Monti: kraje spoza strefy euro mogą być w Europie pierwszej prędkości

DI, PAP
opublikowano: 14-11-2011, 18:54

Desygnowany na premiera Włoch Mario Monti mówiąc niedawno o grożących UE podziałach sugerował, że pewne kraje poza strefą euro, jak Polska, mogą być tą Europą, która popędzi z większą prędkością dzięki międzynarodowej konkurencyjności ich gospodarek.

"Mamy ryzyko Europy dwóch prędkości, gdzie kraje poza strefą euro będą w Europie pierwszej prędkości, zwłaszcza w kontekście międzynarodowej konkurencyjności" - mówił Mario Monti, przewrotnie odnosząc się do tematu zacieśniania integracji strefy euro i ryzyka powstania Europy dwóch prędkości w UE.

Zobacz więcej

Mario Monti, desygnowany na premiera Włoch (fot. Bloomberg)

Monti, jeden z najbardziej znanych europejskich ekonomistów i wielki zwolennik wzmacniania wspólnego rynku jako lokomotywy wzrostu i zatrudnienia UE, był obok przewodniczącego Komisji Europejskiej Jose Barroso i ministra finansów Jacka Rostowskiego jednym z głównych mówców debaty zorganizowanej w ubiegłym miesiącu przez prestiżowy think tank "Friends of Europe" na temat stanu Europy.

"Gdy się popatrzy na podejście państw UE do rynku wewnętrznego, konkurencyjności, otwartości, reform strukturalnych, to widać, że w najmniejszym stopniu zaangażowana jest w to większość krajów ze strefy euro, a w największym - te, które są poza strefą euro" - powiedział Monti. Jako pozytywne przykłady wymienił m.in. Polskę i Wielką Brytanię. Starym krajom eurolandu, z wyjątkiem - jak podkreślił - Niemiec, wytykał natomiast podejście "korporacyjne" i "wspieranie narodowych gigantów".

Monti wskazał też, że jeśli dojdzie do zmiany traktatu UE, to powinno to być okazją do wzmocnienia kompetencji KE w rynku wewnętrznym.

Monti, któremu w niedzielę powierzono misję wyprowadzenia Włoch z kryzysu nadmiernego długu, miesiąc temu wyrażał nadzieję, że z kryzysu będzie wynikać przynajmniej jeden dobry efekt: "Ludzie zrozumieją, że na tym etapie europejskiej konstrukcji potrzebujemy większego, a nie mniejszego poziomu integracji".

Wówczas, jeszcze tylko jako ekonomista, a nie przyszły premier, bez entuzjazmu odnosił się jednak do pomysłu zmiany traktatu UE, na którą naciskają Niemcy, by wzmocnić dyscyplinę finansów publicznych, zwłaszcza w eurolandzie. "Zgadzam się z tymi, którzy twierdzą, że na razie to niewskazane w programie politycznym" - powiedział. Ale zastrzegł, że jeśli w przyszłości ma do tego dojść, to już teraz trzeba ustalić nowe zasady ratyfikacji traktatu, tak by jeden czy dwa kraje nie mogły zablokować zmiany w całej UE. Teraz do zmiany traktatu UE niezbędna jest jednomyślność wszystkich 27 rządów i ratyfikacja we wszystkich krajach.

"Powinien być dodatkowy artykuł mówiący, że każdy z przywódców zobowiązuje się, że jeśli traktat nie jest ratyfikowany przez jego parlament bądź naród, to oczywiście musi być to uszanowane, ale wtedy - najpóźniej w ciągu sześciu miesięcy - musi być odpowiedź na pytanie: czy zgadzamy się na zmianę, a jeśli nie, to czy pozwalamy innym iść dalej. To jedyny produktywny sposób myślenia i prac nad zmianą traktatu" - wskazał Monti.

Nie szczędził też krytyki największym krajom eurolandu: Niemcom, Francji i Włochom. "Te kraje, które dziś czują się oszukiwane przez inne (to aluzja do rzekomych oszustw Grecji), odegrały bardzo ważną rolę w ustanowieniu mechanizmu oszukiwania" - powiedział. Przypomniał, że w 2003 roku, za włoskiej prezydencji w UE, kraje odrzuciły rekomendacje KE ws. nadmiernego deficytu Niemiec i Francji i - by uniknąć reprymendy i ewentualnej kary - doprowadziły do osłabienia Paktu Stabilności i Wzrostu, który ma za zadanie trzymać w ryzach finanse publiczne. "To był ten pierwszy bardzo ważny moment załamania zaufania i wiarygodności paktu stabilności" - powiedział Monti.

Przywiązanie Montiego do rynku wewnętrznego jest dobrze znane w Brukseli. Zanim został komisarzem ds. konkurencji w latach 1999-2004, był komisarzem ds. rynku wewnętrznego w latach 1995-99. Obroną unijnych zasad przed protekcjonizmem krajów członkowskich zaskarbił sobie wówczas miano "super-Monti".

W maju 2010 roku na zamówienie Barroso przygotował raport o tym, co trzeba zrobić, aby dokończyć budowę wspólnego unijnego rynku, czyli liczącej 500 mln obywateli wspólnej przestrzeni przepływu dóbr, kapitałów, osób i usług, w której nie zlikwidowano jeszcze wszystkich barier. "Odkryłem w nowych krajach potencjalne olbrzymie poparcie polityczne dla jeszcze większego rozwoju jednolitego rynku: te państwa mają apetyt na wzrost, apetyt na konkurencyjność" - mówił były komisarz, prezentując swój raport.

W zamian za ustępstwa ze strony starych, przywiązanych do modelu socjalnego bogatszych krajów UE i ich zgodę na więcej konkurencji i szybsze wdrażanie zasad wspólnego rynku Monti od nowych członków domagał się w raporcie zgody na koordynację podatkową.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: DI, PAP

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Monti: kraje spoza strefy euro mogą być w Europie pierwszej prędkości