Między chmurą a łez padołem

Jacek Zalewski
opublikowano: 03-08-2011, 00:00

Wczorajsze posiedzenie Rady Ministrów miało znaczenie historyczne. Pierwszy raz patrzono tylko w monitory i pracowano na dokumentach elektronicznych. To kroczek ku eliminowaniu stert rządowych papierzysków. Tylko patrzeć, jak ministrowie uniosą się na informatyczną chmurę, czyli staną się klientami tzw. cloud computing. To nowoczesne narzędzie wykorzystywania rozproszonej, ale ściśle powiązanej infrastruktury.

Wracając jednak na przywołany w tytule padół — zastanawiam się, ilu uczniów z rządowej klasy podczas lekcji informatyzacji ściągało pod ławką z "prawdziwych" zeszytów. Opieram się na doświadczeniach z parlamentu, gdzie elektronizacja dokumentów zaszła już daleko, ale najbardziej służy osobom spoza Wiejskiej. Druki papierowe słusznie wycofano na przykład z biura prasowego. Jedyną grupą społeczną, która nadal wszystko dostaje wydrukowane, są… posłowie i senatorowie! I to nie tylko projekty legislacyjne. Dla mnie gigantyczną niegospodarnością jest np. żmudne nocne powielanie stenogramu z poprzedniego dnia, który jest w internecie! Wiekszość owego nakładu z założenia trafia na makulaturę.

Szczerze jednak przyznaję, że z papierowych zasobów poselskich czasem też coś uszczknę. Chodzi o potężne księgi, na przykład projekt budżetu (pięć tomów), sprawozdania końcowe komisji śledczych etc. Plik plikiem, ale na półce takie coś naprawdę bywa wygodniejsze. I wcale bym się nie obraził, gdyby np. obecnie jakiś poligraficzny dobrodziej sprezentował mi 435-stronicowy (328 plus załączniki — 107) raport smoleński na papierze…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy