Na rynku koni łatwo się zagalopować

Weronika Kosmala
27-02-2015, 00:00

Perkusistę Charliego Wattsa, biznesmena Davida Murdocka i grupę bliskowschodnich szejków łączą od lat interesy — w Janowie Podlaskim

W ubiegłą niedzielę zakończyły się drugie eliminacje odbywających się w Polsce zawodów jeździeckich Cavaliada. Pomimo rosnącego zainteresowania tym sportem polski rynek inwestycyjnych koni jest jeszcze stosunkowo płytki. Można odnieść wrażenie, że stoi to w sprzeczności z rekordami padającymi na rodzimych aukcjach za polskie konie krwi arabskiej. Na początek odróżnić więc należy konie wystawowe od wyścigowych, a także inwestorów polskich od przyjezdnych.

POLSKA REKORDZISTKA:
Zobacz więcej

POLSKA REKORDZISTKA:

Klacz Kwestura czystej krwi arabskiej pochodzi ze stadniny w Michałowie, a na liście swoich nagród ma już tytuł Czempionki Europy, Czempionki USA i Czempionki Świata. W 2008 r. podczas aukcji Pride of Poland w Janowie Podlaskim jej cena znacznie przekroczyła milion euro. JAROSŁAW KRUK

Zysk w genach

Profesjonalnemu obrotowi końmi towarzyszy na rozwiniętych rynkach cały sektor związanych z tą branżą usług. Poza domami aukcyjnymi i różnymi instytucjami pośredniczącymi w handlu w rynku uczestniczą organizatorzy wystaw i turniejów, sponsorzy, trenerzy i dżokeje, a nawet kliniki weterynaryjne. Mechanizm uzupełniają przyjeżdżający z różnych krajów inwestorzy — sama ich okazjonalna obecność nie stanowi jednak rynku, ale jedynie jego zaczątek.

— Nie nazwałbym tego inwestycją. Hodowla koni nie jest specjalnie biznesowym przedsięwzięciem, musi to być hobby — komentuje polski rynek Marek Trela, prezes Stadniny Koni w Janowie Podlaskim.

Branżowa prasa pełna jest jednak sensacji, ile komuś udało się na tej pasji zarobić. Kapitał pomnażać można na rynku koni na kilka sposobów, z czego najbardziej spektakularne są zwycięstwo w wyścigu i zdobycie pucharu na wystawie.

Możemy też intratnie odsprzedać konia kolejnemu inwestorowi albo wydzierżawić go za stosowną opłatę. Wypożyczający zobowiązani są zapewnić czempionowi szczegółowo określone warunki, mogą go także promować w międzynarodowych konkursach, a co chyba najbardziej dochodowe — zarobić na samym materiale genetycznym. Handel embrionami koni w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej to już powszechna praktyka hodowców. W Polsce, chociaż nie powstały do tej pory specjalne kliniki trudniące się przeszczepami komórek, takie zabiegi wykonywane są zgodnie z prawem, ale na mniejszą skalę. Wypłukiwanie embrionów pozwala na wyhodowanie potomstwa zwyciężczyni wystawy i utytułowanego ogiera, nie nadwyrężając jednocześnie kondycji czempionki. Komórki przeszczepia się innej klaczy, a zanim źrebięta przyjdą na świat, na rynku można już nimi z zyskiem obracać.

Miliony z Dubaju

Chociaż ryzyko takiej inwestycji wydaje się najwyższe, embriony nagrodzonych koni osiągają czasem ceny kilku milionów zł. Polskie hodowle szczególnie w tej dziedzinie nie odstają, średnia cena komórek wypłukanych z jednej z janowskich czempionek może wynosić nawet kilkaset tysięcy zł. Popyt na nienarodzone potomstwo utytułowanej klaczy Pianissima był na tyle wysoki, że embrion zdążył zmienić właściciela dwa razy. Początkowo źrebaka planowała hodować stadnina w Australii, odsprzedała go jednak szejkowi Ammarowi Bin Humaid Al Nuaimiemu. Wspomniany książę Adżmanu zyskał zresztą w naszym kraju rozgłos, kupując za ponad 1,1 mln EUR (4,6 mln zł) urodzoną w Michałowie klacz Kwesturę.

Bliski Wschód od niedawna stanowi główny kierunek eksportowy tej branży, a najwięcej angażowanego w konie kapitału napływa ostatnio z Dubaju. Arabowie skupują czystej krwi konie zarówno od hodowców europejskich, jak i tych z Urugwaju czy Chile, a nagroda wyznaczona dla zwycięzcy rozgrywającego się w Dubaju wyścigu to 10 mln USD. Dubai World Cup planowany jest na koniec marca, natomiast na prestiżowe Kentucky Derby poczekać trzeba do maja. Amerykańskie zawody przewidują dla zwycięzców już tylko 2 mln USD, w dodatku jest to cała pula. Pula nagród za skoki przez przeszkody w ramach krajowej Cavaliady to natomiast 450 tys. zł. Dobrze ilustruje to rynkowe proporcje.

Udziały w koniu

Szykując się jednak do zwycięstwa w wystawie czy derbach, trzeba przewidzieć mnóstwo dodatkowych wydatków.

— Patrzenie na ten rynek czysto inwestycyjnie może być zdradliwe. To, co jest pewne, to koszty, a te są wysokie. Przychody pozostają kwestią dyskusyjną — twierdzi Marek Trela.

Dodaje też, że podstawowe utrzymanie konia w stajni kosztuje 30-40 zł dziennie, ale nie jest to wydatek, do którego można się ograniczyć. Nawet jeśli założymy najniższe miesięczne koszty na poziomie 1200 zł, już za samo pokrycie zapłacić możemy kilkanaście tysięcy euro, a drugie tyle przeznaczyć trzeba na wyjazdy. Zagraniczne wystawy wymagają poniesienia nie tylko kosztów transportu, ale także promocji i tzw. hodowlanego światowego życia. Płaci się również weterynarzom, ubezpieczycielom, a czasem nawet samym dżokejom, którzy na zagranicznych wyścigach wyceniają swoją jazdę na 35-100 USD. Chociaż powinny przynosić szczęście, koszty zwiększają nawet podkowy, którym zdarza się na świecie kosztować nawet 100-400 USD za komplet. Zniechęceni inwestorzy mogą jednak te koszty między siebie podzielić.

Bardzo popularne na Zachodzie porozumienia właścicieli pozwalają na rozłożenie ryzyka i wszystkich wydatków, wymagają z kolei poświęcenia pozostałym udziałowcom części nagrody. W taki sposób kupować można nie tylko mniej kosztowne okazy, ale również potencjalnego czempiona wartego kilka milionów dolarów. W takim przypadku, w cenie udziału kupilibyśmy jednak może nie tak dobrze rokującego, ale całego konia. Zwracającym uwagę przykładem jest zakup potomka zwycięzców derbów, konia Green Monkey za 16 mln USD. Koń nie wygrał żadnych prestiżowych zawodów, zapewniając właścicielowi przychód rzędu 10 tys. USD. Cenowy rekord to 40 mln USD, a skłonny do takiego wydatku był były emir Dubaju. Szejkowi z pewnością takie inwestycje się opłacają, z jego inicjatywy wręczane są bowiem wspomniane światowe puchary.

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Na rynku koni łatwo się zagalopować