Na ochłodę: pułapka na ptaki

Weronika A. Kosmala
08-08-2018, 22:00

Rynek uśmiechnął się rzędem ślepych zębodołów — jeśli Pieter Brueghel młodszy był starszy niż Jan Brueghel starszy, pielęgnujmy ten chaos.

Oprócz nieba i piekła rozwarte są pułapki na ptaki. Rozstawione w śniegu koloru ciepłego mleka, zawsze tam, gdzie z oddali dobiega niedzielny gwar. Z początkiem roku szkolnego dom aukcyjny Sotheby’s otworzy internetową licytację, zupełnie jakby otwierał sklepik z marzeniami — ceny będą chudsze o dwa pełnotłuste zera, a zamiast obrazu Brueghela wystawiona zostanie staranna kopia. Którego Brueghela — zakrakały kruki, które na mlecznym śniegu wkoło pułapki porozkładały się natychmiast czarnymi kleksami. Mniejsza o to — odpowiedziała, zgodnie z prawdą, wymalowana na kopii bezzębna gawiedź.

ZAPASY
ZIMOWE:
Zobacz więcej

ZAPASY ZIMOWE:

„Zimowy pejzaż z łyżwiarzami i pułapką na ptaki” przewija się przez zagraniczne aukcje na tyle regularnie, że można wyobrazić sobie magazyn takich obrazów. Pieter Brueghel młodszy szybko pojął, jak intratny interes wiąże się ze sprzedażą kopii, mimo że w jego czasach ceny odbiegały od obecnych siedmiocyfrowych stawek w dolarach. Fot. Christie's

Oko w pułapce

Pocztówka z wnętrza bożonarodzeniowej szklanej kuli przedstawiałaby pewnie jakieś północne miniaturowe miasto — skute na niby mrozem z białych dachów — parę drucików zagiętych w łyse korony drzew i może jeszcze twardą sadzawkę albo rzeczne kolano, na którym tłum figurek ślizgałby się przy gasnącej pozytywce. „Zimowy pejzaż z łyżwiarzami i pułapką na ptaki” przepełniać miała słodycz popołudnia, w którym grudniowe niebo zabarwia się od cynamonu, a dalekie dzieciństwo nieodparcie przeciska do oczu — taki lep na rozleniwiony wzrok przygotował w połowie XVI wieku najprawdopodobniej Pieter Bruegel pierwszy, skromniejszyod synów o pojedynczą literę w nazwisku.

Gdyby z obrazu słychać było wrony, uszy aż puchłyby, bo związująca scenę perspektywa nadaje im na tyle ludzką skalę, żeby samym ludziom wytknąć ptasią przywarę: bezbrzeżną głupotę zabawy na cienkim lodzie, suche proso zamiast oleju w głowie. Drugi człon obrazkowej metafory miał być więc ukłuciem w oko, które najpierw rozmiękczy widok ślizgawki, a następnie zetnie jak jajko osadzona w mlecznym śniegu pułapka, dybiąca na kruche kości ptaków.

Kilka zim po ukończeniu obrazu Pieter Bruegel zmarł, pozostawiając w targanych schizmą Niderlandach następne pokolenie: pięcioletniego Pietera Brueghela młodszego i raczkującego Jana, który — odchowując w przyszłości Jana z numerem dwa — zasłuży na przydomek „starszy”. Unieruchomiony mrozem kadr z kolanem rzeki i łyżwiarzami jest więc zimą skondensowaną jakby z 200 lat, dlatego że pączkujący warsztat Brueghelów, dopisujących sobie już literę „h”, powielał ten sam widok dziesiątki razy jak nakręcany od spodu mechanizm: ślizgawka, kościół, gawron, ślizgawka, wróbel, sucha gałąź, pułapka. Kiedy pocztówka trafia do aukcyjnego katalogu jako dzieło Pietera młodszego, topnieje próg 1 mln GBP (4,7 mln zł) — przy lichszych dopiskach zapowiadających sam brueghlowski krąg ceny natomiast kuleją, kalekie raz o jedno, raz o dwa zera.

Post kontra karnawał

Z kalek o pustych dziąsłach Brueghelowie kompletowali niestrudzone kadry, które mnożyli nawet bardziej ochoczo niż mroźne sielanki o szorstkim morale. Na udeptanych piętami klepiskach zawodnicy rozkładali się gromadami, jak plisy akordeonu, tańcząc skulonymi korpusami, rozdziawiając się albo w ogóle mrąc, również drużynowo, posklejani w grzechach lub znacznie mniej korzystnie — łamani w paszczach rybich gatunków, z reguły reprezentujących w takich meczach ostateczność piekła. „Po sto postaci w różnych fazach opętania? OK. Po kościotrupie? Po setce kościotrupów z każdej strony?” — piętrzy Jerzy Pilch w rozdziale „Żywego ducha” o Bruegelu i Hieronimie Boschu, mających realizować zamówienia na obrazy wszystkich grzechów ludzkości w całej ich powtarzalności.

Ile podobnych malowideł prowadzi te niemyte kłębowiska prosto na gładki papier aukcyjnych katalogów? W przypadku Pietera Bruegela starszego, przez licytacje w tym milenium przewinęło się zaledwie jedno olejne dzieło — 16 lat temu ponad 4,6 mln USD (16,9 mln zł) kosztował zaokrąglony kadr z uwiązanym za nogę pijakiem pchanym w pałąkowate plecy prosto do ciepłego chlewu. Nie licząc grafik z tego klanu, zdecydowanie hojniejszy jest rynek prac Pietera Brueghela młodszego, który odnotował rekord 10,7 mln USD (39,3 mln zł) z opłatami za jeden z pięciu sprzedanych w 2011 r. obrazów. Tym razem jednak kompozycja była obfitsza o cały repertuar kostnych zwyrodnień, pełnych jak księżyc wzdęć i szczerbatych odsłon głodu, bo mowa o temacie, który zagości również na jesiennej aukcji kopii — wdzięcznej sportowej „Walce karnawału z postem”.

W wersji nieprzypisanej autorowi pierwowzoru spodziewana cena zakuta jest w dyby przedziału 10-15 tys. GBP (47-71 tys. zł), mimo że obyczajowy koloryt jest jednakowo tłusto-gorzki, a sam Brueghel — którykolwiek — nie krępował się, sycąc wygłodniałych kupców kolejnymi powieleniami lubianej kompozycji, przeciąganej śmiało pomiędzy pokoleniami. Ślizgawka z pułapką na ptactwo — 40 razy, do tego tyle drużyn ślepców i kuternóg, ile będzie potrzebne, raz dyby, raz ryba, a zamiast żółtej kartki rzędy wychudłych ku przestrodze żebraków. Jerzy Pilch pisze w końcu nie bez powodu, że nawet język sprzed czasów pomieszania byłby bezradny wobec tych obrazów. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika A. Kosmala

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wyniki spółek / Na ochłodę: pułapka na ptaki