Ministerstwa - przechowalnie partyjnych kadr

Adam Sofuł
16-08-2007, 00:00

Nowy minister budownictwa Mirosław Barszcz z zapałem zabrał się do pracy — na początek zapowiedział zmiany personalne w podległym sobie resorcie, bo był on „w pewnym sensie przechowalnią dla działaczy partyjnych”. Ocena trafna, chociaż mało odkrywcza. Przypomnijmy, pracownica biurowa, która pomagała posłowi Stanisławowi Łyżwińskiemu odpierać zarzuty w seksaferze, wkrótce potem została doradcą w gabinecie politycznym ministra. Przykład jaskrawy, chociaż niejedyny. Resort budownictwa nie wyjątkiem — takie praktyki są w większości ministerstw, nie tylko w tych obsadzanych przez niedawnych koalicjantów (chociaż tam skala zjawiska była największa). Można oczywiście teraz zwalać winę na zachłanność na stanowiska polityków Samoobrony. Ale przecież ministerstwa nie są udzielnymi księstwami partii koalicyjnych, za funkcjonowanie rządu odpowiedzialność ponosi premier.

Szef rządu nieraz mówił o wysokiej cenie, jaką przyszło mu zapłacić za koalicję z tymi, a nie innymi partiami. To, że resory stały się przechowalniami, to jeden z tych kosztów, tym łatwiejszy do zapłacenia, że obecny rząd wpisał się w niechlubną tradycję traktowania ministerstw jak par- tyjnych łupów. W tej dziedzinie przełomu nie było. Ba, przez likwidację służby cywilnej takie praktyki ułatwił. Dziś minister Mirosław Barszcz mówi, że zatrudni fachowców. Dlaczego dopiero teraz?

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Ministerstwa - przechowalnie partyjnych kadr