Miasto przyjazne i otwarte

Agata Ałykow
21-04-2008, 00:00

Bardziej niż wielki budżet na promocję miejscowości, liczy się dobry pomysł.

Nie zrobiliśmy błędu

Bardziej niż wielki budżet na promocję miejscowości, liczy się dobry pomysł.

„Puls Biznesu”: Po co Wrocław inwestuje w promocję i reklamę?

Paweł Romaszkan, dyrektor Biura Promocji Wrocławia: W dużym uproszczeniu — dla pieniędzy. Zachęcając do studiowania na naszych uczelniach, zapewniamy miastu wykształconą kadrę pracowniczą, z której skorzystają inwestorzy. Przyjdą, jeśli zastaną odpowiednio wykształconych pracowników. Ci z kolei zostaną, jeśli będą mieli gdzie zarobić. Dobra pensja przełoży się na ruch w handlu i usługach. Skorzysta miejska kasa, bo do niej płyną podatki. Mając dochód, miasto poprawi infrastrukturę: drogi, komunikację, media. Bez tego nie będzie inwestorów, czyli pracy. Nie mając zatrudnienia, ludzie wyjadą, by szukać go gdzie indziej. Koło się zamyka.

Można określić wartość marki Wrocław?

Trudno przełożyć wydatki na działania promocyjne na konkretny zysk, bo miasto nie jest takim produktem, jak samochód. W pewnym sensie odpowiedzią jest pozycja Wrocławia w rankingach atrakcyjności miast — od lat bardzo wysoka, i napływ inwestorów. Zyskaliśmy opinię miasta przyjaznego, otwartego, w którym można wygodnie żyć i fajnie się zabawić. Biznesmeni chwalą nas, że potrafimy stworzyć bardzo dobre warunki do prowadzenia działalności gospodarczej.

Ile wydajecie na promocję?

W tym roku 11 mln zł. Bardziej niż budżet liczy się dobry pomysł. Często korzystamy z podpowiedzi mieszkańców. Tak było m.in. z akcją zaklejania tabliczek z nazwami ulic na 1 kwietnia. Wydaliśmy na to tylko 1,5 tys. zł — tyle kosztował druk nalepek z nowymi nazwami, a rozwiesiliśmy je sami w nocy. Następnego dnia o tym żarcie mówiła cała Polska i huczało w mediach. Ale prowadzimy też poważne, dużo kosztowniejsze kampanie, dotyczące Expo 2012 czy ulokowania u nas Europejskiego Instytutu Technologicznego. Często wykorzystujemy okazje, które nie wymagają dużych nakładów, a są prestiżowe. Tak było z materiałami promocyjnymi na konferencję w Davos, przygotowanymi we współpracy z amerykańskim tygodnikiem „Time”.

Czy ze współpracy z mieszkańcami wziął się krasnoludek jako symbol miasta? Podobno podkradliście go Pomarańczowej Alternatywie.

Żyjemy w wolnym kraju i każdy ma prawo wypowiadać się w tej sprawie. Krasnoludek jest własnością wszystkich, począwszy od Marii Konopnickiej, skończywszy na czeskich architektach, którzy umieszczali go 300 lat temu na fasadach budynków. Najważniejsze, że dobrze oddaje atmosferę Wrocławia, miasta ludzi pracowitych, ambitnych, skłonnych do żartu, prześmiewców i buntowników. Z tej atmosfery wzięła się kiedyś Pomarańczowa Alternatywa, która też rozsławia miasto i tworzy jego wizerunek. Podobnie jak Leszek Czarnecki, budując u nas Sky Tower, najwyższy budynek w Polsce, czy twórcy portalu Nasza-klasa.pl, powstałego we Wrocławiu. Krasnoludek to atrakcja turystyczna, jednocząca wrocławian. Oni są najlepszymi ambasadorami miasta. Jeżeli trzymają się razem, miasto jest silne.

Pierwsi w Polsce zaczęliście inwestować w promocję. Z waszych doświadczeń korzystają inni?

Tak, choć trzeba pamiętać, że rywalizujemy z nimi, nawet jeśli odbywa się to na dżentelmeńskich zasadach. Osiem lat temu mówiono, że kupując reklamy w zagranicznych pismach czy porywając się na Expo, wyrzucamy pieniądze w błoto. Po latach widać, że nie zrobiliśmy błędu, a inne miasta dojrzały do takich działań. Wrocław, który dla obcokrajowca ma nazwę trudną do wymówienia, już kojarzy się z konkretnym miejscem na mapie i z pozytywnymi emocjami. A zaczęliśmy inwestować w reklamę, bo do dzisiaj Polska jako kraj zrobiła bardzo mało, by zaprezentować się światu. Nie ma nawet pomysłu, co i jak promować.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agata Ałykow

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Media / Miasto przyjazne i otwarte