Na ożywienie trzeba czekać do 2011 r.

Maciej Zbiejcik
opublikowano: 25-02-2010, 06:37

Za nami już blisko dwa miesiące nowego roku i nadal nie widać znaczącej poprawy koniunktury. Na giełdzie dobrze mają się tylko nieliczni.

Ostatnie dane diagnozujące stan naszej gospodarki nie napawają optymizmem. Według Głównego Urzędu Statystycznego styczeń przyniósł wzrost bezrobocia oraz niewielki wzrost sprzedaży detalicznej. Pewnym pocieszeniem jest wyższa od oczekiwanej produkcja przemysłowa. Na szybkie ożywienie się nie zanosi. Potwierdzają to prezesi spółek giełdowych. Odczuwalna poprawa powinna nastąpić najwcześniej w 2011 r.

— Idziemy do przodu. Generalnie nie jest źle, ale bez rewelacji. O tym jak będzie wyglądał rynek dóbr inwestycyjnych w tym roku zdecyduje marzec i kwiecień, kiedy zaczyna się kontraktowanie na tym rynku — ocenia Janusz Filipiak, prezes Comarchu.

Inwestorzy giełdowi mają utrudnione zadanie, bo rynek poddał się ostrej selekcji. Wskaźniki koniunktury w przemyśle wskazują, że najbardziej narzekają m. in producenci odzieży oraz metali, a największym optymizmem tryskają producenci farmaceutyków chemikaliów, papieru oraz artykułów spożywczych.

Właśnie ta ostatnia branża okazuje się najmniej podatna na kryzys.

Trudności zwłaszcza na początku roku, przeżywa branża budowlana. Nie wynika to tylko z kryzysu, ale także niekorzystnej pogody w styczniu oraz lutym. Ostra zima zamroziła wiele inwestycji.

W ostatnich dniach zima odpuściła, jednak inne problemy nie znikną tak szybko.

O perspektywach na kolejne miesiące, oczami prezesów spółek czytaj w czwartkowym "Pulsie Biznesu"

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Maciej Zbiejcik

Polecane