Na polski rynek akcji wróciła senna atmosfera

Przemek Barankiewicz
16-09-2003, 00:00

Po szalonych wakacyjnych wzrostach polski rynek akcji odzwyczaił się od sesji, na których nie dzieje się praktycznie nic. Taki handel dominował w pierwszej połowie roku. Poniedziałek do złudzenia przypominał czasy, w których średni miesięczny obrót akcjami na GPW nie przekraczał 4 mld zł. Senną sesję bezskutecznie próbował ożywić handel akcjami Elektrimu i Softbanku, które zaskoczyły skalą wzrostu.

Na początku notowań emocji dostarczał Elektrim, który porozumiał się z DT i Vivendi w sprawie sprzedaży udziałów w Elektrimie Telekomunikacja. Jego kurs ustabilizował się 10 proc. „nad kreską”. Wcześniej cena akcji rosła nawet o 17 proc., do rocznego maksimum na poziomie 4,2 zł. Polacy mają otrzymać od DT 400 mln EUR. Reakcja rynku to niespodzianka, a tłumaczyć ją może tylko spekulacyjne podejście do walorów Elektrimu. Z pieniędzy Niemców nie uda się przecież w pełni spłacić obligatariuszy, a dotychczas inwestorzy liczyli właśnie na taki scenariusz. Brakujące 30 mln EUR, przy skali transakcji kwota symboliczna, przekłada się jednak aż na 1,5 zł długu na akcję.

Holding musi także z trwogą czekać na to, jak do sprzedaży ustosunkuje się fiskus (jeden ze scenariuszy zaprezentowanych niegdyś przez analityków SSSB przewidywał podatek idący w dziesiątki milionów złotych). Pewne jest, że Elektrim mógł wytargować więcej, o czym świadczą liczne komentarze niemieckich analityków sektora telekomunikacyjnego.

Wśród spółek z WIG 20 najlepszy był informatyczny Softbank. Rynek euforycznie zareagował na słowa Aleksandra Lesza, który w wywiadzie dla „PB” oświadczył, że spodziewa się skoku wartości akcji do 80 zł w ciągu trzech lat. Ważniejsze dla rynku było jednak wyjaśnienie niskiej ceny, jaką w walce o CEPiK zaproponował Softbank. Okazało się, że to afrykańscy partnerzy konsorcjum chcą subsydiować kontrakt. Dotychczas analitycy obawiali się, że Softbank umowę wygra, ale na niej nie zarobi. Spółkę ostatnio odwiedzili wysłannicy DI BRE, którzy w specjalnym raporcie donoszą o jej znakomitych długoterminowych perspektywach. Ten rok ma jednak być nadal słaby.

W piątek jeszcze raz udało się indeksowi największych spółek obronić poziom 1500 punktów. Nieśmiało powraca popyt na papiery ulubieńców zagranicy: Prokomu, KGHM, Orlenu czy Pekao SA. Ta ostatnia spółka na zamknięciu powróciła jednak do punktu wyjścia. Dużo większe powody do zmartwienia mieli udziałowcy BRE Banku. Nadzieje związane ze zwiększeniem zaangażowania przez Commerzbank nie są na razie podsycane jakimś konkretnym uzasadnieniem decyzji Niemców. W całym sektorze ciągle przeważają spadki. Przecenę BPH PBK paradoksalnie wyhamował sprawca ostatniej przeceny banków — jego austriacki właściciel. Agencja Moody’s podwyższyła rating długoterminowy krakowskiej spółki „w uznaniu wiodącej roli BACA w kierowaniu bankiem”.

Huśtawkę nastrojów przeżyli w poniedziałek udziałowcy Orbisu. Przez większość sesji spółka dynamicznie poprawiała wycenę po fatalnych dwóch tygodniach, w ciągu których jej akcje straciły 15 proc. Pod koniec handlu rynek przyłączył się jednak do opinii DM BZ WBK, który uznaje papiery spółki za przewartościowane. To już drugi cios ze strony analityków w ostatnich dniach. Wcześniej rating długoterminowy obniżyła Orbisowi agencja Fitch.

Widoczna w piątek korelacja GPW z rynkami zachodnimi nie powtórzyła się już na następnej sesji. Na Zachodzie przeważały wzrosty, bo rynek na siłę chciał zatrzeć niemiłe wrażenie szwedzkiego „nie” dla euro. We wtorek warto jednak zerkać za ocean. Sierpniowa inflacja i posiedzenie banku centralnego w USA mogą zadecydować o koniunkturze na parkietach całego świata.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Przemek Barankiewicz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Na polski rynek akcji wróciła senna atmosfera