Monnari ma apetyt na Rosję

  • Anna Pronińska
opublikowano: 27-02-2013, 00:00

Odzieżowa spółka chce wrócić na wschodni rynek, choć raz już się sparzyła.

Rosyjski rynek wciąż przyciąga polskie firmy odzieżowe i obuwnicze. Okazuje się, że nie tylko największe, jak LPP czy CCC. Szans na nim upatruje m.in. Monnari Trade. Niewykluczone, że pierwszy sklep otworzy jeszcze w tym roku.

— Wstępnie rozmawiamy o wejściu do Rosji. Decyzja, kiedy i gdzie pojawi się pierwszy sklep, zależy od franczyzowego partnera. Na początku skala działalności nie będzie znacząco rzutować na sprzedaż — mówi Mirosław Misztal, prezes Monnari.

Przed laty odzieżowa firma miała sklepy partnerskie nie tylko w Rosji, ale także w Niemczech.

— Przez spowolnienie gospodarcze nie mogliśmy utrzymać placówek. Te doświadczenia dały nam dużo do myślenia — przyznaje prezes. Na razie nie ma w planach wejścia na inne rynki.

— Spółki zwykle obierają kierunek zagraniczny, gdy rynek jest dla nich za ciasny i nasycony marką. Rosja jest oczywiście duża i atrakcyjna, ale wiąże się z ryzykiem. Takie projekty wymagają dużego zaangażowania operacyjnego. Nie wiem, czy Monnari jest już na tym etapie rozwoju. Dopiero co było na krawędzi upadłości. Będąc wciąż słabe i balansujące na poziomie rentowności, może być mniej wiarygodne dla partnerów — mówi Kamil Szlaga, analityk KBC Securities.

Wczoraj Monnari podało wyniki za cztery kwartały 2012 r. Przychody wyniosły 131 mln zł (plus 18,5 proc. r/r), a zysk netto sięgnął 8,2 mln zł wobec prawie 5 mln zł straty przed rokiem.

— Spółka dopiero zaczęła zarabiać. Powinna się skoncentrować na poprawie zwyżek w Polsce, tym bardziej że Monnari ma lojalną klientelę. Ma jeszcze wiele do zrobienia w kraju — uważa Kamil Szlaga. Firma ma w Polsce ponad 100 salonów. W marcu otworzy dwa, a w następnych kwartałach — pięć. Liczy na kolejny wzrostowy rok.

— Zakładam, że poprawimy sprzedaż, mimo że mówi się o spadku całego rynku w tym roku. Poradzą sobie silne marki z ugruntowaną pozycją — uważa prezes Monnari. Zgodnie z planem spółka spłaca zadłużenie.

— Pozostał nam jeden wierzyciel — PKO BP. Do końca roku spłacimy go — mówi Mirosław Misztal.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Pronińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy