Mity seksu idealnego

Zbigniew Lew-Starowicz
opublikowano: 26-03-2004, 00:00

Aktywność seksualna wiąże się z określonymi oczekiwaniami i dążeniem do doskonałości w sztuce miłosnej, poczucia zadowolenia z siebie w roli kochanka/kochanki. Jaki jest model idealnego seksu? Z badań wynika, że bardzo zróżnicowany u obu płci. Oto typowe przykłady:

Orgazm „pochwowy”. Orgazm osiągany przez kobietę podczas stosunku płciowego postrzegany jako optymalny. Orgazmy w kontaktach oralnych, przez pobudzenie łechtaczki nadal traktuje się jako „gorsze”. Mężczyźni mają obsesję na tym tle i dla nich orgazm partnerki w czasie stosunku to sprawdzian w roli kochanka. Wiele zmysłowych kobiet nie może się pogodzić, że nie mają orgazmu „pochwowego”. Pogoń za nim staje się obsesyjnym „dążeniem do doskonałości”.

Wspólne osiąganie orgazmu. Wiele par zamienia sztukę miłosną w eksperymentowanie, w uciążliwe treningi, ciężką pracę — byle dojść do tego ideału.

Mit „złotego wieku” (idzie o pobudliwość seksualną u mężczyzn). Badacze, oceniający jakość życia seksualnego mężczyzn leczonych lekami na zaburzenia erekcji, stwierdzili, że wielu pacjentów odzyskało zdolność odbywania stosunków, ale nie jest zadowolonych z rezultatów terapii. Kobiety zadowalało, że — pod wpływem leku — partner ma erekcję członka i współżycie seksualne jest satysfakcjonujące. Mężczyźni utożsamiali zaś leki z afrodyzjakami i oczekiwali, że erekcje będą takie, jak w młodości, zwiększy się pobudliwość seksualna i reagowanie podnieceniem na widok atrakcyjnej kobiety czy fantazjowanie o seksie. Dla nich seksualność z młodości uosabia „złoty wiek” seksu.

„Minimum pół godziny”. Wielu mężczyzn twierdzi, że mają przedwczesne wytryski — choć partnerki osiągają orgazm w czasie stosunku. Ideałem dla tych mężczyzn jest stosunek „minimum pół godziny”. Krótszy ich nie satysfakcjonuje. Zdarza się nawet, że partnerki proszą lekarza, by nie dawał partnerowi leków, „leczenie” traktują jako fanaberię. Najczęściej u podstaw stosunku „minimum pół godziny” leży mit, że kobiety tak naprawdę tego oczekują od mężczyzny, że to dowód sprawności seksualnej. Inni naczytali się o taoistycznej sztuce miłosnej, promującej model „tysiąca miłosnych pchnięć”. Poszukujący pomocy w sex shopach lub wyłudzający leki od lekarza na leczenie „przedwczesnego wytrysku” mogą doprowadzić do braku wytrysku, trudności z jego wywołaniem, bólu pochwy u partnerki, unikania przez nią męczącego współżycia.

Mit „złotego wieku”. W okresie „tańca godowego” i początku współżycia seksualnego wiele par przeżywa intensywne doznania seksualne, poznawanie „mapy ciała” kogoś innego. W miarę upływu lat namiętność się zmniejsza, częstość współżycia seksualnego staje się adekwatna do popędu, czasu, chęci i potrzeb. Wielu ekscytujący seks z początku związku traktuje jako atrakcyjny i idealny. Bywa, że w późniejszym wieku mężczyzna jest zaskoczony zaskakująco dużą potencją: z kochanką doświadcza tego, co w przeszłości... A kochanka, często znacznie młodsza, jest zaskoczona, iż starszy partner dysponuje takimi seksualnymi możliwościami. Ale nowy okres „tańca godowego” opiera się na sięganiu do „rezerw”; po ich wyczerpaniu wraca się do poziomu aktywności seksualnej, odpowiedniego do wieku mężczyzny. Ów powrót traktuje on z lękiem, jako wyraz „starzenia się”, rozczarowania partnerki. Ona może zaś ulec przekonaniu, że przestała mu się podobać, pociągać, że to z jej winy potencja partnera się zmniejszyła. A przecież „taniec godowy” nie trwa wiecznie. Temperament seksualny i siłę popędu partnerów można ocenić dopiero, gdy okres „godowy” przeobraża się w stabilizację i traci charakter odświętnego seksu.

Efekt Coolidge’a. Mężczyźni romansujący jednocześnie z kilkoma partnerkami i sprawni seksualnie w tych związkach żywią przekonanie, że mają dużą potencją seksualną. Po zmianie życia poligamicznego na monogamiczne są zaskoczeni, że ich potencja się zmniejszyła i nie współżyją już tak często. To zjawisko w seksuologii nazywano efektem Coolidge’a, od nazwiska prezydenta USA, który — po uwadze ze strony żony, obserwującej aktywność koguta z kurami — stwierdził, że kogut jest dlatego jurny, bo „ma seks” z wieloma, a nie jedną kurą. Intuicyjnie dochodzą do podobnego wniosku kobiety, których partnerzy — bez istotnej przyczyny — stają się aktywniejsi seksualnie w dotychczas stabilnym seksualnie związku. Podejrzewają: ma romans. Wielu mężczyzn „ilościowy seks” postrzega jak ideał.... Istnieją i inne ideały seksu — m.in. seks w tropikach (np. w czasie karnawału w Rio), wielkość członka, wielość stosunków, przeżywanie orgazmu przez kobietę (np. drapanie partnera czy gryzienie podczas szczytowania), próby wszelkich możliwych pozycji, doprowadzenie drugiej osoby do takiego zmęczenia seksem, że zaczyna chodzić na czworakach itd. Problem, że wiele z tych wyobrażeń opiera się na mitach, stereotypach, chciejstwie, niewiedzy...

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Zbigniew Lew-Starowicz

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu