MNI nie ma czasu do stracenia

Magdalena Wierzchowska
opublikowano: 25-11-2011, 00:00

Andrzej P. jest na wolności, ale jego spółka wciąż traci na wartości.

— 3 mln zł poręczenia wpłynęło do prokuratury — poinformował „PB” przed godziną 17:00 Tomasz Brzeziński, reprezentujący MNI w kontaktach z mediami. Prokuratura Apelacyjna w Katowicach czekała do godziny 18:00 na wpłaty za Gromosława C. i cztery inne osoby zatrzymane w związku z podejrzeniem o korupcję przy prywatyzacjach Stoenu i PLL LOT. Wśród nich znalazł się Andrzej P., prezes i akcjonariusz MNI, oraz Michał T., znany adwokat, szef rady nadzorczej MNI. Poręczenie, jakie miał wpłacić Andrzej P., było najwyższe (wynosiły one od 500 tys. zł do 3 mln zł). „Gazeta Wyborcza” poinformowała, powołując się na śledczych, że szef MNI był głównym rozgrywającym afery prywatyzacyjnej. Oskarżonym postawiono zarzuty: korupcji, prania pieniędzy, oszustwa i nadużycia zaufania w obrocie gospodarczym.

Szybki powrót

Rada nadzorcza MNI powierzyła pełnienie funkcji przewodniczącego rady Robertowi Gwiazdowskiemu, jednemu z jej członków. Tymczasowym prezesem jest Marek Południkiewicz, członek zarządu.

— Czekamy na prezesa i szefa rady. Rada nadzorcza podjęła decyzję o tymczasowym powołaniuna kilka dni prezesa i szefa rady, nie odwołując osób dotychczas piastujących te funkcje, by spółka mogła funkcjonować, a rynek nie popadł w jeszcze większą panikę — mówi Tomasz Brzeziński.

„Rada nadzorcza informuje inwestorów, że sprawy osobiste prezesa zarządu nie mają wpływu na prowadzenie bieżących spraw spółki” — napisało MNI w komunikacie giełdowym. Wymiernym efektem zatrzymania prezesa MNI był mocny spadek kursu akcji spółki — w ciągu dwóch dni o blisko 18 proc.

Trzeba działać szybko

To sprawa polityczna — mówili pytani przez nas analitycy giełdowi odmawiając komentarza. Zdaniem Piotra Janika z KBC Securities, aresztowanie prezesa nie powinno mieć wpływu na działalność operacyjną MNI.

— To wydarzenie może mieć wpływ na wizerunek samego prezesa MNI. Nie wydaje mi się, żeby negatywnie wpłynęło na działalność operacyjną spółki — mówi Piotr Janik.

Spece od wizerunku są innego zdania.

— Warren Buffett mawiał, że może sobie pozwolić na stratę dużych pieniędzy, ale ani krzty reputacji. Tak samo jest z osobami, które pracują w biznesie. Ludzie zaczynają patrzeć na danego człowieka podejrzliwie, nie chcą mieć z nim kontaktów, robić interesów. To oznacza wymierne straty. Problemem jest werdykt wydawany przez społeczeństwo w momencie zatrzymania. Ono jest sygnałem alarmowym, a dopiero wyrok sądu stwierdza, czy ktoś jest winny, czy niewinny. Często łatwo jest w ten sposób zniszczyć człowiekowi życie zawodowe i prywatne — mówi Jerzy Ciszewski, szef Ciszewski PR.

— Spółka powinna szybko i zdecydowanie działać. Niezależnie od tego, czy zarzuty się potwierdzą, odbiór jest negatywny i spowoduje pewną ostrożność rynku. Inwestorzy giełdowi już zareagowali. W średnim terminie mogą zareagować kontrahenci i dostawcy, w długim— klienci. Jeśli MNI pozwoli się zakorzenić tej informacji, klienci spółki będą mieli mniejszą ochotę na korzystanie z jej usług. Przed firmą stoi niełatwe zadanie zrobienia zdecydowanego dementi, które będzie odebrane pozytywnie, przekazu, któremu zaufają odbiorcy — mówi Paweł Trochimiuk, szef agencji PR Partner of Promotion.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Wierzchowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy