Na grubość papierosa

  • Jerzy Turbasa
opublikowano: 23-02-2007, 00:00

Jak ważny jest kolor? Dla Goethego ważniejszy był nawet od „Fausta”. Menedżerowie powinni o tym pamiętać...

Mówi się, że są eleganckie stroje i eleganccy ludzie i że same eleganckie stroje nie zrobiły nikogo eleganckim, że prawdziwa elegancja nie znosi agresji i niestosowności, przesady i wystawności, bo nie pozwala sobie zbliżyć się do granicy złego smaku.

Sugestie mody

Panowie, w przeciwieństwie do pań, winni jedynie podążać za modą, bo dobrze ubrany luminarz elegancji we wszystkim zna miarę. Dziś jednak odstąpimy od tej zasady, gdyż moda raczyła zbliżyć się do istoty elegancji w sposób, jaki nie czyniła tego od dawna. Wzięła z katalogu krawieckiego perfekcyjny angielski krój „do figury”, oparła się konstrukcji garnituru zgodnej z jej przesłaniem — służyć właścicielowi, eksponując zalety i kamuflując uchybienia budowy ciała, nie szkodząc szlachetnym proporcjom. Skorzystała z zasady puryzmu —mniej, czyli elegancko. Zrezygnowała z kolorów, ograniczając się do neutalnego miksu — czarnego, ewentualnie ciemnych barw, i białego.

Już Johann Wolfgang Goethe docenił rolę barw — poświęcił im traktat „Nauka o kolorach”. Uważał owe dzieło za praktyczne, o wiele istotniejsze od „Fausta”. Twierdził, że noszone kolory mówią o człowieku. Czarny sprzyja skupieniu i koncentracji, o oryginalności i tajemniczości, sugeruje doświadczenie i dojrzałość. Z białym, kojarzącym się z uczciwością, tworzy wypróbowany koktajl elegancji, najdoskonalszy z możliwych. Sugeruje bezkompromisowość, determinację i siłę. To wystarczy. Cóż, w piórkach wróbla nie zostaje się orłem. Kto ma ambicje zostania szefem, winien ubierać się wedle sugestii: dziś ubieraj się, przewidując, kim możesz być jutro.

Strzelistość sylwetki

Przekładając na fakty — koszule tylko białe, przywracające kult białych kołnierzyków, jako symbolu racjonalnego myślenia. A kołnierzyki nie takie zwyczajne, lecz perfekcyjnie odszyte, o kroju wyrafinowanym — włoskim, o szeroko rozstawionym, niemal do poziomu, kącie rozwarcia, francuskim, o niewielkim zaokrągleniu. Na grubość papierosa odcina się od czerni rękawa profesjonalnie skrojony mankiet spięty spinkami, a w górnej kieszonce marynarki biała poszetka [z fr. — chusteczka].

Pod szyją — zupełnie inny niż dotychczas — dość wąski krawat. Też czarny. Jeżeli zaś garnitur stalowo-popielaty lub takaż koszula — to i krawat w tym samym odcieniu, zawsze związany z tonacją i fakturą tkaniny garnituru. Zatem zero koloru. Przewidziano także popielate, a dla niekonwencjonalnych czarne koszule, ale tonacja krawatów i w tym przypadku nie ulega zmianie.

Rola koszuli niezwykle wzrosła, zwłaszcza że marynarkę, gdy okoliczność na to pozwala, nosimy rozpiętą. Ma być wąsko i strzelisto, dlatego talia w marynarce powędrowała nieco do góry, podobnie jak przecięcie klapy z kołnierzem. Dotyczy to marynarki jednorzędowej na trzy i a dwa guziki. Zatem wizerunek jak na czarno-białej fotografii — z kontrolowaną nonszalancją, a nie ze sztywno nakrochmalonym wdziękiem właściciela karawanu. Sadzę, że ta nowa elegancja zagości i u nas, ale mogę się mylić. Jestem w końcu jedynie mężem żony krawca...

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jerzy Turbasa

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu