Na prawdziwą hossę trzeba jeszcze poczekać

  • Jagoda Fryc
opublikowano: 28-02-2016, 22:00

Niespełna miesiąc zwyżek przed nami, a potem rynki znów mogą spadać. Zagrożeń nie brakuje, ale najważniejszy wciąż pozostaje kryzys surowcowy

Od dołka na początku roku indeks WIG20 odbił o około 200 pkt., czyli prawie 12 proc. W ubiegłym tygodniu inwestorom chęci do zakupów nie odebrała nawet gwałtowna przecena w Chinach, gdzie po wieściach o wzroście stóp na rynku pieniężnym główny indeks giełdy w Szanghaju zanurkował o ponad 6 proc. Stan gospodarki Państwa Środka już od dłuższego czasu budzi niepokój globalnych graczy, ale na szczęście problemy w Chinach nie stanowią zagrożenia dla perspektyw GPW — przekonują eksperci. Dla warszawskiego parkietu ważniejsza jest obecnie sytuacja wewnętrzna w kraju i ryzyko regulacyjne.

— Sytuacja w Państwie Środka nie zagraża bezpośrednio GPW. Nasze problemy związane są głównie z ryzykiem politycznym i regulacyjnym. Dalsze zwyżki zależą zatem od wyjaśnienia kwestii nowych obciążeń fiskalnych oraz oczekiwań co do przyszłości OFE. Myślę, że na wzrost notowań na szerokim rynku trudno liczyć, jednakże mogą pojawić się okazje inwestycyjne związane chociażby ze zwiększonym zainteresowaniem funduszy private equity spółkami notowanymi na GPW. Ponadto w segmencie małych średnich spółek można znaleźć firmy o wysokich stopach dywidendy, przekraczających 5 proc., co zwiększa ich atrakcyjność w otoczeniu niskich stóp procentowych — twierdzi dr Tomasz Bursa, wiceprezes Opti TFI.

Krótki rajd…

Podobnego zdania jest Jarosław Niedzielewski, dyrektor departamentu inwestycji w Investors TFI, który uważa, że dopiero wyraźne załamanie gospodarki Państwa Środka, np. kryzys kredytowo-bankowy, może wywołać tsunami na rynkach. Specjalista prognozuje, że w perspektywie najbliższych 2-3 tygodni możliwy jest dalszy ruch w górę indeksów akcji, także w Polsce. — Traktowałbym jednak ten ruch jako korektę wcześniejszych spadków, a nie falę, która wyniesie np. indeks S&P500na nowy szczyt. Jeszcze nie teraz. Teoretycznie, korekta ta może doprowadzić amerykański indeks do poziomu 2 tys. pkt., czyli o 5 proc. powyżej obecnych poziomów. W przypadku niemieckiego indeksu DAX potencjał wydaje się większy, około 8-10-procentowy — uważa Jarosław Niedzielewski.

Ekspert studzi jednak optymizm, tłumacząc, że Polska giełda wykorzystała już immunitet, który dostała od losu w pierwszej połowie lutego, gdy nie poddaliśmy się panice, jaka ogarnęła zachodnich inwestorów. Dlatego trudno dziś oczekiwać, aby GPW w dalszym ciągu była silniejsza np. od giełdy z Frankfurtu. W dodatku duże spółki wcale nie są tanie, biorąc pod uwagę spadek zysków, m.in. w sektorze bankowym i energetycznym.

— Odreagowanie na akcjach banków, spółek energetycznych oraz wzrost notowań KGHM czy PZU, czyli firm, które cierpiały przez krajową politykę lub bessę na surowcach, spowodowało, że w relacji do spadających europejskich spółek — np. banków — wyceny krajowych czempionów przestały być okazyjne. Dlatego spodziewam się, że potencjalne zwyżki na naszych indeksach będą bliższe tym z Wall Street niż Europy Zachodniej — dodaje Jarosław Niedzielewski.

Potencjału w dużych spółkach nie dostrzega już także Adam Łukojć, zarządzający funduszami Skarbca TFI, który, podobnie jak koledzy z branży, wskazuje na kiepskie fundamenty, ryzyko polityczne i wysokie wyceny. Wśród małych spółek wciąż jednak można, jego zdaniem znaleźć akcje podmiotów, które poprawiają wyniki, są wolne od ryzyka politycznego, a w dodatku pozostają tanie.

— Dobre wyniki CCC zachęcają do szukania pozytywnych zaskoczeń w branży odzieżowej, czwarty kwartał jest zwykle udany dla spółek informatycznych — część z nich sprawiała nam miłe niespodzianki w ostatnich kwartałach, wyniki Budimeksu mogą być wstępem do dobrych rezultatów innych spółek budowlanych, branża deweloperska jest rozpędzona i również może zaskakiwać pozytywnie — wymienia Adam Łukojć.

…i zanurzenie

Do obserwowanej dziś fali zwyżek inwestorzy nie powinni się jednak przywiązywać, bo już niebawem powrócić mogą obawy o gospodarkę w USA oraz Europy, a także potencjalne bankructwa firm energetycznych i wydobywczych.

— Co prawda w ostatnich tygodniach surowce przestały spadać na łeb na szyję, ale nie ma jeszcze sygnałów świadczących o zmianie długoterminowego trendu spadkowego, może z wyjątkiem złota. Dlatego uważam, że prawdopodobieństwo jeszcze jednego zanurzenia na rynkach akcji w kolejnym dwóch miesiącach jest cały czas spore. Sezon wyników nie powinien zmienić sentymentu do rynku akcji w Polsce. Być może w przypadku niektórych mniejszych i średnich spółek lepsze wyniki pozwolą na odrobienie tegorocznych strat, ale trudno spodziewać się rynkowego przełomu — studzi optymizm Jarosław Niedzielewski.

Z ostrożnym optymizmem do rynku surowców podchodzi natomiast Seweryn Masalski, zarządzający funduszami MM Prime TFI, który przypomina, że wydobycie ropy w USA spada piąty tydzień z rzędu, kraje OPEC i Rosja intensywnie rozmawiają o ograniczeniu produkcji, a Chiny zamykają kopalnie węgla.

— Powolne dostosowanie podaży może wstrzymać spadki cen surowców, co mocno ciążyło giełdom. Dużą niewiadomą jest jednak reakcja banków centralnych — wysokie zatrudnienie w USA zaczyna owocować inflacją, co może przekonać Fed do kontynuacji podwyżek stóp procentowych. Schłodziłoby to nastroje inwestorów giełdowych — ostrzega Seweryn Masalski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jagoda Fryc

Polecane