Misja z pomiarem

Jacek Konikowski, Katarzyna Dopieralska-Skowrońska
opublikowano: 22-05-2006, 00:00

Radykalne rozwiązanie: publiczne media bez reklam. To w Polsce możliwe — uważa Stanisław Jędrzejewski — choć jeszcze sporo wody w Wiśle musi upłynąć.

„Puls Biznesu”: Odwieczny problem: czy w mediach publicznych muszą pojawiać się reklamy? Czy nie można ich wyeliminować, inaczej finansując działalność tych nadawców?

Dr hab. Stanisław Jędrzejewski, profesor KUL, wicedyrektor Biura Programowego Polskiego Radia, członek Komisji Radiowej Europejskiej Unii Radiowo-Telewizyjnej (EBU): Brytyjska publiczna telewizja żyje ze sprzedaży programów za granicę i z abonamentu, ściąganego skutecznie w 98 proc. — jakże inaczej niż w Polsce... Ale w mniejszych krajach, zwłaszcza w tych, gdzie są kłopoty z uiszczaniem podobnej płatności przez obywateli do tego zobowiązanych, reklama to bardzo poważne źródło przychodów. Można dyskutować, czy taka struktura: 30 proc. budżetu bierze się z abonamentu, a 70 proc. — z reklamy — to proporcja właściwa. Ja uważam, że niewłaściwa. Bo nadmiernie uzależnia telewizję od rynku. W radiu jest odwrotnie: reklama przynosi jakieś 12-13 proc. budżetu. Ale jeśli pada drastyczne pytanie, czy nie wyeliminować reklam w ogóle — no, to odpowiadam jednoznacznie: media publiczne należy utrzymywać wyłącznie ze środków publicznych, czyli z opłat abonamentowych. Ewentualnie także z dotacji na programy szczególne, np. edukacyjne czy dotyczące kultury wysokiej. Niestety, to ideał. Właściwie we wszystkich krajach reklama to ważne uzupełnienie wpływów abonamentowych — tam, gdzie abonament obowiązuje, bo są wyjątki. Choćby Litwa.

I sądzi pan, że w Polsce dojdzie do takiego momentu, gdy w mediach publicznych nie ujrzymy reklam?

Tak sądzę. Choć nieprędko.

W telewizji publicznej powstają nowe kanały tematyczne. W telewizji to TVP Kultura czy — zapowiadany na wrzesień — TVP Sport. Czas na radio?

Też mamy taki projekt od dawna: cyfrowe kanały tematyczne. Doświadczenie innych krajów, gdzie działają radio cyfrowe i kanały tematyczne (w Danii ponad 20 kanałów i w Wielkiej Brytanii — 6) uczy, że to „organizmy” niewymagające wielkich inwestycji personalnych. Z reguły pracują w nich fachowcy już wcześniej w radiu zatrudnieni. Nowa technologia stwarza taką sytuację, że to bardzo niewielkie zespoły, zespoliki właściwie: nawet 6-7-osobowe.

A jaka tematyka?

Na przykład kanały: informacyjny, muzyczny — z polską muzyką rozrywkową. No i edukacyjny, kanał słowny, prezentujący słuchowiska archiwalne i reportaże oraz programy dla dzieci — podobny do kanału 7 BBC, który — przede wszystkim — korzysta z archiwum. Dla mediów publicznych archiwum własne to niesłychany kapitał — nie tylko historyczny, ale również programowy. Po drodze trzeba by zrobić jednak bardzo szczegółową analizę prawną tych zasobów —m.in. pod kątem praw autorskich. To właściwie jedyna przeszkoda.

Kiedy rozpoczną nadawanie?

Trudno powiedzieć, bo to zależy, na jakich platformach dystrybucyjnych uda nam się umieścić te kanały. Myślę, że „dojście do cyfry” niebawem nabierze przyspieszenia, chociaż w tej chwili, przez perturbacje w KRRiT i z powstaniem Urzędu Komunikacji Elektronicznej, ów proces się na razie wydłużył.

Jak wyglądają polskie media publiczne na tle europejskich?

Struktura programowa jest stosownie rozwinięta. Polskie Radio z czterema programami ma strukturę zbliżoną do brytyjskiej (wyłączając kanały tematyczne), francuskiej czy do niemieckich rozgłośni landowych. Oczywiście ofertę programową można mnożyć przez tworzenie kanałów tematycznych, bardzo specjalistycznych. Jak mówiłem: mamy pomysły, które w ciągu kilku lat się wyklarują.

No, to Polskie Radio czekają zmiany. Na kim będziemy się wzorować: na Brytyjczykach, Francuzach?

Nie tylko. Warte uwagi są kraje skandynawskie, zwłaszcza Dania, która zrobiła ogromny postęp. Chodzi zwłaszcza o programy nadawane w systemie DAB (Digital Audio Broadcasting). Polska raczej wybierze system telewizji cyfrowej DVB, ale mówimy teraz tylko o radiu i telewizji naziemnej. Kanały tematyczne w pełni się rozwiną, jeśli będzie miejsce — a będzie na pewno — na kolejnych multipleksach — niezależnie od tego, jaki przyjmiemy system kompresji: MP4 czy MP2. Ani radio, ani telewizja w Polsce nie są teraz w stanie wyczerpać możliwości, które się przed nimi otworzą, kiedy multipleksy wystartują.

Jest takie automatyczne skojarzenie: utrzymywanie się z abonamentu to brak komercji, społeczna misja nadawcy. Czy określenie tego, co jest misją mediów publicznych, zmienia się wraz ze zmianą prezesa? W TVP doszło do zmiany szefa.

Pewnie zmiany będą — w takim sensie, że pojawią się nowe pozycje programowe. Ale nie sądzę, że ktoś całkowicie zakwestionuje misję, której wyrazem jest strategia przyjęta przez poprzedni zarząd. No, ale zobaczymy.

Fakt, przydałaby się jakaś w miarę spójna i maksymalnie jednoznaczna weryfikacja, co jest tą misją, jaki program ją realizuje, a jaki — nie. Bo tak naprawdę o misji mówi się dość ogólnikowo. Gdyby pojawiła się licencja programowa, szczegółowo mówiąca np. o strukturze gatunkowej dla poszczególnych kanałów, no, to może byłby to „probierz realizacji misji”. Coraz częściej na świecie w środowiskach naukowych i branżowych mówi się, by dążyć do „wskaźnikowania” wykonania misji.

A ta licencja na czym by polegała?

Na stworzeniu miar realizacji programów misyjnych. To byłby swego rodzaju audyt dotyczący programu.

Czy takie licencje gdzieś się sprawdziły?

W Wielkiej Brytanii, Francji czy Niemczech, choć inaczej się nazywają. Tam właśnie obowiązuje mechanizm, nazwijmy go audytem, który weryfikuje, czy założenia strategiczne albo operacyjne dana organizacja wykonała. I są instytucje zajmujące się podobnym pomiarem.

U nas wystarczy KRRiT. Komitet otrzymuje sprawozdania z wykonania czy z wydatkowania pieniędzy z abonamentu na poszczególne pozycje programowe.

Słowem: prezes TVP ma wpływ na misyjność telewizji?

Ma. Może nawet w ramach samoregulacji stworzyć taką instytucję czy licencją, nie czekając na KRRiT. Pytanie, czy chce.

A na co — pana zdaniem — postawi Bronisław Wildstein?

Sądzę, że będzie chciał trochę mniej pieniędzy przeznaczać na takie pozycje, które są powszechnie uznawane za komercyjne.

Czyli bardziej: misyjność?

Kiedyś ktoś mi powiedział, jak to jest ze sportem. Kiedy nasi wygrywają, to misja, a gdy przegrywają — to komercja w sporcie. Można powiedzieć, że serial nie pełni roli edukacyjnej, czyli misyjnej, ale to nieprawda. W każdym serialu zawarta jest pewna propaganda socjologiczna. Lansowane są wzory zachowania, wzory osobowe itd. Może w największym stopniu takim „wzorcotwórczym” serialem pozostaje w Polsce „Plebania”, a może „M jak miłość”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Konikowski, Katarzyna Dopieralska-Skowrońska

Polecane