Michnik: Rapaczyńska słyszała prośbę, bym porozmawiał z premierem

22-10-2003, 10:46

PAP: Redaktor naczelny "Gazety Wyborczej" Adam Michnik powiedział w środę przed komisją śledczą, że prezes Agory Wanda Rapaczyńska usłyszała od b. wiceminister kultury Aleksandry Jakubowskiej prośbę, by Michnik poprosił premiera, aby jeszcze raz przyjrzeć się autopoprawce do nowelizacji ustawy o rtv, gdyż nie jest ona jeszcze gotowa.

Michnik rozpoczął środowe zeznania od precyzowania swoich wtorkowych wypowiedzi.

Poinformował komisję, że porozumiał się z Rapaczyńską w sprawie okoliczności jej relacji z rozmowy z Jakubowską przed 16 lipca ub. roku. We wtorek zeznał, że prawdopodobnie 13 lipca (potem mówił o 15 lipca) prezes Agory poinformowała go w rozmowie telefonicznej, że Jakubowska powiedziała jej, iż autopoprawka, którą jej przedstawia, "to jest ostateczna decyzja premiera, i że w tej postaci stanie na posiedzeniu rządu 16 lipca".

Jak wyjaśnił w środę Michnik, Rapaczyńska usłyszała prośbę, by on "w jakiejś formie prosił premiera, by jeszcze raz tej ustawie się przyjrzeć, bowiem ustawa jest jeszcze jakby niegotowa".

"I istnieje, jak zrozumiałem, ryzyko, że w tej niegotowej postaci (ustawa) stanie na Radzie Ministrów" - dodał.

Michnik zadzwonił w tej sprawie do premiera Leszka Millera. Poinformował też, że przypadkowo świadkiem jego rozmowy telefonicznej z premierem, która miała miejsce 15 lipca ub. roku, był jego przyjaciel, reżyser Andrzej Titkow. Przyznał, że pomylił szczegóły dotyczące tej rozmowy. Jak wyjaśnił, po uzyskaniu informacji od Wandy Rapaczyńskiej zadzwonił jeszcze z redakcji do sekretariatu premiera i poprosił o kontakt. Natomiast premier oddzwonił znacznie później, gdy Michnik był już w swoim mieszkaniu.

Redaktor naczelny "GW" poinformował też, że autoryzując protokół z wtorkowych zeznań zorientował się, iż błędnie zeznał, iż o fakcie nagrania rozmowy z Rywinem premier dowiedział się przed konfrontacją, a nie w jej trakcie, 22 lipca wieczorem.

"Precyzuję i prostuję swe wczorajsze zeznania, że w trakcie konfrontacji, (premier) w tym samym momencie co Lew Rywin usłyszał z moich ust, że ta rozmowa została nagrana" - powiedział.

Na początku środowego przesłuchania doszło też do krótkiej wymiany zdań między Michnikiem a szefem sejmowej komisji śledczej Tomaszem Nałęczem (UP).

Michnik powiedział, że autoryzując protokół zauważył, iż Anita Błochowiak (SLD) zadając mu pytania dwa razy powiedziała, że taśma nagrania rozmowy z Rywinem była skrócona o 25 minut, a nie 25 cm.

"Stąd była moja reakcja i w moim przekonaniu interwencja pana przewodniczącego w stosunku do mnie była niesprawiedliwa. W stosunku do opinii publicznej poszedł przekaz, który mógł być odczytany, że myśmy ujawnili treść mojej rozmowy z panem Lwem Rywinem niepełny, skrócony o 25 minut" - zaznaczył Michnik.

Nałęcz wyjaśnił, że swą interwencję we wtorek uważa za zasadną i jego zdaniem niedobrze się stało, że Michnik "wszedł w dialog" z Błochowiak na temat materiału dowodowego, jakim są dwa nagrania. W wyniku tego dialogu mogło - według Nałęcza - powstać mylne wrażenie, że "Gazeta Wyborcza" czegoś nie opublikowała.

Według szefa komisji śledczej, posłance chodziło o drugi magnetofon - nie cyfrowy, z którego nagranie zostało opublikowane - lecz analogowy, który nagrał rozmowę, lecz zniszczeniu uległo 25 cm taśmy.

"Pani poseł Błochowiak najpierw się przejęzyczyła i powiedziała o 25 minutach, ale potem czytając ekspertyzę Instytutu Badań Sądowych, posłanka przeczytała poprawnie - 25 cm" - wyjaśnił Nałęcz.

Michnik nie zgodził się z tym tłumaczeniem: "My rozmawiamy w świetle jupiterów; reagowałem na dwukrotnie powtórzone przez posłankę Błochowiak słowa +25 minut+." - podkreślił.

Dodał, że miał prawo zakładać, iż do pinii publicznej pójdzie przekaz, że redakcja o 25 minut ocenzurowała treść rozmowy z Rywinem.

Redaktor Naczelny "GW" podkreślił też, że jeżeli ktoś z członków komisji w ten sposób interpretuje i komentuje jego zeznania, co jest "oczywistą deformacją", to on uważa za swój obowiązek wobec komisji i opinii publicznej zareagować.

Komentując to oświadczenie Nałęcz podkreślił, że przesłuchanie przed komisją nie służy komunikowaniu się z opinią publiczną.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / Michnik: Rapaczyńska słyszała prośbę, bym porozmawiał z premierem