Można nie lubić, ominąć się nie da

Magdalena Wierzchowska
opublikowano: 18-02-2008, 07:09

Maciej Witucki sugeruje zmiany w prawie. W  innym wypadku nie będzie inwestować. Chyba że 400 mln EUR w ramach projektów UE.

Przedstawiciele Telekomunikacji Polskiej (TP) od wielu miesięcy przekonują, że prawo powinno chronić inwestycje w infrastrukturę. Maciej Witucki, prezes telekomu, precyzuje swoje oczekiwania.

— Mam nadzieję, że legislatorzy będą się kierować zasadą, iż polityka regulacyjna ma promować wartości konsumenckie, realizować politykę inwestycyjną państwa i wspierać innowacyjność — mówi Maciej Witucki.

Tymczasem TP i Urząd Komunikacji Elektronicznej (UKE) są w konflikcie od dwóch lat, odkąd na stanowisku prezesa urzędu znalazła się Anna Streżyńska, zawzięcie liberalizująca rynek. A jest o co walczyć — TP wylicza, że działania UKE kosztują go 1 mld zł rocznie utraconych przychodów. Proponowana przez Macieja Wituckiego zasada mogłaby ograniczyć regulatora lub — jak mówi TP — „pomóc w znalezieniu wspólnych celów”.

Regulator kontra operator

TP zapewne liczy, że odpowiednie zapisy znajdą się w przygotowywanej przez Ministerstwo Infrastruktury nowelizacji ustawy telekomunikacyjnej, która może być gotowa już w pierwszym kwartale. Niewykluczone, że resort weźmie pod uwagę stanowisko operatora. Wiceminister Andrzej Panasiuk i minister Cezary Grabarczyk podkreślali ostatnio, że nie ma podstaw prawnych do podziału TP. Nie trzeba chyba dodawać, że jest to zbieżne ze stanowiskiem narodowego telekomu. Po tych wypowiedziach rozpętała się awantura między ministerstwem a UKE. Anna Streżyńska sygnalizowała kilka dni temu, że może podać się do dymisji.

Czy Maciej Witucki zmartwiłby się tym? — Telekomunikacja Polska ma wolę współpracy z każdym prezesem UKE, niezależnie od tego, kto piastuje to stanowisko. Martwi mnie natomiast pewna niespójność między regulatorem a rynkiem. Chodzi o to, że celem UKE powinno być nie tylko dbanie o spadek cen dla klientów, ale również działania promujące rozwój: inwestycje i nowe usługi — tłumaczy prezes TP. Czy to zmartwienie przełoży się na jakieś konkretne działania? — Jeżeli polityka regulacyjna się nie zmieni, bedziemy musieli ciąć inwestycje. Zamiast światłowodów będziemy budować sieć CDMA czy telewizję satelitarną — mówi Maciej Witucki. Tegoroczne nakłady inwestycyjne zamkną się w 14-16 proc. przychodów. W ubiegłym roku było to 20 proc. Konkurenci TP podkreślają jednak, że legislacyjna ochrona inwestycji nie gwarantuje ich wzrostu, wręcz przeciwnie. Kraje o najbardziej zliberalizowanych rynkach mają najwyższe wskaźniki inwestycji.

Miliardy z samorządami

Jest jednak jeden obszar inwestycyjny, w którym TP chce mocno zaistnieć — budowa sieci wraz z samorządami, z wykorzystaniem funduszy unijnych. Dotychczas TP podpisała 11 umów z władzami samorządowymi. — Zadeklarowaliśmy wkład finansowy wysokości ponad 400 mln EUR — mówi Maciej Witucki.

Samorządy mają wpłacić drugie tyle. Wezmą na siebie budowę kosztownej sieci światłowodowej, a TP będzie instalować urządzenia końcowe.

Wiele wskazuje na to, że TP będzie głównym rozgrywającym w obszarze funduszy unijnych przeznaczonych na telekomunikację. Do wydania jest 4,4 mld EUR (ponad 16 mld zł). W rozdysponowaniu tej kwoty kluczowy jest wybór operatora budowanej przez samorząd infrastruktury — nie dość, że zgarnie pieniądze za usługi, to będzie nadzorował dzierżawienie sieci innym operatorom.

— Liczymy na to, że dużą część tych przetargów wygramy, bo mamy największy potencjał. Można nas nie lubić, ale nie da się nas ominąć — podsumowuje Maciej Witucki.

OKIEM EKSPERTA

Jakub Połeć, Centrum im. Adama Smitha

Wbrew zasadom

Przedstawiciele TP sugerują, że chcieliby gwarancji lub innych zapisów, zabezpieczających przyszłe inwestycje spółki w sieć NGN. Oznacza to odwrócenie zasad gospodarki rynkowej, w której firmy inwestują w technologie, by zachować przewagę konkurencyjną. I tylko takie firmy mają szansę zachować klientów i przyciągnąć nowych. Tak dzieje się we wszystkich krajach. To nie rząd powinien ustalać, jaką technologię firma ma wdrażać ani czy będzie jej się to opłacało. Doświadczenie, także z polskiego rynku, pokazuje, że otwarta konkurencja może uzdrowić sytuację. Przykładem jest znaczny spadek cen dostępu do internetu, od kiedy konkurencja TP zaczęła korzystać z bitstream access.

Magdalena Wierzchowska, m.wierzchowska@pb.pl 

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Wierzchowska

Polecane