Mnichów recepty na rydze

Karol Jedliński
opublikowano: 18-01-2007, 00:00

Cicho, spokojnie, na wzgórzu nad Wisłą. Opactwo benedyktynów w Tyńcu. Po placu przemykają rozmodleni biznesmeni. W habitach.

Ot, przez tysiąc lat na ziemiach polskich z benedyktyńską cierpliwością zapracowali sobie na świetną markę. Od końca zeszłego roku zakonnicy z Tyńca zaczęli robić z niej użytek. W końcu reguła zakonu nie pozostawia złudzeń: mnisi mają własną pracą zapewnić sobie utrzymanie.

Skoro tak, to postawili w sklepach regały z sygnowanymi przez siebie produktami. Konfitura brzytewka, czyli wiśnie z rumem, sos szafarza ze śliwki i cebuli albo rydze w zalewie nowicjackiej. Nazwy chwytliwe, receptury — ciekawe. Wszystko w prostych słoiczkach, z pokrywką obleczoną w kawałek szarego płótna, z metką, na której opat klasztoru dziękuje i zapewnia o modlitwie. No i etykieta z logo: zakapturzony mnich siedzący nad rzeką, w tle klasztor na białych skałach. Już na pierwszy rzut oka widać — produkty benedyktyńskie.

Naturalna abstrakcja

Na dobry początek ponad pół setki rozmaitych specjałów, dostępnych głównie w sklepach Alma Market i w internecie. Kto spróbował, jest zachwycony. Nic dziwnego, w końcu nie znajdziemy tam żadnych konserwantów, syntetycznych dodatków czy barwników.

— Nie wystawialibyśmy na szwank własnego imienia. Dlatego odświeżamy wiekowe receptury, w których nie ma mowy o aromacie identycznym z naturalnym — zaznacza ojciec Zygmunt Galoch, odpowiedzialny w zakonie za ten projekt.

Cel mniszego biznesu jest jasny: zyski idą na utrzymanie wiekowego, pięknie położonego nad Wisłą klasztoru. Opat zgodził się więc, by utworzyć firmę Benedicite J.G., bo w wyniku historycznych zawieruch po dawnej potędze gospodarczej zakonników w Tyńcu pozostały tylko wspomnienia. Benedyktyni na pewno słyszeli o sukcesie cystersów ze Szczyrzyca, którzy — wspólnie z Browarem Belgia — produkują piwo Frater. Dlatego też i oni do swego biznesu też zaprzęgli specjalistów spoza klasztoru.

— Benedicite zatrudnia kilkanaście osób, głównie świeckich. Branża produktów łatwo zbywalnych to często dla duchownych abstrakcja — tak Piotr Fugiel, tyniecki parafianin, biznesmen i główny menedżer mniszego przedsięwzięcia, tłumaczy swe zaangażowanie w ten projekt.

 

Wyblakłe przymiotniki

Nie dla wszystkich mnichów wolny rynek to czarna magia. Ojciec Zygmunt Galoch jest w trakcie podyplomowych studiów menedżerskich na krakowskiej Akademii Ekonomicznej. Stronę kulinarną duchowny ma już w małym palcu, bo przez lata kierował klasztorną kuchnią. Opracował dużą część przepisów benedyktyńskich specjałów.

— Wspomagamy się też starymi przepisami, przeczesując polskie biblioteki, bo z naszej niewiele zostało — przyznaje benedyktyn.

Zaczęło się szukanie dawnej chwały i blasku. Opisywany na pierwszych stronach „Krzyżaków” podkrakowski ośrodek jawił się przecież setki lat temu jako „wspaniałe opactwo” z „bogactwem odwiecznym, nieprzebranym”, którego dochody „mogły budzić zazdrość nawet ówczesnych królów”. Potem nadeszły szwedzkie najazdy, lokalne wojenki i wojny narodowe. Sienkiewiczowskie przymiotniki wyblakły.

Nie na zawsze. Właśnie ruszył remont, a raczej finansowana z pieniędzy UE odbudowa — jak mówią zakonnicy — wielkiej ruiny, czyli dawnej biblioteki. Za kilkanaście miesięcy dziesiątki gości będzie mogło zamieszkać w wygodnych pokojach z widokiem na przełom Wisły.

 

Likierem i laserem

Kontynuacją dobrej passy mają stać się rosnące wyniki sprzedaży produktów benedyktyńskich, choćby syropu z jarzębiny. No i dalsze śmiałe plany. Niekoniecznie mocarstwowe, ale za to konkretne.

— Klasztory benedyktyńskie za granicą słyną ze świetnych wyrobów. Chcemy więc sprowadziać np. unikatowe włoskie kosmetyki z produktów pszczelich. A także likiery, w tym słynną ziołową benedyktynkę — zapewnia o. Zygmunt.

Właśnie m.in. na sukcesie rynkowym bractw na świecie tynieccy benedyktyni opierają swój optymizm. Od lat działa Monastic, czyli zrzeszenie handlowe ponad dwustu klasztorów, głównie z Francji. Na ich potrzeby uruchomiono sklep internetowy, oferujący nie tylko żywność czy dewocjonalia, lecz także rasowe psy, zabawki, instrumenty muzyczne, koronkową bieliznę czy kremy według XVII-wiecznych receptur. No i oczywiście limitowane serie piw albo wina. Patent mają też cystersi z amerykańskiego Spring Bank w Wisconsin, znani bardziej jako Laser Monks. Na sprzedaży części do drukarek zarabiają ponad milion dolarów rocznie. Zawojowali rynek mniejszymi kosztami pracy i rzetelną obsługą.

— Dla nas ważniejszy jest marketing i wyjątkowość produktów. Kierujemy je do zamożniejszych konsumentów — zaznacza Piotr Fugiel.

 

Siostry zmiękną

Co ciekawe, produkcja nie odbywa się w klasztornych murach. Bracia nie „zawijają w sreberka”. Powierzyli to małym, często rodzinnym firmom. One mają doświadczenie, pozwolenia i sprzęt. Ale też trudne zadanie: efekt końcowy ma być jak najbardziej „babciny”.

— Gotowanie, studzenie i tak przez kilka dni — opowiada Joanna Sławińska, właścicielka Wytwórni Towarów Niezwykłych, przygotowującej konfitury dla benedyktynów.

Andrzej Płonka, szef Tłoczni Soków Owocowych TeSo, której napoje trafiają do sklepów jako „soki klasztorne”, dodaje:

— Wyciskamy świeże owoce przez wiklinową prasę, nie dodajemy żadnych koncentratów owocowych.

Niebawem biznesmeni w habitach chcą zlecać produkcję także klasztorom, tym o ostrzejszej regule, a borykającym się z problemami finansowymi. Piotr Fugiel uparcie „zmiękcza” siostry niepokalanki z Nowego Sącza, by podzieliły się ze świeckimi swoimi — wybornymi ponoć — ciastkami.

Jak się uda, pozostanie jeszcze wybór niebanalnej nazwy. Może: brukowce trzeci raz odbijane albo pierniki kardynalskie?

Wieczna odbudowa

Według tradycji, pierwsi benedyktyni w Tyńcu pojawili się w 1044 r. Klasztor miał ufundować Kazimierz Odnowiciel. Pierwszy opat, Aron, zostaje biskupem krakowskim. W XIV wieku przez opactwo przewija się pierwsza z kilku niszczycielskich fal. Wpierw mszczą się zwolennicy czeskiego Przemyślida, za poparcie udzielone przez braci jego rywalowi do polskiego tronu, czyli ks. Łokietkowki. Potem są m.in. najazdy tatarskie i oblężenie wojsk rosyjskich podczas konfederacji barskiej. Odbudowy zniszczeń oznaczają rozbudowę zabudowań klasztornych i zmiany w wystroju kościoła — od bazyliki romańskiej, przez kościół gotycki, po barok. W 1816 r. władze austriackie kasują opactwo. Mnisi wracają do niego dopiero w 1939 r. Dziś w Tyńcu urzęduje 40 braci i... 10 krów.

Polecam konfiturę przedsoborową...czyli owoce leśne z żubrówką. Po umyciu i wydrylowaniu owoców (jagody, jeżyny i śliwki) zasypać je cukrem i odstawić na noc. Smażyć i studzić przez 3 dni, dodając cukru żelującego. Ostatni etap to „chrzczenie”, czyli zaprawienie konfitur żubrówką do smaku. Na benedyktyński sposób powinno być jej nie więcej niż 1 proc.

Strawa nieduchowa. W skład włości Benedicite J.G. wchodzi także kawiarnia i restauracja w klasztorze. Ta druga chwalona jest szczególnie za smakowite dania z dziczyzny. Żelazną pozycją w karcie jest więc stek przeora z dzika w sosie borowikowym (65 zł) czy filet siostry Salomei z kaczki na sosie kurkowym z kluskami zakonnymi i marchewką glazurowaną (42 zł).

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane