Ministrze, nie tnij Belki na raty!

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 11-03-2008, 00:00

Likwidacja opodatkowania dochodów kapitałowych doda gazu gospodarce — uważają eksperci. Ale rząd musi jednocześnie przyciąć wydatki.

Skasowanie podatku od lokat i zostawienie giełdowego to nonsens — mówią ekonomiści

Likwidacja opodatkowania dochodów kapitałowych doda gazu gospodarce — uważają eksperci. Ale rząd musi jednocześnie przyciąć wydatki.

Nie opadają emocje wokół podatku Belki. Giełdowi gracze, którzy właśnie otrzymali formularze PIT z biur maklerskich i dowiadują się, ile zarobionego grosza muszą oddać fiskusowi, tłumnie biorą udział w akcji „PB” i portalu pb.pl „Nie dla podatku giełdowego”. Piszą listy do ministra finansów z żądaniem skasowania daniny od zysków z akcji. Oburzają ich zapowiedzi premiera Donalda Tuska, że podatek Belki będzie likwidowany stopniowo: od oszczędności — w połowie kadencji tego Sejmu, od zysków giełdowych — dopiero przed wyborami. Co na to ekonomiści?

 

Ożywczy powiew

Większość pytanych przez nas ekspertów uważa, że likwidacja podatku Belki dodałaby gazu gospodarce.

— Polska ma stanowczo zbyt rozbudowany system podatkowy, dlatego wszelkie ograniczanie obciążeń fiskalnych zasługuje na poparcie. Rezygnacja z podatku od dochodów wspierałaby koniunkturę. Wzrosłaby atrakcyjność rynku kapitałowego, a to (przynajmniej tak mówi teoria) przełożyłoby się na wyższy wzrost PKB — twierdzi Ryszard Petru, główny ekonomista Banku BPH.

Jego zdaniem, zmniejszenie przychodów do budżetu dałoby się częściowo zrekompensować dzięki większym dochodom giełdowych spółek i wyższym wpływom z podatku VAT.

Skasowanie daniny zachęciłoby też do oszczędzania.

— A to ograniczyłoby konsumpcję i przez to zahamowało inflację — twierdzi Mateusz Szczurek, główny ekonomista ING Banku Śląskiego.

Ekspertom bardzo nie podoba się jednak znoszenie Belki na raty.

— Rezygnacja w pierwszej kolejności z podatku od oszczędności będzie preferowała system bankowy. Tymczasem fiskus powinien być neutralny — przypomina Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu.

Tego samego zdania są nawet analitycy pracujący dla sektora bankowego.

— Takie rozwiązanie sprawi, że banki będą tworzyły specjalne instrumenty finansowe, pozwalające na omijanie opodatkowania — mówi Mateusz Szczurek.

— Jak likwidować, to w całości — dodaje Ryszard Petru.

Podobnie myśli Jacek Wiśniewski, główny ekonomista Raiffeisen Banku.

 

Dyplomatyczne milczenie

Fiskusowi trudno będzie rozstać się z 4,1 mld zł, które według założeń budżetu miał z tego podatku zgarnąć w tym roku. To aż jedna siódma całego tegorocznego deficytu budżetowego. Ekonomiści mają na to radę: tnąc Belkę, rząd musi jednocześnie ściąć wydatki.

— Cztery miliardy to cztery miliardy. Dla budżetu taka kwota nie jest bez znaczenia. W dobrych czasach to mało, ale w złych — bardzo dużo. Jeśli rząd zrezygnuje z tych dochodów, to będzie musiał zniwelować dziurę mniejszymi rozchodami — uważa Jacek Wiśniewski.

O tym jednak na razie rząd milczy.

— Nie wyobrażam sobie, żeby rząd nie łączył mniejszych przychodów z ograniczaniem wydatków. Zwłaszcza że jednocześnie padają propozycje wprowadzenia podatku liniowego oraz ograniczenia deficytu do 1 proc. PKB. Niestety, gabinetDonalda Tuska na razie głośno mówi tylko o zmniejszaniu podatków, a do deklaracji dotyczących potrzeby oszczędzania się nie kwapi — twierdzi Mateusz Szczurek.

Jacek Wiśniewski uważa, że kluczową sprawą dla uzdrowienia finansów publicznych jest obecnie ograniczenie przywilejów emerytalnych i reforma KRUS. Gdyby rząd poradził sobie z tymi problemami, budżet mógłby spokojnie znieść likwidację podatku Belki.

