Może warto ponieść koszty utraconych korzyści?

Katarzyna Płaczek
opublikowano: 15-05-2006, 00:00

Polski rynek jest silny, ale powoli staje się to utrapieniem inwestorów. Takiej mobilizacji byków jak ostatnio, nikt się nie spodziewał i jakkolwiek by na to patrzeć, sygnały korekty stają się coraz czytelniejsze. Jednak dopiero piątek dał niedźwiedziom pole do popisu.

Inwestorzy stoją teraz przed dylematem: narazić swój kapitał na ryzyko, jakie wiąże się z wieszczoną wyprzedażą czy raczej trzymać się z daleka od rynku i zaryzykować liczenie utraconych korzyści, gdyby wyprzedaż nie ruszyła. Na wykresach w minionym tygodniu pojawiły się aż dwie świece doji, które obrazują brak zdecydowania popytu i podaży, mogą więc występować w kluczowych dla rynku chwilach. Jednak do zdecydowanego przełomu nie doszło, a bykom udało się wyprowadzić indeks na nowy szczyt. Taki układ pozwolił na schłodzenie wskaźników w układzie dziennym, co teoretycznie stwarza szansę na szybką kontynuację wzrostów.

Wzrostom tym mogą także pomagać skrupulatnie analizowane raporty finansowe za pierwszy kwartał. Nie są one wykorzystywane li tylko do „sprzedawania faktów”, co może być argumentem za zakupami akcji spółek o dynamicznie rosnących zyskach i przychodach. Mimo to trudno obecnie wyznaczyć szczyt i ocenić, czy warto jeszcze wchodzić na rynek, czy raczej zaakceptować ryzyko utraty przyszłych korzyści.

Warto przy tym zaznaczyć, że w dalszym ciągu nie został zrealizowany zasięg wzrostu WIG20 do poziomu 3400 pkt. Gdyby jednak indeks wyznaczył nowe maksimum na tym pułapie, trudno byłoby znaleźć przesłanki do dalszych zakupów akcji. Zdecydowanie mniej ryzykowne byłoby pogodzenie się z utratą korzyści.

Kierujący się analizą techniczną zauważą, że ostatnich dwóch szczytów nie potwierdził wskaźnik RSI 14, dlatego pojawiły się już pierwsze negatywne dywergencje. Ponadto nawet największy zapał mogą ostudzić poczynania rządu. Można się było spodziewać, że dobre rozwiązania legislacyjne nie będą jego domeną, teraz jednak widać, że nie będzie nią także obiecywana oszczędność. Agencja antykorupcyjna za 100 mln zł to tylko jeden z przykładów obciążeń dla budżetu. Rząd przypisuje sobie szybki wzrost PKB, tymczasem gospodarka toczy się siłą rozpędu i zdecydowanie za wcześnie na wystawianie tak dobrych not premierowi i jego ekipie.

Rośnie ryzyko pogłębienia deficytu budżetowego. Minister finansów Zyta Gilowska szacuje, że brak działań rządu w kierunku obniżania deficytu może nasz kraj kosztować utratę 19,5 mld EUR funduszy unijnych. Wówczas do zapaści finansowej tylko krok, a wtedy nikt już nie zechce akcji z polskiej giełdy. Inwestorzy myślący o zakupach powinni to wziąć pod uwagę. W tej perspektywie przyszłe utracone korzyści nie działają już tak źle na wyobraźnię. Za krótkoterminowy sygnał sprzedaży można uznać spadek WIG20 poniżej 3250 pkt.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Płaczek

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu