Mikosz ma wyprowadzić LOT z korkociągu

Małgorzata Grzegorczyk
opublikowano: 06-03-2009, 00:00

Na własne życzenie z firmy wyleciał prezes, a decyzją rady nadzorczej — jej szef. Przewoźnikiem pokieruje Sebastian Mikosz.

Narodowy przewoźnik przeżywa najtrudniejszy rok w historii

Na własne życzenie z firmy wyleciał prezes, a decyzją rady nadzorczej — jej szef. Przewoźnikiem pokieruje Sebastian Mikosz.

Historia lubi się powtarzać. Rok temu prezes LOT podał się do dymisji. Zastąpił go Dariusz Nowak, oddelegowany z rady nadzorczej. Ale wczoraj on sam podał się do dymisji. Odwołany został też Jacek Kseń, szef rady nadzorczej, którego zastąpi Jacek Krawczyk.

Od poniedziałku p. o. prezesa będzie Sebastian Mikosz, dyrektor w Deloitte, wcześniej wiceszef Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych. Już w 2006 r. ubiegał się o stanowisko w zarządzie LOT — chciał zostać wiceprezesem ds. handlowych.

Tak źle nie było

Czeka go niełatwe zadanie. Przewoźnik miał w ubiegłym roku 150 mln zł straty operacyjnej, a i to tylko dzięki decyzji o redukcji połączeń i oszczędnościom rzędu 40 mln zł. Łączne straty firmy przekroczyły 700 mln zł, głównie ze względu na niekorzystne kontrakty na zakup paliwa. Właśnie dlatego odwołano Konrada Tyrajskiego, wiceprezesa ds. finansowych.

— Sytuacja finansowa przewoźnika, który obchodzi w tym roku 80. rocznicę działalności, w całej historii firmy nie była tak trudna — uważa Tomasz Dziedzic z Instytutu Turystyki.

W ramach restrukturyzacji LOT zamierza zwolnić 250 osób. W ubiegłym roku największa regularna linia lotnicza na polskim rynku straciła w nim udziały (z 31,52 proc. w 2007 r. do 28 proc.).

Silne związki

Firmę czekają negocjacje dotyczące układu zbiorowego. Jeszcze wczoraj, na odchodne, Dariusz Nowak wystosował do związków zawodowych pilotów komunikacyjnych PLL LOT odpowiedź na ich list otwarty do premiera opublikowany w środę. Źródła problemów spółki upatruje m.in. w systemie wynagrodzeń.

"Każda średnia linia lotnicza, taka jak LOT, prędzej czy później musiałaby się zmierzyć z poważnym kryzysem finansowym i organizacyjnym, gdyby przez wiele lat tolerowała anachroniczne rozwiązania organizacyjne, rozległy katalog dodatków, bonusów i premii, nieefektywny finansowo i organizacyjnie system wynagradzania, w którym niezależnie od realnego kursu walut pensje wypłaca się z przelicznikiem dolara równym nie mniej niż 4 złote… i wiele, wiele innych" — czytamy w liście.

Inwestor potrzebny

Tymczasem LOT czeka zakup 14 dreamlinerów zamówionych kilka lat temu. Cena katalogowa jednej maszyny to 153 mln USD. W związku z opóźnieniami dostawa może nastąpić w 2010 r.

— Sytuacja jest tak trudna, że nie jestem pewien, czy nie przerasta to możliwości kogokolwiek. Tu potrzeba zespołu geniuszy, którzy dokonaliby prawie cudu. LOT potrzebuje inwestora branżowego. Trzeba go poszukać albo na Dalekim czy na Bliskim Wschodzie, bo tam są pieniądze, a na dodatek tamtejsze linie miałyby z tego tytułu korzyści — uważa Tomasz Dziedzic.

Skarb państwa ma 67,97 proc. akcji PLL LOT. Pozostałe należą do syndyka Swissaira (25,1 proc.) oraz pracowników (6,93 proc.).

Małgorzata Grzegorczyk

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Grzegorczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu