Miód i Kadzidło

Agnieszka Rodowicz
opublikowano: 24-05-2018, 22:00
aktualizacja: 24-05-2018, 23:09

Ręcznie lane z wosku pszczelego i sojowego świece Ezti Candles są tak piękne i dopracowane, że klienci są przekonani, iż to zagraniczna marka. Tymczasem stworzyły ją dwie młode kobiety. W Stalowej Woli.

Edyta Burdzy studiowała zarządzanie systemami produkcyjnymi na AGH w Krakowie i sześć lat pracowała w zawodzie. Najpierw w niedużym zakładzie w Stalowej Woli, skąd pochodzi. Potem w Warszawie. Jej młodsza o cztery lata siostra Ewelina była studentką informatyki i ekonometrii na AGH w Krakowie, a potem finansów w warszawskiej SGH. Studiowała też jakiś czas w Kraju Basków.

Klasyka i awangarda. Świece Ezti mają aromaty owocowe, orzeźwiające, ale też mocniejsze — korzenne, kadzidlane. Wybierać można wśród 24 zapachów. Na razie, bo tworzone są kolejne.
Wyświetl galerię [1/4]

Klasyka i awangarda. Świece Ezti mają aromaty owocowe, orzeźwiające, ale też mocniejsze — korzenne, kadzidlane. Wybierać można wśród 24 zapachów. Na razie, bo tworzone są kolejne. FOT. MAREK WIŚNIEWSKI, MATERIAŁY PRASOWE

Kiedy młodsza z sióstr kończyła studia, a starsza rozstawała się z warszawskim pracodawcą, zaczęły się wspólnie zastanawiać, co dalej. Pracować w korporacji, czy zrobić coś razem, o czym kiedyś myślały. Rodzice sióstr przekonywali je do decyzji o wspólnym przedsięwzięciu i na każdym kroku wspierali. Niecałe dwa lata temu siostry Burdzy postanowiły zaryzykować i „odpalić” firmę produkującą świece.

— Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana — kwituje Edyta Burdzy.

Skąd pomysł na świece?

— Zawsze lubiłyśmy świeczki i często je paliłyśmy. Tylko wielokrotnie bolała nas potem głowa — tłumaczy Ewelina Burdzy.

Zaczęły więc szukać alternatyw dla świec parafinowych. Najpierw znalazły te z wosku pszczelego. Potem sojowe.

— Te drugie sprowadzałyśmy zazwyczaj z zagranicy. A że były bardzo drogie, postanowiłyśmy zrobić je samodzielnie — dodaje Ewelina Burdzy.

Świece z górnej półki

Zaczęły od badania rynku w Polsce i za granicą. O ile w Europie Zachodniej i USA to ogromny rynek, o tyle w Polsce dwa lata temu w zasadzie nie istniał.

— Było kilka marek, które robiły świece sojowe, ale nie takie jak nasze. My od początku postanowiłyśmy stworzyć produkt premium — mówi Edyta Burdzy.

Wyglądało na to, że na polskim rynku jest dla niego miejsce. Następnym etapem było stworzenie szczegółowego biznesplanu. Założyły ręczną produkcję świec z dwóch rodzajów naturalnego wosku: pszczelego i sojowego.

— Wybrałyśmy pszczeli, ponieważ pięknie pachnie i według literatury ma właściwości zdrowotne. Świece z wosku pszczelego ułatwiają oddychanie i niwelują niekorzystny wpływ urządzeń elektronicznych. Wosk sojowy (czyli utwardzony olej sojowy) ma z kolei niższą temperaturę spalania i pali się dłużej niż parafina. Świece sojowe nie dymią, co korzystnie wpływa na zdrowie — tłumaczy Ewelina Burdzy.

Drugim założeniem było używanie olejków eterycznych i wysokiej jakości kompozycji zapachowych. Linia świec z olejkami eterycznymi nazywa się Aromatherapy, bo poza miłym zapachem ma działanie terapeutyczne. Nie wszyscy jednak lubią olejki eteryczne o specyficznych, mocnych, ziołowych zapachach.

— Dla tych osób stworzyłyśmy kolekcje Diversity, Simply classic i Eat me z kompozycjami zapachowymi. Sprowadzamy je z francuskiego Grasse, kolebki i stolicy perfumiarstwa. Pochodzące stamtąd zapachy mają odpowiednią jakość, moc i renomę. Nie są też testowane na zwierzętach, na czym nam zależało — wyjaśnia Ewelina Burdzy.

Świece Ezti z wosku pszczelego nie mają żadnych dodatków, bo dobrze pachną naturalnym propolisem i miodem. Stąd zresztą nazwa firmy: „ezti” po baskijsku znaczy „miód”. Choć wosk do tych świec pochodzi z polskich pasiek.

Nie sknocić knota

W Stalowej Woli, niewielkiej miejscowości na Podkarpaciu, urządziły pracownię. Za pieniądze z dotacji na rozpoczęcie działalności (20 tys. zł) kupiły komputer, oprogramowanie, trochę sprzętu do topienia wosku. Resztę urządzeń, zakup surowców, a potem opakowań sfinansowały z własnych oszczędności.

Zanim świece powstały, przez około pół roku trwały próby i testy. Najpierw trzeba było wybrać wosk sojowy spośród wielu dostępnych na rynku. Burdzy zdecydowały się na wysokiej jakości wosk amerykański, jako że USA jest światowym potentatem w tej dziedzinie.

— Kupując woski, prosiłyśmy o informacje techniczne od dystrybutorów, by wiedzieć, w jakiej temperaturze się topią. Podobne informacje zbierałyśmy od producentów zapachów, co ułatwiło nam dopasowanie aromatów do wosków, wypracowanie odpowiedniej technologii topienia wosku, mieszania go z zapachami, nalewania — tłumaczy Edyta Burdzy.

Sprawdzały, jak intensywnie świece pachną podczas palenia, czy wosk nie zmienia koloru, nie pęka. Szczególnym wyzwaniem jest świeca z wosku pszczelego. Ich świece powstają mniej więcej przez tydzień, ponieważ wosk musi być nalewany warstwami. Kolejnym elementem do testowania były knoty. Tym bardziej, że siostry zdecydowały się robić je samodzielnie. Kupują bawełnę, tną, przymocowują do blaszki, umieszczają w szklanym kubeczku i zalewają woskami.

— Okazało się, że knoty to bardzo poważna sprawa — śmieje się Ewelina Burdzy.

— Dopasowałyśmy je do naszych świec i zapachów po trzech miesiącach — dodaje Edyta Burdzy.

Testowała je cała rodzina, bo siostry Burdzy nie były w stanie same spalić odpowiedniej ilości. Z czasem zmniejszyła się też ich wrażliwość na zapachy, więc nosy bliskich bardzo się przydały. Edyta i Ewelina Burdzy samodzielnie skomponowały zapachy z olejków eterycznych, by świece ładnie pachniały i działały terapeutycznie. Relax z lawendą, miętą i goździkiem — uspokaja, wycisza, relaksuje. Energy z zapachem pomarańczy, grejpfruta i goździka — aktywizuje, a eukaliptusowa Harmony z miętą, jałowcem i rozmarynem — dobrze działa na zatoki. Kompozycje zapachowe są składane dla Ezti w Grasse zgodnie z wytycznymi właścicielek marki.

Polska jakość na światowym poziomie

Równocześnie z opracowywaniem receptur na świece siostry Burdzy organizowały produkcję.

Tu bardzo się przydało doświadczenie Edyty Burdzy, a także upór i konsekwencja obu, bo znalezienie producentów szklanych kubeczków, kartonowych opakowań czy dostawców olejków eterycznych, którzy chcieli współpracować z małą firmą, było bardzo trudne.

— Jest na rynku spory wybór szklanych kubków na świece, ale chciałyśmy, by nasze były unikatowe — mówi Ewelina Burdzy.

Dopięły swego. Mają specjalnie dla nich malowane szklane kubki. Przez białe przebija światło świeczki. Błyszczące wnętrze czarnego odbija światło do góry. Wieczka kubków z naturalnego dębu impregnowanego tylko naturalnych olejem roślinnym robione są przez podkarpackich stolarzy.

— Zależało nam, by wspierać lokalnych dostawców, ale też móc zobaczyć, jak powstają robione dla nas produkty, poznać ich wykonawców — mówi Edyta Burdzy.

Jej siostra zaprojektowała logo, stronę internetową, wizytówki, grafiki na opakowania i same pudełka.

— I przy okazji odkryłam w sobie spore pokłady kreatywności — cieszy się informatyczka.

Ponieważ pudełka są konstrukcyjnie trudne do wykonania, drukarnie nie chciały się podjąć ich produkcji. W końcu udało się znaleźć taką, która zdecydowała się na współpracę. Ale przy minimalnym zamówieniu czterech tysięcy sztuk.

— Był to dla nas duży wydatek, ale postanowiłyśmy zaryzykować — mówi Edyta Burdzy.

— Uznałyśmy, że jak nasz pierwszy biznes nie wypali, wytapetujemy sobie tymi pudełkami mieszkanie — śmieje się Ewelina Burdzy.

Wypalił, że ho ho. Właścicielki Ezti regularnie słyszą pytanie, czy świece, które sprzedają, to marka z Włoch czy Francji. — To dla nas komplement. W końcu o to nam chodziło — twierdzi Edyta Burdzy.

Choć zdarzają się niemal komiczne sytuacje.

— Kiedyś klientka nie chciała uwierzyć, że same robimy świece. Przekonała się dopiero, gdy pokazałam jej zdjęcia z pracowni — opowiada Ewelina Burdzy.

Obie podkreślają, że wiele zawdzięczają życzliwym osobom, które na każdym kroku im pomagały, służyły bezinteresownie ekspercką poradą. Dlatego teraz siostry Burdzy pomagają innym początkującym przedsiębiorcom.

Z ręki do ręki

Właścicielki marki Ezti zaplanowały dotarcie ze swoimi świecami do ludzi zainteresowanych zdrowym stylem życia. Dlatego pomyślały o targach produktów naturalnych.

— Chciałyśmy, by klient mógł wziąć świecę do ręki, powąchać ją, dowiedzieć się, jak powstaje i czym się różni od parafinowej — twierdzą siostry.

Na pierwszy targ pojechały z ofertą świec sojowych i woskowych w 18-stu zapachach oraz wyborem wosków do kominków zapachowych. Z miejsca zdobyły klientów. Do dziś najwięcej sprzedają podczas targów, choć amatorzy świec Ezti kupują je też przez internet.

— Współpracujemy także z ciekawymi małymi sklepami i concept store’ami w Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Gdańsku, które promują polskie produkty — mówi Edyta Burdzy.

Podpisały też umowę z firmą Westwing, dzięki czemu świece Ezti pojawiły się w Czechach i na Słowacji. Współpracują też z agencjami marketingowymi, które kupują ich świece na rozmaite imprezy. Produkują też świece dla innych marek, oferując kompleksową obsługę od projektu wyglądu przez dobór zapachu po zalanie świecy. Ale z targów nie rezygnują.

— Spotkania, rozmowy z klientami dają nam mnóstwo radości i energii do działania — mówią jednogłośnie siostry Burdzy.

W kwietniu tego roku przejechały 4 tysiące kilometrów, odwiedzając Warszawę, Gdańsk, Poznań, Wrocław, Kraków. Ponieważ nie chcą, by świece zbyt długo stały w magazynie, produkują niewielkie ilości i sukcesywnie uzupełniają stany magazynowe. Dlatego po każdym targu wracały na Podkarpacie, by dorabiać świece. Gdy trzeba, są w stanie w ciągu kilku dni wyprodukować ich nawet tysiąc. Jedna waży około pół kilograma.

— Na jedne targi pakujemy do samochodu 100-150 kg towaru, a przed świętami nawet 200-250. Powoli musimy myśleć o samochodzie dostawczym, bo już się w nasz osobowy nie mieścimy — mówi Ewelina Burdzy.

Rozwój w planach

Początkowo robiły zapachy, które same lubią.

— Ponieważ mamy różne gusty, od początku miałyśmy duży wybór zapachów — śmieje się młodsza z sióstr.

Mają w ofercie 24 aromaty i tworzą kolejne.

— Słuchamy klientów i odpowiadamy na ich potrzeby — twierdzi starsza.

— Są bardzo różne. Ludzie też odmiennie odbierają zapachy. Dlatego świece Ezti mają różną intensywność — wyjaśnia Ewelina Burdzy.

Proponują zapachy klasyczne, np. Exotic Summer, pachnący świeżo wyciśniętymi cytrynami, pomarańczą z orzeźwiającą nutą soczystego ananasa i delikatnym akcentem kokosa, czy pachnący korą i żywicą świerków, sosen, dębów i wierzb Forest Secret. I tak kontrowersyjne, jak Bohemian Symphony — połączenie korzennego zapachu palonego kadzidła z ostrym akordem pieprzu, przełamane delikatnym aromatem cytrusów, o którym niektórzy mówią, że pachnie starym kościołem. Czy Peanut Butter Cookie, roztaczające tak smakowity aromat pieczonego ciasta, że wiele osób nie może uwierzyć, że to tylko świeca.

Produkty Ezti są na rynku rok i już zwróciły się koszty inwestycji, a firma przynosi zyski. Pewnie dlatego, że siostry Burdzy nie tylko „bawią się” w lanie wosku, ale skrupulatnie wszystko liczą i analizują. I znakomicie się dopełniają. Ewelina Burdzy zajmuje się tworzeniem strategii rozwoju i sprzedaży, nadzoruje też obecność w mediach społecznościowych i współpracę z influencerami. Edyta Burdzy jest świetna w logistyce, organizacji produkcji, analizach. Obie robią świece i komponują zapachy. Pracują na okrągło. Gdy w tym samym czasie odbywają się targi w dwóch różnych miejscach, pomagają im rodzice, którzy cały czas wspierają córki. Bliscy i dalsi krewni pomagają, gdy trzeba szybko wyprodukować bardzo dużą ilość świec.

— Z rodziną pracuje się najlepiej — deklaruje Ewelina Burdzy.

— A nie tylko dobrze wychodzi na zdjęciach — dodaje Edyta Burdzy.

— Ale liczymy się z zatrudnieniem z czasem pracowników, bo chcemy się rozwijać — mówią obie.

W Warszawie są bardzo często, ale ani myślą przenosić się tu na stałe. Twierdzą, że Stalowa Wola to idealne miejsce do życia. Za to w następnym roku planują wyjść z ofensywą za granicę. Tym bardziej, że w porównaniu z Europą Zachodnią mają bardzo konkurencyjne ceny. Przygotowują się właśnie do udziału w niemieckich targach dla concept store’ów i wyjazdu do Nowego Jorku, światowej stolicy przemysłu świecowego. Po inspiracę i dalszą naukę. Bo mają ambicję zdobyć najwyższe miejsce na świeczniku.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Rodowicz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Miód i Kadzidło