwitły, chociaż była zima.

O zwierzętach nie zapominał nigdy. Także wtedy, gdy w noc Bożego Narodzenia 1221 r. stworzył pierwszy żłóbek pański, który na stałe wszedł do tradycji świątecznej.

Ze względu na kolejne wojny Asyżu, relikwie św. Franciszka w połowie XV wieku dla bezpieczeństwa zamurowano, a z biegiem lat — zapomniano o nich! Odkryto je dopiero w 1818 roku i umieszczono w bazylice św. Klary. Przeniesiono również oryginał krucyfiksu, który przemówił do Franciszka w kościele San Damiano (tam wisi duplikat).

Kiedy stałam w mrocznym oratorium, mając przed sobą ten krzyż, a za sobą relikwie Franciszka i Klary — na wyciągnięcie ręki m.in. zmumifikowane ciało świętej, jej bielutkie włosy — ciarki przebiegły mi po plecach. Nie myślałam wcześniej, że bliskość świętych szczątków i mówiącego malowidła na drewnie zrobi na mnie takie wrażenie. W tej ciszy chłodnego kościoła niemal czekałam, że przemówi, a w głowie przelotna myśl — jeśliby... to w jakim języku? Wtedy usłyszałam męski głos i już, już miałam zemdleć... Mówił po japońsku... Zza moich pleców błysnął flesz i trzasnęła migawka Nikona na szyi skośnookiego turysty.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Danuta Hernik

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Po godzinach / Miasto pełne Biedaczyny