Mocno ich związały makaronowe nitki

Mariusz Mucha
10-01-2007, 00:00

— Odnieśliśmy sukces — orzekli zgodnie trzej prezesi Asa-Babuni, gdy ujrzeli w sklepie makarony łudząco podobne do tych, jakie robią od 10 lat.

Skąd to zadowolenie?

— Nie podrabia się rubli, tylko dolary — przekonują prezesi.

Edward Piątek, jego brat Zbigniew i Witold Kondracki dodają jednak, że sukces sukcesem, a o swoje dbać trzeba. W 2004 r. postanowili więc zastrzec znak towarowy.

— W Polsce na patent czeka się nawet pięć lat. O charakterystyczne ® przy logo firmy wystaraliśmy się w unijnym Urzędzie Harmonizacji Rynku Wewnętrznego w Alicante. Od 2005 r. nasz znak jest zastrzeżony w całej Unii — chwali się Edward Piątek.

Przy trójkątnym stole

Kiedy w 1992 r. zaczynali biznes, o żadnym ® nie myśleli. O produkcji makaronów też zresztą nie. Poznali się na studiach (Edward jest prawnikiem, Witold ekonomistą, a Zbigniew po AWF) i, jak mówią, niejedno w studenckich czasach razem przeżyli.

— Mieliśmy do siebie pełne zaufanie, lubiliśmy się, więc postanowiliśmy wspólnie zarabiać — wraca do początków Zbigniew Piątek.

Do dzisiaj wspólnicy siedzą razem w niezbyt dużym gabinecie, a decyzje podejmują przy wspólnym trójkątnym stole.

— Po tylu latach wciąż możemy na siebie patrzeć. Różnice zdań jednak bywają, i to dość często. Ale od czego jest rozmowa, choć bywa, że całkiem głośna — prezesi nie chcą, by ich wizerunek był zbyt sielankowy.

Sklepy osiedlowe As, które założyli 14 lat temu, okazały się strzałem w dziesiątkę. Po kilku latach chcieli jednak spróbować czegoś jeszcze. Na pomysł produkcji makaronu wpadli dzięki wspólnej pasji, jaką jest podróżowanie. Podczas zagranicznych wojaży podejrzeli zwyczaje kulinarne sąsiadów ze Wschodu i Zachodu. I tu, i tam makarony były o niebo popularniejsze niż w Polsce.

— Tyle że nie takie, jakie oferowały wtedy Państwowe Zakłady Zbożowe. Postanowiliśmy produkować makarony, które będą przypominały te wyrabiane przez nasze mamy i babcie — mówi Edward Piątek, zdradzając przy okazji pochodzenie nazwy firmy.

Do już istniejącego Asa dodali Babunię, która miała przekonać klientów o domowej proweniencji ich makaronów. Od tych z PZZ różnił je sposób wyrabiania i skład. W skrócie: państwowi wytwórcy robili makaron w automatach, nie walcując ciasta, As-Babuni zaś ciasto wielokrotnie walcował, dodając świeże jaja, co powodowało, że makaron po ugotowaniu zwiększał powierzchnię o 100 proc.

Wiatr w żagle

Produkcja ruszyła na przełomie lat 1995-96. Ze zbytem nie było kłopotów — makaron jajeczny As-Babuni nabywały i okoliczne hurtownie, i kupcy zza wschodniej granicy. Dwunastoosobowa załoga w pomieszczeniach wynajętych w podlubelskim Ciecierzynie miała co robić.

— Klientom nie przeszkadzała siermiężność opakowań i niemal całkowity brak reklamy i marketingu. Wschód nie patrzył też zbyt uważnie na jakość — wzdycha prezes Kondracki, bo eldorado nie trwało zbyt długo.

Zmiana przepisów celnych praktycznie wyeliminowała firmę ze wschodniego rynku, a polski klient stał się bardziej wymagający. Trzeba było zdecydować, co dalej.

— Postawiliśmy na jakość przy zachowaniu rozsądnej ceny. W 1999 r. wzięliśmy spory kredyt w banku — mówi Witold Kondracki.

Kupili budynki po magazynie zbóż w odległych o parę kilometrów od poprzedniej siedziby Niemcach. Nowoczesną linię produkcyjną zamontowali im Włosi. W 2000 r. nastąpiła wielka przeprowadzka.

— To ważna data w historii naszej firmy. Na swoim dostaliśmy wiatru w żagle — podkreślają wspólnicy.

Makaron graham

Rolę wiatru odegrały w dużej mierze programy Phare. Od 2003 do 2006 r. As-Babuni zrealizował pięć projektów o łącznej wartości 3,5 mln zł. Pieniądze poszły w większości na unowocześnienie parku maszynowego. Dzięki temu firma wciąż rozszerzała ofertę: do makaronów doszły kasze i karma dla psów w formie klusek.

— Kiedy spłacaliśmy kolejny kredyt, kończyliśmy następną inwestycję, przez chwilę byliśmy z siebie zadowoleni. Potem pojawiał się niedosyt: a może by tak... — opowiada Edward Piątek.

I tak As-Babuni wybudował nową halę produkcyjną i wziął się do budowy domów. Postawił blok z 42 mieszkaniami.

— Chcieliśmy sprawdzić się w roli deweloperów — tłumaczą prezesi.

Bardziej jednak odpowiada im wyrabianie makaronów. Uważają, że są w tym dobrzy, a chcą być jeszcze lepsi. Ostatnia ich nowość to makaron typu graham. Skąd pomysł?

— Obserwujemy, porównujemy, smakujemy. Przy półkach z makaronem w supermarketach na zachodzie Europy spędzamy więcej czasu niż nasze żony w stoiskach kosmetycznych — zdradza Edward Piątek.

Firma sprzedaje swoje wyroby w całej Polsce. Współpracuje z blisko 150 hurtowniami spożywczymi i z największymi sieciami handlowymi. Eksportuje też do USA, Kanady, Wielkiej Brytanii, Niemiec i krajów Europy Wschodniej.

To idzie młodość

As-Babuni jest laureatem m.in. konkursów Najlepsze Przedsiębiorstwo Prywatne Lubelszczyzny 2002, Polski Producent Żywności 2004 i Produkt Żywnościowy Lubelszczyzny 2005. A co prezesi planują?

— Małymi kroczkami, ale cały czas do przodu — mówią.

Chcą też dać szansę młodszym.

— Choć jesteśmy młodymi panami po pięćdziesiątce, w pracy pomagają nam już synowie. To do nich należy przyszłość — przekonują wspólnicy Asa-Babuni.

Zmianę najbardziej odczuła babcia z logo firmy. Zmieniła się we wnuczkę dzierlatkę.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mariusz Mucha

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / Mocno ich związały makaronowe nitki