Może i dobry fachowiec, tyle tylko, że nie nasz

Kazimierz Krupa
09-03-2005, 00:00

Niezależnie od tego, kiedy ten rząd dokona swojego politycznego żywota, a wraz z nim Jacek Socha, minister skarbu na zakończenie będzie mógł z czystym sumieniem powiedzieć: wykonałem kawał dobrej, rzetelnej... nikomu absolutnie niepotrzebnej roboty. To znaczy: to, co zostało przez niego sprywatyzowane, sprywatyzowane zostanie — zapewne nikt nie będzie chciał zawracać Wisły kijem. Rzetelna, ale nikomu absolutnie niepotrzebna robota dotyczy spółek przygotowywanych do prywatyzacji i znajdujących się na różnym etapie tej drogi. Minister Socha, z pewnością, przywrócił właściwe znaczenie słowu prywatyzacja, a prywatyzacja poprzez upublicznienie, poprzez giełdę w szczególności.

Przyszło mu działać bez przyzwolenia Sejmu, co najwyżej przy milczącej, niemej akceptacji parlamentu. Korzystając z niej, dokonał wielkiej prywatyzacji PKO BP, biorąc na siebie ogromną odpowiedzialność za powodzenie tej operacji, i przygotował kilka kolejnych spółek do wprowadzenia na rynek publiczny. Spadek ten, który pozostawi swojemu następcy (ktokolwiek by nim był, bo w tej chwili nie sposób tego przewidzieć), jak łatwo przewidzieć, z przekonaniem graniczącym z pewnością, zostanie... zmarnowany. Zgodnie bowiem z niepisaną świecką tradycją ostatnich lat (jeszcze nie zdarzyło się inaczej) nowy, wyłoniony po wyborach rząd, zacznie wszystko od... początku. Bo do zasady: po nas choćby potop, doszła nowa: przed nami był tylko chaos.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kazimierz Krupa

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Może i dobry fachowiec, tyle tylko, że nie nasz