Mundial - czyli światowy

Gospodarze rozpoczynającego się dzisiaj finałowego turnieju nie nazywają imprezy inaczej, jak po prostu Fussball-Weltmeisterschaft. Zgódźmy się jednak, że poza Niemcami ta chropowata nazwa nie ma rynkowej wartości.

Gospodarze rozpoczynającego się dzisiaj finałowego turnieju nie nazywają imprezy inaczej, jak po prostu Fussball-Weltmeisterschaft. Zgódźmy się jednak, że poza Niemcami ta chropowata nazwa nie ma rynkowej wartości.

Mundial - czyli światowy

(Paweł Kubisiak)
opublikowano: 09-06-2006, 09:13

Gospodarze rozpoczynającego się dzisiaj finałowego turnieju nie nazywają imprezy inaczej, jak po prostu Fussball-Weltmeisterschaft. Zgódźmy się jednak, że poza Niemcami ta chropowata nazwa nie ma rynkowej wartości.

Gospodarze rozpoczynającego się dzisiaj finałowego turnieju nie nazywają imprezy inaczej, jak po prostu Fussball-Weltmeisterschaft. Zgódźmy się jednak, że poza Niemcami ta chropowata nazwa nie ma rynkowej wartości.

Terminem zdecydowanie bardziej nośnym jest hiszpańskie określenie mundial, po raz pierwszy użyte w roku 1970 dla określenia mistrzostw w Meksyku. Stało się marką globalną i przylgnęło do finałowych turniejów bez względu na to, w jakiej strefie językowej są organizowane.

Właśnie owa globalność powoduje, że kopanie skórzanej kuli napompowanej powietrzem staje się tak łakomym kąskiem dla propagandowego wykorzystania i pokrzepienia — lub pognębienia — całych narodów. Przodują w tym państwa biedne, dla których sukcesy piłkarskie zastępują nie- dostatki cywi-lizacyjne, ale przecież nie tylko. Spośród setek przykładów przypomnijmy kilka. Oto w roku 1974 reprezentacja NRD odniosła w grupie prestiżo- we zwycięstwo 1:0 nad RFN w pierwszym oficjalnym meczu państw niemieckich (co nie przeszkodziło RFN w zdo-byciu mistrzostwa świata). Wydarzeniem o porównywalnym znaczeniu było pokona-nie „amerykańskiego szatana” przez piłkarzy Iranu. Bywało też tak, że narodowa chwała przeplatała się z tragedią — jak w roku 1978, gdy Argentynę ogarnął szał radości po zdobyciu Pucharu Świata, wręczanego reprezentacji przez prezydenta generała Videlę, a w tym samym czasie z jego rozkazu zrzucano ludzi z samolotów do oceanu.

Polska również wniosła twórczą myśl do rozwoju propagandy piłkarskiego sukcesu. Najbardziej naturalny, bo zaskakujący wyczyn drużyny Kazimierza Górskiego z roku 1974 spadł władzy z nieba wprost na obchody XXX-lecia Polski Ludowej. Cztery lata później sukces został już drobiazgowo zaprogramowany, ale nie bardzo wyszedł, albowiem końcowe 5-6 miejsce zostało odebrane jak porażka. Absolutnie wyjątkowo zapisał się rok 1982 — stan wojenny. Podczas meczu Polski z ZSRR w Barcelonie widać na trybunach wielkie transparenty Solidarności, które w transmisji ze studia w Warszawie zwalczane są wstawianiem neutralnego obrazu widowni z zupełnie innego meczu.

Dzisiaj na szczęście wszystko znormalniało. Rządząca ekipa PiS gwałtownie potrzebuje jakiegokolwiek sukcesu i bardzo chętnie podłączyłaby się do zwycięstw piłkarzy, ale nie załamie się także po porażce. W każdym razie nie przeżywamy mistrzostw tak jak choćby Czarnogórcy, którzy właśnie proklamowali niepodległość, lecz w Niemczech po raz ostatni występują we wspólnej reprezentacji z Serbami. Ich kibice zadbają, aby nowe państwo właśnie poprzez mundial zaistniało na mapie świata.

Jacek Zalewski  

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: (Paweł Kubisiak)

Polecane