Na pieniądze czeka się coraz dłużej

Kamil Kosiński
22-05-2009, 00:00

Paradoks kryzysu. Dystrybutorzy stali chętnie korzystaliby z faktoringu pełnego. Tyle, że coraz trudniej im go uzyskać.

Kryzys dwukrotnie wydłużył czas oczekiwania na zapłatę należności

Paradoks kryzysu. Dystrybutorzy stali chętnie korzystaliby z faktoringu pełnego. Tyle, że coraz trudniej im go uzyskać.

Spowolnienie gospodarcze widać gołym okiem. O to jak się ono przekłada na przepływy finansowe w branży stalowej postanowiliśmy zapytać w ArcelorMittal Poland. W końcu kto może wiedzieć lepiej niż firma dysponująca 70 proc. mocy produkcyjnych polskiego przemysłu hutniczego, produkująca zarówno wyroby długie jak i płaskie oraz specjalne.

Chcieliśmy się dowiedzieć, czy i na ile wydłużyły się oczekiwane przez kontrahentów terminy płatności? Czy zwiększyła się liczba firm regulujących płatności po terminie? Czy zaszły jakieś niekorzystne z punktu widzenia koncernu zmiany w zakresie ubezpieczania transakcji i faktoringu? Odpowiedź była jednak nad wyraz lakoniczna.

— Zakres tematyczny, którego dotyczą pytania objęty jest tajemnicą handlową spółki. Z przykrością odmawiam zatem udzielenia komentarza w tych sprawach — uciął sprawę Andrzej Krzyształowski, rzecznik ArcelorMittal Poland.

I nie ma się co dziwić takiej niechęci do wypowiadania się na ten temat. Kwestie wzajemnych rozliczeń między producentami, dystrybutorami i ostatecznymi odbiorcami wyrobów stalowych są coraz bardziej drażliwe. Specjalizująca się w ubezpieczaniu transakcji, firma Euler Hermes Zarządzanie Ryzykiem najwięcej upadłości w pierwszym kwartale 2009 r. zanotowała właśnie w branży stalowej. Zbankrutowało aż 11 firm produkcyjnych oraz cztery dystrybucyjne.

— Na pogorszenie wyników producentów oraz dystrybutorów wyrobów stalowych nałożył się spadek zapotrzebowania w trzech głównych segmentach odbiorców: budownictwie, motoryzacji i produkcji artykułów gospodarstwa domowego — podkreśla Tomasza Starus, główny analityk i dyrektor działu oceny ryzyka w spółce Euler Hermes Zarządzanie Ryzykiem.

W budowlance najgorzej

Tomasz Starus zaznacza, że budownictwo zawsze miało najbardziej rozbudowany łańcuch płatności, ponieważ skomplikowanie i wieloetapowość inwestycji angażuje tam cały łańcuch różnych firm — dostawców, wykonawców, podwykonawców itd. W sytuacji, gdy rozpoczyna się i kontynuuje niewiele inwestycji, a brak popytu sprawia, że nie ma dopływu świeżej gotówki, sytuacja staje się trudna. Bo nawet faktury z odroczonym terminem płatności trzeba w końcu uregulować. A skoro nie ma z czego to lawinowo rośnie ilość wszelkiego rodzaju sporów i reklamacji.

— W ten desperacki sposób dłużnicy — zazwyczaj inwestorzy — starają się zyskać na czasie. Wstrzymuje to oczywiście płatności dla wspomnianego całego łańcucha podwykonawców i dostawców — w tym zbrojeń i innych wyrobów stalowych — zaznacza Tomasz Starus.

Typowa dla budownictwa sezonowość prac sprawiła co prawda, że wskaźniki płynności finansowej branż poprawiły się ostatnio, ale i tak są gorsze niż w tym samym okresie roku 2008.

— Branża stalowa otrzymuje obecnie należności z blisko czterotygodniowym opóźnieniem. W grudniu 2008 r. było ono o kilka dni większe, ale wiosną 2008 r. było zaledwie dwutygodniowe. Dlatego w perspektywie całorocznej, spodziewamy się utrzymania obecnej, niekorzystnej sytuacji niepewności w branży stalowej — mówi Tomasz Starus.

Jednak zdaniem Andrzeja Żbikowskiego, prezesa ING Commercial Finance, w branży stalowej nie występują problemy większe niż w innych.

— Firmy, które nie opierały swojego biznesu na dostawach pod budownictwo mieszkaniowe, ale miały też kontrakty na rzecz budownictwa drogowego czy infrastrukturalnego nie są w szczególnie złej sytuacji. Tam bowiem ciągle płyną pieniądze ze środków unijnych — zaznacza Andrzej Żbikowski.

Nie ma jednej miary

Dodaje przy tym, że chęć utrzymania płynności finansowej i zwiększenia bezpieczeństwa obrotu sprawia, że coraz więcej firm sięga po usługi faktoringu, czyli skupu nieprzeterminowanych wierzytelności przez firmy trzecie, które z kolei same regulują zobowiązania wobec wystawców faktur.

— Faktoring jest dla nich zastrzykiem gotówki i najlepszym zabezpieczeniem należności jednocześnie. Poczucie bezpieczeństwa będzie w tym roku kluczowym motywem, dla którego firmy sięgną po faktoring — uważa Andrzej Żbikowski.

Odmiana usługi, w której faktor bierze na siebie ryzyko niewypłacalności firmy korzystającej z kredytu kupieckiego nazywa się fakotringiem pełnym. Jeszcze w 2007 r. wynosił on 29 proc. całego rynku fakotringu. W 2008 r. sięgnął już 48,5 proc. W 2009 r. zainteresowanie tą usługa nadal rośnie.

— Paradoksalnie zainteresowanie tą usługą jest większe niż możliwości jej sprzedaży. Ubezpieczyciele nie palą się bowiem do zwiększania limitów gwarantujących realizację takich transakcji — zaznacza Andrzej Żbikowski.

Do tego dochodzą rosnące ceny ubezpieczeń dla przyznanych limitów i pozyskiwania pieniądza. To wszystko sprawia, że faktoring mimo iż popularniejszy staje się coraz droższy. I to nie tylko dla branży stalowej.

— Nie mamy osobnych cenników przypisanych do poszczególnych branż. Każdego klienta traktujemy indywidualnie, za każdym razem proponujemy inną ofertę, szytą na miare potrzeb i odpowiednią do specyfiki firmy — zapewnia Andrzej Zbikowski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / / Na pieniądze czeka się coraz dłużej