Na domu nad rozlewiskiem też można zarobić

Weronika Kosmala
29-04-2015, 00:00

Agroturystyka to branża rozbieżności — inwestycyjną nieruchomość w zaciszu kupić można i bardzo tanio, i za kilka milionów

Trudno jednoznacznie stwierdzić, jaki potencjał ma sektor agroturystyki. Odmienne wnioski biorą się z faktu, że kategoria uznawana jest powszechnie za wystarczająco szeroką, żeby pomieścić zarówno rozległe gospodarstwa ze stadniną, lasem i jeziorem, jak i ciasne nadmorskie pokoje, reklamowane jako kwatery do wynajęcia.

WIDOKI W CENIE:
Zobacz więcej

WIDOKI W CENIE:

W agroturystyce ceny nieruchomości najbardziej windują widoki na góry, zbiorniki wodne i na rezerwaty przyrody. Fotolia

Z danych GUS można jednak odczytać, że od 2010 r. rynek rośnie średnio 7 proc. rocznie, a w pół roku z takich usług korzystać może ponad 40 tys. turystów. Na tle 8,5 mln gości, którzy decydują się nocować w tym samym czasie w hotelach, to łatwy do pominięcia ułamek — mowa więc o rynku niszowym.

Konkurencja na stadniny

Podstawowym warunkiem, który musi spełniać nieruchomość w tym sektorze, jest miły widok, najlepiej na góry, rozległe pole uprawne, malownicze brzegi rzek czy jeziora.

— Agroturystyka to zazwyczaj biznes rodzinny, są to raczej małe nieruchomości oferujące po kilka, kilkanaście pokoi, z obłożeniem do 30 osób — komentuje Lidia Dołhan z WGN. Według danych firmy, rocznie rejestrowanych jest zaledwie kilkanaście transakcji sprzedaży w tym segmencie, a większość zapytań dotyczy dzierżawy.

Potencjalni właściciele, woląc sprawdzić się wcześniej w nowym biznesie, nie zaczynają od zaangażowania całego kapitału w zakup, ale częściej podpisują umowy na określony czas z prawem pierwokupu. Chociaż po ilości transakcji można wnioskować, że rynek nie rozwija się szybko, to właściwszymparametrem do oceny jest ilość zarejestrowanych tzw. kwaterodawców agroturystycznych. Określenie dotyczy firm prowadzących biznes bardziej agroturystyczny niż wynajem pokoi w bloku nad morzem, czyli — zgodnie z definicją — z wykorzystaniem zasobów wiejskich do prowadzenia działalności.

Co ważne, najczęściej to właśnie od skali tego wykorzystaniazależy powodzenie inwestycji — na rynku nie brakuje już gospodarstw konkurujących dodatkowymi usługami, takimi jak stadniny, spływy kajakowe czy możliwość zwiedzania jaskiń. Poza ciszą i przyrodą, do przewag konkurencyjnych zalicza się też miejscowy folklor i ofertę z nim związaną, na przykład warsztaty w przygotowywaniu jakiegoś lokalnego wyrobu.

Wyspa od wojska

Spokojnych i urokliwych zakątków na polskich wsiach nie brakuje, żeby więc wybrać właściwie, inwestor powinien działać według ustalonego schematu.

— W zależności od przeznaczonego kapitału możemy wskazać różne ścieżki. Przed decyzją nie możemy jednak pominąć trzech ważnych kroków, takich jak ocena potencjału miejsca, przemyślenie kwestii finansowania i rozeznanie w rynkowych cenach — radzi Maciej Górka, ekspert ds. rynku nieruchomości Domiporta.pl.

O potencjale miejscowości świadczyć może najprostszy wyznacznik — tam, gdzie jest najwięcej kwater, popyt jest największy. Jako najpopularniejsze wskazać można więc województwa małopolskie, warmińsko-mazurskie, pomorskie, podlaskie i podkarpackie. Poza walorami krajobrazowymi regiony różnią się też charakterem działalności.

Na Pomorzu na przykład więcej jest prywatnych kwater, a na Mazurach łatwiej znaleźć obiekty bardziej rozbudowane. Kolejną kwestią jest finansowanie — gospodarstwo kupić możemy za własne pieniądze, na kredyt, ale też korzystając ze wsparcia Europejskiego Funduszu Rozwoju Wsi Polskiej.

Ceny warto natomiast sprawdzać nie tylko w internetowych wyszukiwarkach, ale też w Agencji Rynku Rolnego, w biuletynach informacji publicznej wybranych gmin oraz w Agencji Mienia Wojskowego, skąd można dowiedzieć się o ofertach takich inwestycyjnych terenów, jak łąki, jeziora, lasy czy nawet całe wyspy.

Ceny zależą jednak nie tylko od położenia, ale również od stanu utrzymania obiektu, nie brakuje przecież sytuacji, w których właściciele nie utrzymują się z posiadanego gospodarstwa, remontowany jest więc tylko zamieszkiwany fragment, a reszta niszczeje.

— Gospodarstwo na 2 ha z domem z lat 20. w stanie do adaptacji, przy zbiorniku wodnym lub lesie, kosztować może nawet 70 tys. zł — dodaje Maciej Górka.

Oferta atrakcyjna, ale również wymagająca dodatkowych nakładów. Przeciwieństwem w tej kwestii mogą być Mazury, gdzie w obliczu programu Natura 2000 nowe inicjatywy budowlane są praktycznie niemożliwe. Jedynym rozwiązaniem jest więc odkupienie istniejącego obiektu, przy czym mały hotel czy przystań kosztować mogą do kilku milionów złotych. Podobnych cen spodziewać możemy się też na Pomorzu i, na przykład, w Zakopanem.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / Na domu nad rozlewiskiem też można zarobić