Minister krótko trzyma kasę

Jacek Kowalczyk,WIS
20-04-2009, 00:00

Niższe podatki wyciągną nas z kryzysu czy jeszcze go pogłębią? Ostre spięcie między firmami a resortem Jacka Rostowskiego.

Przedsiębiorcy mają dość uporu Ministerstwa Finansów

Niższe podatki wyciągną nas z kryzysu czy jeszcze go pogłębią? Ostre spięcie między firmami a resortem Jacka Rostowskiego.

W czasie kryzysu wszystkim brakuje pieniędzy. Z ich niedoborem zmagają się zarówno firmy, jak i budżet państwa. Stąd coraz mocniej iskrzy między światem biznesu a Ministerstwem Finansów (MF). Przedsiębiorcy szukają wyjścia z kryzysu w ułatwieniach podatkowych. Takie rozwiązania proponowali niedawno filmowcy. Teraz podobne pomysły wysuwa branża spożywcza, a Ministerstwo Gospodarki chce rozszerzyć obszar specjalnych stref ekonomicznych, co też wiąże się z ulgami podatkowymi.

Bez odzewu

I co? I nic — Jacek Rostowski, szef resortu finansów, konsekwentnie mówi "nie". Nie chce zgodzić się na uszczuplenie podatkowych dochodów państwa. Przedsiębiorców takie tłumaczenie nie przekonuje.

— Urzędnikom resortu finansów muszą jedynie zgadzać się słupki. Nie interesuje ich to, co dzieje się w realnej gospodarce. Premier oddał politykę gospodarczą w ręce ministra finansów, który uprawia tylko wirtualną księgowość, a nie analizuje prawdziwych zagrożeń i długoterminowych korzyści — mówi Andrzej Malinowski, prezydent Konfederacji Pracodawców Polskich.

Zdaniem przedsiębiorców, sprzeciw wobec rozluźniania fiskalnego gorsetu to skutek krótkowzroczności urzędników MF. Ich zdaniem, w dłuższej perspektywie niższe stawki przyczyniłyby się do ożywienia gospodarczego. Na tym skorzystaliby i przedsiębiorcy, i rząd, ponieważ wzrosłyby dochody budżetu.

— MF przypomina oblężoną twierdzę. Urzędnicy uważają, że każdy pomysł zrodzony poza gmachem resortu uderza w ich żywotne interesy. Blokowanie rozwiązań antykryzysowych prowadzi do destrukcji — mówi Maciej Grelowski, przewodniczący Rady Głównej Business Centre Club.

Bo taka jest strategia

Trzeba jednak przyznać, że Jacek Rostowski nie ma dużego pola manewru. Budżet już się nie dopina i długoterminowe korzyści tego nie zmienią. Dlatego ekonomiści w inny sposób niż przedsiębiorcy patrzą na problem ulg podatkowych.

— Rząd musi mieć spójną strategię, która pomoże całej gospodarce możliwie najbezpieczniej przejść przez kryzys. I jest nią — słusznie — utrzymywanie deficytu na niskim poziomie, trzymanie długu publicznego w ryzach, dbanie o złotego i dążenie do wejścia do strefy euro. Obniżanie podatków jest sprzeczne z tą strategią, dlatego rozumiem ministra finansów. Niższe podatki to wyższy dług, a my nie możemy sobie pozwolić na zadłużanie się do woli — uważa Ryszard Petru, ekonomista Szkoły Głównej Handlowej.

Słodycze bez taryfy ulgowej

Firmy cukiernicze proszą rząd o obniżkę VAT. Rząd mówi nie. Mogą jedynie liczyć na jego wsparcie w walce z podróbkami z importu.

Po artykule "PB" na temat barier hamujących rozwój branży cukierniczej — szefowie największych firm cukierniczych apelowali w niej do rządu o wsparcie — głos postanowiły zabrać instytucje rządowe.

Postulowane przez firmy obniżenie podatku VAT na słodycze z 22 proc. do 7 proc., co miałoby zwiększyć popyt nawet o 15 proc., nie spotkało się, niestety, ze zrozumieniem fiskusa, choć 7- lub 5-procentowe stawki VAT obowiązują już w wielu krajach UE, np. Niemczech czy Czechach.

— Stawki obowiązujące w innych krajach nie mają wpływu na konkurencyjność produktów cukierniczych sprzedawanych w Polsce, bo w systemie VAT dostawa towaru podlega opodatkowaniu według stawki właściwej dla kraju konsumpcji. W niektórych tylko państwach UE produkty spożywcze opodatkowane są jednolitą, obniżoną stawką VAT. W większości obowiązuje na nie więcej niż jedna stawka VAT, przy czym często jedną ze stosowanych stawek jest stawka podstawowa — twierdzi Magdalena Kobos, rzecznik prasowy Ministerstwa Finansów.

To oczywiście nie jedyny argument fiskusa.

— Liczne przypadki zmiany stawek VAT potwierdziły, że w bardzo niewielkim zakresie zmiany te mają wpływ na obniżki cen sprzedawanych towarów, zawsze zaś wiążą się z ujemnymi (w przypadku obniżki stawek) skutkami dla budżetu państwa — dodaje Magdalena Kobos.

Resort finansów wątpi też w potencjał dużego wzrostu konsumpcji słodyczy w Polsce z uwagi na fakt, że nie są to artykuły pierwszej potrzeby.

— To nie do końca prawda. Są przykłady na to, że obniżka opodatkowania określonych towarów może prowadzić do wzrostu ich sprzedaży i zarazem wpływów do budżetu. Tak było na przykład po obniżce akcyzy na alkohol — twierdzi Marek Przeździak, sekretarz Stowarzyszenia Polskich Producentów Wyrobów Czekoladowych i Cukierniczych Polbisco.

Jego zdaniem, obecny system podatku VAT na wyroby cukiernicze w Polsce wymaga poprawienia.

— Nie może być tak jak dziś, że na różne rodzaje wyrobów ciastkarskich obowiązują różne stawki VAT. Przepisy są niejasne i producenci mają problem z zakwalifikowaniem swoich produktów do odpowiedniej grupy podatkowej (7 lub 22 proc. VAT) — dodaje Marek Przeździak.

Firmy mogą jednak liczyć na wsparcie rządu w walce z zalewem produktów czekoladopodobnych spoza UE.

— Wykaz artykułów rolno-spożywczych przywożonych z zagranicy oraz ich minimalnych ilości podlegających kontroli IJHARS określony został w rozporządzeniu Ministerstwa Rolnictwa z 30 czerwca 2008 r. W wykazie tym nie ma wyrobów czekoladowych — informuje Julita Dąbrowska z biura prasowego IJHARS.

— To poważne niedopatrzenie, które szkodzi polskim producentom tych wyrobów. Dlatego od wielu miesięcy staramy się o dopisanie ich do tej listy. Resort rolnictwa to obiecał. Konkretów na razie nie widać —mówi Marek Przeździak.

103,5

mld zł Takie były w 2008 r. wpływy budżetowe z podatku VAT.

Jacek

Kowalczyk

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk,WIS

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Polityka / Minister krótko trzyma kasę