Czytasz dzięki

Mniejsza niepewność prognoz dla Polski

  • Ignacy Morawski
opublikowano: 12-10-2020, 22:00

Oczekiwania ekonomistów dotyczące wzrostu gospodarczego Polski w tym roku i kolejnych latach wyraźnie się poprawiły latem.

To się jeszcze może zmienić jesienią i zimą, więc nie przywiązywałbym wagi do tych rewizji. Zwróciłbym uwagę na inne ważne zjawisko — spadek niepewności dotyczącej prognoz. W pierwszej połowie roku niepewność ta wzrosła do niewidzianych wcześniej poziomów, ponieważ ekonomiści nie byli przekonani, jakie długookresowe efekty przyniesie kryzys epidemiczny. Pod koniec września ta niepewność się obniżyła— kryzysowa bestia jest już bardziej zrozumiała.

Obecnie mediana prognoz ekonomistów wskazuje na spadek PKB o 3,1 proc. w całym 2020 r. oraz wzrost o 4,2 proc. w całym 2021 r. To są prognozy z wrześniowej Ankiety Makroekonomicznej NBP, która była realizowana w ostatnich dniach minionego kwartału. W porównaniu z prognozami z czerwca mediana na 2020 r. poprawiła się o 0,7 pkt proc., a na 2021 r. — o 0,3 pkt proc. Tu jednak mogą wystąpić jeszcze istotne zmiany, ponieważ poważna fala epidemii w Polsce, wywołująca konieczność zwiększenia restrykcji społecznych, zaczęła się dopiero w drugim tygodniu października. Prognozy mogą więc jeszcze falować.

Warto spojrzeć nie tylko na prognozy punktowe, ale na ich rozpiętość, która wskazuje na zasięg najbardziej możliwych scenariuszy. I to nie w krótkim okresie, ale w długim — ośmiu kwartałów. Te prognozy są zwykle bardziej odporne na bieżące zaburzenia, ponieważ zwykle wstrząsy gospodarcze nie trwają dłużej niż kilka kwartałów.

Na początku kryzysu epidemicznego — w marcu — rozpiętość prognoz PKB w horyzoncie ośmiu kwartałów wynosiła 1,2-3,9 proc. To oznacza, że przeciętnie ekonomiści oczekiwali, że wzrost gospodarczy za osiem kwartałów zmieści się z 50-procentowym prawdopodobieństwem w takim właśnie przedziale. Skala niepewności wynosiła więc 2,7 pkt proc. (to różnica między górną i dolną granicą przedziału) — najwięcej od początku badania. Nic dziwnego, bo w marcu epidemia była szokiem i zjawiskiem o trudnych do zrozumienia konsekwencjach. Jak widać na wykresie, w marcu niepewność mierzona rozpiętością przedziału prognoz była dwukrotnie większa niż w normalnych czasach.

Już we wrześniu skala niepewności spadła do 2,1 pkt proc., czyli była ok. połowę wyższa niż w normalnych czasach. Rozpiętość prognoz PKB w horyzoncie ośmiu kwartałów wynosi teraz 2,5-4,6 proc.

Tym liczbom warto nadać jakiś sens, bo suche są trudne do interpretacji. Sądzę, że powoli narasta przekonanie, że w ciągu roku epidemię da się pokonać poprzez miks skuteczności we wprowadzaniu nowych reżimów sanitarnych oraz rozwoju szczepionek. Mniejsze są obawy, że wzrost gospodarczy będzie trwale niski. Widać raczej rosnące nadzieje na szybkie nadrabianie strat po kryzysie, bo górna granica przedziału jest najwyższa od początku badań.

Oczywiście ta długookresowa poprawa nie jest przesądzona — na prognozy warto patrzeć nie jak na magiczną kulę, ale raczej odzwierciedlenie bieżących oczekiwań. Są one przydatne przy kreśleniu najbardziej prawdopodobnych scenariuszy przez firmy i instytucje. Jakieś założenia zawsze przecież trzeba mieć. Mimo uciążliwości obecnej fali epidemicznej założenie o trwałej poprawie w perspektywie roku do dwóch lat wydaje się jak najbardziej racjonalne w tym momencie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: IGNACY MORAWSKI, główny ekonomista „Pulsu Biznesu”

Polecane