Pracownik na garnuszku u robota

Wymieranie zawodów nie jest niczym nowym. Ale obecnie budzi wśród pracowników bardzo dużo obaw, bo następuje szybciej niż kiedykolwiek wcześniej.

Robotyzacja i automatyzacja mocno zmienią obecny rynek pracy, ale nie nastąpi to zbyt gwałtowne. W perspektywie najbliższych dwóch lat tylko 10 proc. pracodawców z 20 tys. przebadanych na potrzeby raportu „Skills Revolutions 2.0” firmy Manpower planuje zmniejszyć zatrudnienie w związku z postępującą cyfryzacją. 86 proc. zamierza utrzymać obecny poziom zatrudnienia lub - w wielu przypadkach - nawet go zwiększyć. Natomiast 4 proc. ankietowanych nie potrafi jeszcze przewidzieć, jaki wpływ na ich biznesy będzie mieć dokonująca się na naszych oczach technologiczna rewolucja. Analiza została przeprowadzona w 42 krajach.

Bardziej dalekosiężne szacunki firmy McKinsey, zrealizowane już w odniesieniu do Polski, wskazują, że za 12 lat zautomatyzowana może zostać nawet połowa naszej pracy. Najbardziej widoczne będzie to w sektorze przemysłowym i logistyczno-transportowym. A odczują to zwłaszcza najmłodsze pokolenia pracowników. Sami zainteresowani przyjmują taką wizję ze spokojem – pracownicy w wieku 18-35, zapytani w ramach ogólnoświatowego sondażu, uznali, że nowe technologie bardziej kreują miejsca pracy niż je niszczą (79 proc. wskazań - raport Światowego Forum Ekonomicznego). 

Wycofywanie z rynku niektórych zawodów jest nieuniknione. Można się jednak spodziewać, że w ich miejsce powstaną kolejne profesje. Analiza przygotowana przez Światowe Forum Ekonomiczne w 2017 r. wykazała, że 65 proc. dzieci będących obecnie w wielu szkolnym będzie pracować w zawodach, które jeszcze nie powstały. Analogicznie: jeszcze dziesięć lat temu nikt nie mówił o analitykach big data, twórcach aplikacji mobilnych czy zespołach odpowiedzialnych za prezentację marek w social mediach. 

Problemy mogą się pojawić, gdy system edukacji i szkolnictwa zawodowego przestanie nadążać za zmianami na rynku. Już teraz dostrzegamy widoczny brak specjalistów w zakresie IT i programowania. Za chwilę luka może się pojawić również w kontekście obsługi sztucznej inteligencji. Jej zastosowania w biznesie od nowego roku akademickiego uczyć zaczną się np. studenci Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie - w ramach studiów licencjackich. Uruchomione zostanie tu również laboratorium Artificial Intelligence. Uczelnia na ten cel otrzymała dofinansowanie z Unii Europejskiej. 

- Algorytmy sztucznej inteligencji pomagają w walce z przestępczością, podnoszeniu efektywności służby zdrowia i diagnozowaniu chorób, usprawniają również działanie urządzeń oraz udoskonalają usługi, dlatego absolwenci naszego programu studiów będą mieć także certyfikaty z programowania w języku Python oraz z podstaw uczenia maszynowego – zapowiedziała dr Aleksandra Przegalińska, badaczka sztucznej inteligencji, jedna z osób odpowiedzialnych za nowy program nauczania.

Możemy spodziewać się, że tego typu koncepcji będzie powstawało w niedalekiej przyszłości znacznie więcej - bo takie są wymogi nowych czasów. 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Bełcik

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / Pracownik na garnuszku u robota