Morawiecki: rząd przyciągnął 35-40 tys. miejsc pracy

PA P
14-03-2017, 17:37

Od czasu referendum ws. opuszczenia UE przez Wielką Brytanię rząd przyciągnął do Polski 35-40 tys. miejsc pracy, a chęć do emigracji jest najniższa w historii - mówił we wtorek wicepremier Mateusz Morawiecki. Podkreślił, że firmy z Londynu coraz liczniej pojawiają się w Polsce.

"W czerwcu zeszłego roku był Brexit i też było wiele powątpiewań, czy my będziemy w stanie skłonić pewnych inwestorów do zainwestowania. Dzisiaj mogę powiedzieć, że po moich sześciu czy siedmiu wyjazdach do Londynu i kilku moich kolegów z rządu, że osiągnęliśmy ogromny sukces. Przyciągnęliśmy 35-40 tys. miejsc pracy do wielu miast" - powiedział wicepremier, minister rozwoju i finansów.

Zobacz więcej

Mateusz Morawiecki fot. Marek Wiśniewski

Dodał, że są to zaawansowane miejsca pracy, to nie są już proste funkcje do wykonywania przez polskich pracowników. Powiedział, że obecnie są to takie zadania jak: zarządzanie projektami, zarządzanie danymi, zarządzanie ryzykiem czy zarządzanie globalnym łańcuchem dostaw.

"W czasach naszych poprzedników symbolicznie ludzie się niestety pakowali w walizki i 2-3 mln ludzi wyjechało do Londynu. My pracę z Londynu przyciągamy nad Wisłę, tak żeby ludzie mogli tutaj zostać i nasze programy przyczyniają się do tego, że skłonność do emigracji jest najniższa w historii" - powiedział wicepremier.

Odpowiadając, na pytanie o sposób przyciągania do Polski Polaków żyjących w Wielkiej Brytanii, Morawiecki wskazał, że prowadzi rozmowy o nowych inwestycjach, także w mniejszych miastach, które pozwolą m.in. znalezienie pracy blisko miejsca zamieszkania.

Podkreślił, że rządowi zależy, by rozwój był równomierny i nie koncentrował się tylko na dużych ośrodkach miejskich. "Dlatego Rolls-Royce przychodzi do Ropczyc, a Mercedes przychodzi do Jawora. To są wyraźne dowody na to też, że staramy się robić wszystko, żeby te ulgi, żeby zachęty, wykwalifikowani pracownicy byli dostępni w tych miejscach Polski, czasami powiatowej, tej Polski trochę zaniedbanej" - zaznaczył.

"Po stronie rządu mamy wiele wysiłków o charakterze tworzenia miejsc pracy tutaj w Polsce. I za dwa tygodnie będę w Krakowie, gdzie firma ABB, jedna z najwyżej zaawansowanych firm, będzie tworzyć 2 tys. nowych miejsc pracy. Bardzo wysoko wykwalifikowani ludzie będą tam zatrudniani" - mówił.

"Takich przykładów mamy już kilkadziesiąt: z Londynu HSBC, Credit Suisse, UBS, Citi, wiele banków, które przenoszą tutaj kolejne funkcje. Część z nich już tutaj była, niektóre z tych, które wymieniłem były tylko w niewielkim stopniu i to nasze działania powodują, że te instytucje zwiększają swoją obecność lub w ogóle się pojawiają" - podkreślił.

Według niego kolejnym przykładem firm inwestujących w Polskę jest drugi na świecie producent silników samolotowych Rolls-Royce. Poinformował też, że w poniedziałek spotka się z inwestorami z sektora finansowego, niefinansowego, będzie też rozmawiał z przedstawicielami Rolls-Royce'a.

Do sytuacji po Brexicie odniosła się również premier Beata Szydło. Jak podkreśliła, jednym z warunków negocjacyjnych Polski jest ochrona praw nabytych przez obywateli państw Unii Europejskiej, którzy w tej chwili mieszkają i pracują w Wielkiej Brytanii. Wskazała, że taki postulat wysuwa nie tylko Warszawa.

Szefowa rządu przekazała, że najbliższy szczyt UE będzie poświęcony przygotowaniom do negocjacji ws. Brexitu, a jednym z najpoważniejszych jego tematów będzie kwestia praw nabytych.

Na pytanie, jak zabezpieczyć interesy Polaków na Wyspach po Brexicie, premier odpowiedziała, że o konkretach "będziemy rozmawiać na szczycie". Polska przedstawi tam swoje propozycje.

"To praca zespołowa. Rzecz polega na tym, żeby 27 premierów potrafiło w tej chwili przygotować się do tych negocjacji w taki sposób, abyśmy praw obywateli UE bronili. I postawili Wielkiej Brytanii te warunki, które z punktu widzenia obywateli UE są jak najkorzystniejsze. W tym również prawa nabyte obywateli mieszkających i pracujących w Wielkiej Brytanii" - podkreśliła Szydło.

Dodała, że brytyjska premier Theresa May też ma wielkie zmartwienie, bo "przecież jej również zależy na tym, by obywatele brytyjscy, którzy pracują w państwach UE i tutaj mieszkają, mieli również zachowane przywileje i prawa, które nabyli".

"Jeżeli nie ma współpracy i nie ma zasady wzajemności, to te negocjacje będą bardzo trudne" - oceniła premier Szydło. I dodała: "Zaczekajmy, bo to jest dopiero pierwszy, wstępny etap negocjacji. Bardzo ważne jest to, (...) żebyśmy tutaj stanowili jedność".

Zaznaczyła, że ktoś kieruje pracami Rady Europejskiej, ktoś układa agendę i myśli, nad tym, jak to skutecznie przeprowadzić. "Myślę, że to jest też dobry moment i sprawdzian do tego, czy przewodniczący Rady Europejskiej jest w stanie skutecznie takie negocjacje prowadzić" - zakończyła.

Brexit zapoczątkowało referendum w Wielkiej Brytanii z czerwca 2016 roku o jej wystąpieniu z Unii Europejskiej. 51,89 proc. Brytyjczyków opowiedziało się za opuszczeniem UE.

We wtorek szefowa rządu w Londynie Theresa May zapowiedziała, że pod koniec marca powiadomi brytyjski parlament o tym, kiedy uruchomiła art. 50 Traktatu Lizbońskiego w sprawie formalnego rozpoczęcia procesu wychodzenia jej kraju z Unii Europejskiej. 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: PA P

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu