Monnari: nasz układ nie jest zagrożony

Katarzyna Sadowska
opublikowano: 05-03-2010, 00:00

Były prezes zapewnia, że rezygnacja nie zniweczy planów spółki, choć to jego nazwisko zapewniło poparcie banków.

Prezes Grzegorz Winogradski odszedł — jak twierdzi — ze względów osobistych

Były prezes zapewnia, że rezygnacja nie zniweczy planów spółki, choć to jego nazwisko zapewniło poparcie banków.

Rynek zelektryzowała wczoraj informacja o rezygnacji Grzegorza Winogradskiego ze stanowiska prezesa Monnari. Kurs spółki spadł o 5,71 proc. Drobni gracze upatrują w dymisji zagrożenia dla możliwości zawarcia przez spółkę układu z wierzycielami. Układu — jak pisaliśmy na łamach "PB" — trudnego, bo zakładającego aż 65-procentową redukcję długu i zamianę reszty na akcje.

Będzie dobrze…

— Nie chcę, by rynek odebrał moja decyzję, jako trzęsienie ziemi w Monnari, jako sygnału, że dzieje się coś niepokojącego. Moja rezygnacja podyktowana jest względami osobistymi. Muszę przebywać w Krakowie i z tego powodu fizycznie nie mogę poświęcić się pracy dla spółki — tłumaczy Grzegorz Winogradski.

W podobnym tonie wypowiada się Mirosław Misztal, wiceprezes i jeden z głównych akcjonariuszy spółki (oprócz rodziny Banasiaków).

— Absolutnie nie jest to żadne zagrożenie dla możliwości realizacji układu. Przez tych kilka tygodni wykonaliśmy z panem Winogradskim ogromną pracę dla spółki, której efektem była zmiana formy upadłości na układową. Teraz konsekwentnie będziemy wykonywać dalsze kroki — mówi Mirosław Misztal.

— To był bardzo trudny czas dla Monnari, ale wydaje mi się, że udało nam się skierować spółkę na właściwe tory. Osiągnęliśmy w naszych działaniach masę krytyczną i jestem przekonany, że sprawy będą szły w dobrą stronę — wtóruje Grzegorz Winogradski.

…gdy Banasiak się oddali...

Dokumenty sądowe wskazują jednak na to, że zdaniem banków wierzycieli osoba Grzegorza Winogradskiego zwiększała szanse na układ. Potwierdził to swoją decyzją sam sąd, pozostawiając w spółce tzw. zarząd własny.

— Sądzę, że w ciągu 1,5-2 miesięcy zamkniemy listę wierzycieli. Nasi partnerzy wykazują dużą dozę zrozumienia i chęć współpracy, by wyprowadzić Monnari na prostą. Myślę, że w ciągu 10 dni podjęta zostanie też decyzja o uzupełnieniu składu zarządu — mówi Mirosław Misztal.

Kto wejdzie w jego skład, nie wiadomo. Kluczową kwestią dla losów spółki może się okazać utrzymanie rodziny Banasiaków z dala od zarządzania Monnari. Grzegorz Pawlak, do niedawna syndyk, a dziś nadzorca sądowy firmy skarżył się sądowi, że zarząd, kierowany jeszcze przez Marka Banasiaka nie konsultował z nim wszystkich decyzji przekraczających tzw. zwykły zarząd, a wiele płatności było wykonywanych bez jego zgody.

…bo wcześniej namieszał

"Przede wszystkim należy wskazać na rażące naruszenia powyższego, jakim było dokonanie płatności na rzecz firmy EGO Anna Banasiak czy wypłacenie wynagrodzenia przed terminem prezesowi zarządu panu Markowi Banasiakowi, pani Annie Banasiak i panu Rafałowi Rychlewskiemu" — czytamy w dokumentach sądowych.

Nadzorca wskazywał też, że poprzedni zarząd Monnari nie archiwizował profesjonalnie dokumentów spółki, co utrudni "wyjaśnienie kwestii wielu błędnie podjętych wydatków i decyzji". Zdaniem Grzegorza Pawlaka, firma popadła w kłopoty z powodu "przeinwestowania i samodzielnych decyzji" Marka Banasiaka. Wcześniej pisaliśmy w "PB" m.in. o kontrowersyjnych transakcjach z podmiotami powiązanymi i zakupach drogich aut. Przypominaliśmy też los poprzedniego "dziecka" Marka Banasiaka — firmy As-Line Venture. Upadła, pozostawiając wielu wierzycieli niezaspokojonych. Najbliższe miesiące pokażą, czy Monnari uniknie jej losu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Sadowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy