Myron Scholes: To nie ja wywołałem kryzys

Rozmawiał Tomasz Raś
01-09-2011, 00:00

Z noblistą z ekonomii rozmawiamy o kryzysie, inwestycjach i pieniądzach.

Z noblistą z ekonomii rozmawiamy o kryzysie, inwestycjach i pieniądzach.

Tomasz Raś: Kto jest winowajcą trwającego kryzysu finansowego?

Myron Scholes: Wydaje mi się, że znaczne wahania rynku są odpowiedzialne za obecną sytuację. Ośrodki rządowe jak i osoby prywatne postrzegały rynek jako stabilny, rozwijający się, na którym duża zmienność nie będzie występować. Z tego powodu większość osób podjęła działania o wysokiej skali ryzyka. Kiedy okazało się, że rynek nie będzie rozwijać się w nieskończoność, że jego wahania są znacznie większe, niż pierwotnie zakładano, ludzie zaczęli się szamotać, walczyć, by zwiększyć swoją płynność finansową.

Otrzymał pan Nagrodę Nobla w dziedzinie ekonomii za metodę wyceny instrumentów pochodnych. Czyli pan również przyczynił się do rozwoju tego rynku, a więc przynajmniej częściowo do kryzysu.

Nie czuję się odpowiedzialny. Jeżeli wyprodukujesz samochód i ten samochód będzie brał udział w wypadku, tak długo jak nie jest to błąd w etapie budowy pojazdu, to czy producent powinien czuć się odpowiedzialny za wszystkie wypadki, jakie mają miejsce na drogach? Instrumentów, które ja odkryłem, używają inni, dlatego moja odpowiedzialność kończy się w pewnym momencie.

Powinniśmy wciąż inwestować na zmiennych rynkach finansowych?

Tak.

W jakie aktywa pan inwestuje?

Moja polityka inwestowania kapitału jest wysoce zdywersyfikowana. Inwestuję na rynkach finansowych, w fundusze headgingowe, nieruchomości. Prowadzę inwestycje zagraniczne.

Weźmy przeciętną osobę, ze znikomym doświadczeniem na rynkach finansowych. Przychodzi ona do Myrona Scholesa po poradę, gdzie inwestować. Jaka pada odpowiedź?

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi. W dużej mierze zależy od tego, w co chcesz zainwestować, od poziomu ryzyka, jakie dana osoba jest w stanie ponieść, i umiejętności zrozumienia rynków. Najlepiej jednak, żeby inwestycja była wysoce zróżnicowana, aczkolwiek nie ma sprawdzonej receptury. Inaczej inwestuje się w fundusze emerytalne, w nieruchomości, a jeszcze inaczej w edukację.

W trakcie wtorkowego wykładu z okazji pięciolecia Komisji Nadzoru Finansowego wspominał pan, że musimy być innowacyjni w działaniach. Czy jest coś konkretnego, co mogłoby być z miejsca zaimplementowane jako lekarstwo na obecną sytuację na rynkach finansowych?

Wydaje mi się, że we wszystkich instrumentach, o których mówię, występuje innowacyjność, bez potrzeby omawiania ich jeden po drugim. Jednym z głównych problemów, z którym borykamy się obecnie, jest to, że społeczeństwo krajów wysoce rozwiniętych starzeje się w szybkim tempie i coraz częściej przejawia obawy związane ze swoją emeryturą. Innowacja, którą musimy stworzyć, będzie miała za zadanie pomóc w planowaniu i zabezpieczeniu przyszłości osób, które w niedługim czasie wkroczą w wiek emerytalny. To jest niezwykle istotny problem, który musi zostać w najbliższym czasie rozwiązany.

Czy kiedykolwiek zainwestował pan w Polsce pieniądze?

Na pewno nie zainwestowałem w bezpośredni sposób. Być może w pośredni sposób poprzez zróżnicowane portfolio, które posiadam. Wykład, który właśnie zakończyłem, jest w pewien sposób inwestycją.

Myron Scholes, ekonomiczny noblista z 1997 r., nagrodzony za opracowanie metody wyceny instrumentów pochodnych (m.in. za wzór na wycenę opcji, czyli wzór Blacka-Scholesa).

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rozmawiał Tomasz Raś

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Innowacji / Myron Scholes: To nie ja wywołałem kryzys