Na razie się nie boimy

Paweł Janas
13-12-2006, 00:00

To na razie przyczółek. Tak o wejściu Łukoilu mówią analitycy. Jeśli jednak go powiększy, będzie gorąco.

Zakup przez koncern paliwowy Łukoil europejskich i polskich stacji benzynowych marki Jet, należących do ConocoPhillips, nie jest niespodzianką. Firma już kilka lat temu deklarowała mocniejsze usadowienie na polskim rynku paliwowym. W 2002 r. w konsorcjum z Rotch Energy Rosjanie bezskutecznie starali się o przejęcie Rafinerii Gdańskiej.

Transakcja została wtedy zablokowana przez polski rząd ze względu na — jak to wtedy określano — „ryzyko polityczne” związane z wejściem rosyjskiego gracza na strategiczny dla państwa rynek paliwowy. Czy obecna transakcja także narusza nasze bezpieczeństwo energetyczne?

— Podstaw do blokowania transakcji nie ma. To nie rafineria, lecz tylko kilkadziesiąt stacji paliw, więc nie to zagraża naszemu bezpieczeństwu energetycznemu. Należy jednak pamiętać, że dla Rosjan to jedynie przyczółek na terenie Unii Europejskiej. Sytuacja może stać się dla nas niebezpieczna wówczas, gdy kiedyś zechcą radykalnie zwiększyć stan posiadania — komentuje na gorąco Piotr Naimski, wiceminister gospodarki.

Łukoil nawet nie zakłada, że ktoś rzuci mu kłody pod nogi.

— Nie wyobrażam sobie, by coś takiego mogło się zdarzyć. Jednak pewny będę w momencie, gdy w transakcji postawiona zostanie kropka nad i — stwierdził Władimir Jatrow, dyrektor odpowiedzialny w Łukoil Polska za kontakty z mediami.

Na razie bez zmian

Analitycy spekulują, jak transakcja wpłynie na polski rynek paliw.

— Pytanie, jak zachowa się Łukoil. Jeśli utrzyma dyskontowy, czyli tańszy, charakter stacji prowadzonych do tej pory przez Conoco, w trudnej sytuacji będą nadal właściciele niezależnych stacji paliw. Dużym graczom sieć 82 stacji przejętych przez Rosjan nie będzie w stanie zagrozić. Łukoil z pewnością zechce jednak rozbudować sieć, a wtedy sytuacja może radykalnie się zmienić —mówi Aurelia Kuran-Puszkarska, ekspert rynku paliwowego.

Rozbudowa sieci jest prawie pewna.

— Oczywiście, że postaramy się rozbudować naszą sieć w Polsce. Przejęte stacje to dopiero początek jej budowy — dodaje dyrektor Jatrow.

Firmy paliwowe twierdzą jednak, że transakcja nie naruszy równowagi sił na rynku i ich interesów.

— Jeden gracz zastępuje drugiego. Do tej pory konkurowaliśmy z ConocoPhillips, a teraz będziemy z rosyjskim Łukoilem. Nic się tu nie zmienia — twierdzi Dawid Piekarz, rzecznik giełdowego Orlenu.

Gra o miliard

Orlen może natomiast potencjalnie nieźle zarobić na wejściu Łukoilu do Polski. Na czym? Na sprzedaży Rosjanom paliw. Obecnie przejętą przez Łukoil sieć zaopatruje od marca tego roku Grupa Lotos, druga notowana na polskiej giełdzie spółka paliwowa. Kontrakt wart miliard złotych wygasa jednak z końcem 2006 r. i gra o zdobycie kontraktu na dostawy paliw zacznie się od nowa.

— Zaopatrywanie stacji z Rosji jest nieopłacalne. Sadzę więc, że podobnie jak inni operatorzy w Polsce będziemy kupować paliwa głównie w Orlenie lub Lotosie. Możliwe też, że część produktów sprowadzimy z białoruskiej rafinerii Mozyr, skąd już obecnie sprowadzamy na potrzeby handlu hurtowego olej napędowy — twierdzi Władimir Jatrow.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Paweł Janas

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Na razie się nie boimy