Czego chce rząd

Zniesienie podatku Belki to jedno ze sztandarowych haseł, z którymi Platforma Obywatelska szła do wyborów. Minęły prawie cztery miesiące i postulat wciąż nie został przekuty w projekt ustawy. Mało tego, rząd wciąż nie wypracował nawet wspólnej opinii w tej sprawie. Na likwidację krzywo patrzy Jacek Rostowski, minister finansów. Premier Donald Tusk chce znosić daninę stopniowo, ale wicepremier Waldemar Pawlak z PSL zaznacza, że sprawa wymaga poważnej dyskusji.

Okiem eksperta

Bohdan Wyżnikiewicz, Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową

Zostawcie Belkę w spokoju

Likwidacja podatku od zysków kapitałowych nie jest najlepszym pomysłem. Skoro już został wprowadzony, nie należy z niego rezygnować. Taka decyzja pomogłaby rynkowi kapitałowemu, ale uszczupliłaby dochody budżetu państwa. Tak czy inaczej, te wpływy trzeba będzie czymś zastąpić — innym podatkiem lub ograniczeniem wydatków. Przy dobrej koniunkturze, z jaką mamy do czynienia obecnie, z ubytkiem pieniędzy państwo sobie poradzi. Jeśli jednak sytuacja się pogorszy — będziemy mieć problem. Uważam, że najlepszym rozwiązaniem jest obniżenie stawki — wówczas wilk będzie syty i owca cała. Zwłaszcza że prędzej czy później taki podatek będziemy musieli znowu wprowadzić — spodziewam się, że niedługo takie rozwiązanie stanie się standardem europejskim.

Czytelnicy „PB” piszą do ministra

Inwestycje w akcje to nie totolotek

Propozycja zniesienia podatku Belki tylko od lokat bankowych wywołała burzę w środowisku giełdowym. Debatują o tym specjaliści i czytelnicy.

M.in. na forum www.pb.pl.

— Zniesienie podatku Belki tylko w części to poroniony pomysł. Osłabi giełdę, a rynek kapitałowy wywróci do góry nogami — to tylko niektóre argumenty finansistów, którzy zabrali głos na naszych łamach.

Głośnym echem odbiła się też akcja „Pulsu Biznesu”: „Nie dla podatku giełdowego”. Otrzymujemy od zdenerwowanych inwestorów giełdowych setki e-maili i listów adresowanych do ministra finansów. Wszystkie w najbliższym czasie przekażemy adresatowi.W moim przypadku podatek spowodował bezruch na rachunku inwestycyjnym. Akcjami, które mam od kilku lat, nie handluję, a to nie przynosi choćby prowizji domowi maklerskiemu. Byłem aktywnym graczem o obrocie kilku milionów złotych, teraz obracam kilkudziesięcioma tysiącami. Reszta zamrożona.

I kto traci?

Niniejszym protestuję przeciwko tylko częściowemu zniesieniu tzw. podatku Belki. Uważam za niesprawiedliwe to, że moje ciężko zarobione oszczędności są opodatkowane. Bardzo się cieszę, że w końcu podatek jest likwidowany, ale mój sprzeciw budzi jego częściowa likwidacja, ponieważ nie widzę żadnej różnicy pomiędzy oszczędnościami lokowanymi na lokacie bankowej i na giełdzie.

 

Uważam, że ten podatek powinien zostać zniesiony lub przynajmniej zmniejszony, np. do 5 czy 10 proc. Szkoda, że ustawodawcy nie pomyśleli o tym, że płacę 19 proc. od zysku, którego część została już zjedzona przez inflację.

 

Jestem zdeklarowanym inwestorem giełdowym. Wierzę w ideę giełdy. W 2007 r. osiągnąłem przychód około 300 tys. zł. Pieniądze te oczywiście natychmiast reinwestowałem w akcje. Obecnie, z wiadomych powodów, wartość portfela spadła znacznie mocniej, niż wyniósł mój wirtualny zysk. Realny podatek w kwocie około 60 tys. zł muszę jednak zapłacić.

To my, inwestorzy, ponosimy całe ryzyko, inwestując w akcje. To nie to samo co totolotek lub teleturniej. Skoro płacimy 19 proc. od zysku, to powinniśmy też mieć możliwość odpisania 19 proc. od straty.

Propozycja zniesienia podatku tylko od lokat bankowych jest lobbystycznym, tendencyjnym wzmacnianiem jednej branży — bankowej — i kpiną z ludzi oszczędzających lub inwestujących w inny sposób. Dlaczego grupa inwestorów „pośrednich” (stawiających na fundusze inwestycyjne czy produkty strukturyzowane) i bezpośrednich (inwestorzy indywidualni) ma być pominięta? Pozdrawiam.

Jeśli chcesz poprzeć akcję „PB” i portalu pb.pl, napisz list na adres: gieldabezpodatku@pb.pl

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu