Muammar Kaddafi: Ludowy tyran

Jacek Zalewski
29-04-2011, 11:03

Wielka Arabska Libijska Dżamahirijja Ludowo-Socjalistyczna jest typową totalitarną utopią ustrojową. Jej koniec zbliża się nieuchronnie, nie wiadomo tylko, czy się rozleci niczym Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich, czy obróci w gruzy jak III Rzesza.

(fot: Bloomberg) Muammar Kaddafi
Zobacz więcej

(fot: Bloomberg) Muammar Kaddafi


Trzy lata temu miałem okazję przebywać w Libii i na pierwszy rzut oka sytuacja nie różniła się tam od panującej w innych krajach arabskich. Wszak w całym regionie rządziły dyktatury, dzisiaj padające niczym kostki domina. Były też elementy stricte libijskie — obowiązkowe przetłumaczenie paszportu na arabski, konieczność ukrycia zawodu (w papierach wizowych byłem… lekarzem), brak zasięgu komórki, osiem godzin stania na granicy, wcale nie z powodu kolejki pojazdów, wreszcie słynna "Zielona książka" po polsku. Życie Trypolisu i okolic dozorował z billboardów ogromny Muammar Kaddafi. W rogu portretu na słoneczku umieszczana była zmieniająca się liczba lat jego panowania. Wtedy było to 39 i przygotowywano już jubileuszowe 40, ale zdarzyło mi się napotkać, głównie w knajpach, opóźnienie, na przykład 36. Na pytanie, czy nowszych cyferek nie dowieźli, gospodarze machali lekceważąco ręką. Był to jedyny dostrzeżony przeze mnie w Libii przejaw ciut bardziej niezależnego myślenia.

Nadtytuł tekstów na tej stronie "Ostry gracz", odniesiony do 69-letniego Muammara Kaddafiego, nabiera wymiaru tragicznego. W momencie wysyłania magazynu "BC" do druku liczbę ofiar wojny domowej w Libii szacowano już na 10 tys. zabitych i kilkakrotnie więcej rannych. Niestety, Kaddafi zapowiada, że jeśli odejdzie, to jako męczennik rewolucji, czyli walcząc bez względu na ludzkie straty. Chociaż… rewolucja nie wyklucza wariantu przetartego już przez wielu satrapów, czyli ucieczki z walizkami pełnymi złota, do Nigru lub Czadu.

Gdy 1 września 1969 r. w stopniu kapitana Kaddafi obalił króla Idrisa, było to wydarzenie zwyczajne. Wojskowi robili tak wszędzie wokół, w Egipcie, Sudanie, Etiopii. Ale przez cztery dekady dowiódł, że jest osobowością wyjątkową nawet w klasie dyktatorów. Wprowadził w życie dżamahirijję, czyli utopijne "państwo mas ludowych". W "Zielonej książce", przepisanej w 1977 r. do konstytucji, zebrał "genialne" refleksje z wielu dziedzin, od praw kobiet (nie ulega wątpliwości, że kobiety i mężczyźni są ludźmi, przy czym różnica jest taka, że mężczyźni nie menstruują i nie karmią dzieci piersią) po fundamenty ustroju. Przemieszał islam z arabskim nacjonalizmem i odpryskami socjalizmu, czego produktem stała się fikcja władzy tzw. zgromadzeń ludowych.

Kaddafi czuje się boskim pomazańcem. Ten syn beduińskiego hodowcy wielbłądów ogłosił, że właśnie jego plemię z okolic Syrty wywodzi się wprost od Mahometa. Poczuł się więc upoważniony nawet do reformy kalendarza islamskiego, nieuznawanej poza jego krajem. W meczetach libijskich czas mierzy się nie od hidżry, czyli ucieczki Mahometa z Mekki do Medyny w 622 r. naszego kalendarza, lecz od narodzin proroka 52 lata wcześniej.

Specyficzny jest jego stosunek do kobiet, które darzy nieporównanie większym zaufaniem niż mężczyzn. Otacza go wyłącznie żeńska załoga — lekarki, pielęgniarki, masażystki i inne specjalistki, a przede wszystkim legendarne ochroniarki. Ma to znaczenie bardzo praktyczne — muzułmanin zabity z ręki niewiasty nie dostąpi raju, zatem damska ochrona skutecznie odstrasza przynajmniej współbraci w wierze. Bardzo charakterystyczny był kobiecy epizod z wizyty Kaddafiego w Rzymie. Zaprosił tam na oficjalne przyjęcie dwie setki panienek z agencji towarzyskich, wpisanych jako hostessy. Ale nie grał z nimi w bunga-bunga — zapewne ku żalowi Silvia Berlusconiego — lecz urządził wykład o statusie kobiet w islamie i wzywał słuchaczki do zostania muzułmankami, kusząc darmową pielgrzymką do Mekki.

PRL łączyły z Dżamahirijją liczne kontakty gospodarcze. Specjalnie dla działalności inwestycyjnej na tamtejszym rynku powstał Dromex, do pracy wyjeżdżali pracownicy służby zdrowia. Kaddafi sypał petrodolarami, a do nas eksportował rewolucyjne idee za pośrednictwem luksusowo wydawanego po polsku miesięcznika "As Sadaka" ("Przyjaźń"). Później to pękło, ale po przeproszeniu się Kaddafiego z Unią Europejską znowu się normalizowało.

Dla świata Kaddafi to przede wszystkim patron i organizator terroryzmu, czego symbolem był zamach na samolot PanAm, który eksplodował nad szkockim miasteczkiem Lockerbie w grudniu 1988 r. Ale globalny bandyta stopniowo się nawrócił, przestraszony losami Saddama Husajna. Pełen hipokryzji i zarazem naiwności Zachód zaakceptował to nawrócenie, przydatne zwłaszcza w walce z Al Kaidą, która dla Kaddafiego stanowi po prostu konkurencję. Podczas państwowych wizyt libijski tyran rozstawiał swój słynny namiot w sercach Paryża, Rzymu, Madrytu, Moskwy. Kręcono z nim biznesowe lody, a zarazem traktowano jako obwoźną atrakcję, odzianą w beduińskie szaty i codziennie pijącą wielbłądzie mleko ze świeżego udoju. Sam siebie Kaddafi mianował Słońcem Afryki, której przyświecał pieniędzmi z eksportu ropy. W ostatnim czasie ujawnił się prawdziwy wymiar tych relacji, gdy władza satrapy trzyma się jeszcze na afrykańskich najemnikach.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Po godzinach / Muammar Kaddafi: Ludowy tyran